Reklama

Szkoda mądrego misia, czyli co poszło nie tak? - Przeczytaj najnowszy felieton Dariusza Kuziaka!

Prezentujemy najnowszy felieton redaktora naczelnego Tygodnika Siedleckiego Dariusza Kuziaka.

Szkoda mądrego misia, czyli co poszło nie tak?

To było dwadzieścia lat temu. Wiosną 2001 r. zamieściliśmy w „TS” pierwszą informację o Platformie Obywatelskiej w Siedlcach. Postulaty nowego ugrupowania: likwidacja senatu, wprowadzenie podatku liniowego, likwidacja subwencji dla partii politycznych, odchudzenie administracji. Program, że tylko przyklasnąć. Tym piękniejszy, że wciąż w pełni aktualny.

Wiosną 2001 r. AWS była w rozsypce. Stawało się jasne, że najbliższe wybory wygrają postkomuniści. Nikt nie wiedział, że za półtora roku Rywin przyjdzie do Michnika i stara komuna się posypie. Liberalizm był pięknym słowem, oznaczał wolność. Platforma Obywatelska – z Tuskiem, Rokitą, Gilowską, Płażyńskim, Piskorskim – była nową nadzieją. Przewagi pokoleniowe, przyznam, również miały znaczenie. Miejsce „legend Solidarności” zajmowali w polityce ludzie z pokolenia pierwszego i drugiego NZS, posłowie i senatorowie, z którymi można było pójść na piwo.

Reklama

Nie było w Polsce partii bardziej nadającej się do sprawowania władzy niż Platforma. Ci, którzy z zawodu są dyrektorami, lgnęli do niej jak muchy do miodu. Jeśli członek PO dziwnym trafem nie był dyrektorem, było oczywiste, że wnet nim zostanie. Wiadomo, z kim przestajesz, taki się stajesz.

Z Prawem i Sprawiedliwością jest akurat na odwrót. To partia genetycznie opozycyjna, partia sprzeciwu. Nawet gdy rządzi, to tak jakby była opozycją. Nie potrafi wygodnie rozsiąść się w fotelu. Przysiądzie, ale jednym pośladkiem, na brzeżku, gotowa zerwać się w popłochu, w proteście...

Reklama

Platforma była partią władzy. I dobrze jej szło, póki władzę sprawowała. Czyniła to, przyznajmy, nienachalnie. Robiąc sobie długie przerwy, by dla zdrowia „haratnąć w gałę”. Gdy PO rządzić przestała, miała nadzieję, że ta niemiła dziejowa anomalia potrwa co najwyżej chwilkę. Partia władzy musi przecież mieć władzę. Inaczej co z niej za partia. W temacie władzy elektorat jednak zawiódł. W szeregach zrobiło się nerwowo. Potem bardziej nerwowo, wreszcie histerycznie. Nic nie działało - ani ulica, ani zagranica, ani zmiana lidera, ani własnymi słowami zapowiedziana – totalna opozycja.

Jak to się stało, że partia Tuska, Płażyńskiego, Rokity stała się partią Jachiry, Szczerby i Brejzy? No tak, Płażyński zginął, Rokity się pozbyli, a Tusk zmienił buty na rozmiar europejski. Ambicje i marzenia rozbudzone awansem Tuska na „dużego misia”, nagrały się przypadkiem u Sowy i Przyjaciół: „Jednak idziesz w zupełnie inną orbitę, odseparowujesz się o tego wszystkiego, od tego folkloru, od tego syfu, jesteś dużym misiem”. Coś jednak poszło nie tak.

Reklama

Jesteś dużym mądrym misiem, garnuszek miodu oraz wszystkie rozumy zjadłeś, a szósty rok siedzisz w opozycji.  Nastroje w partii podobno są schyłkowe. Szto dziełać? – pytasz jak Lenin. No cóż, nigdy nie jest za późno, by wrócić do źródeł. Na początek odkurzyć pomysł likwidacji senatu. W obecnej sytuacji koledzy z PiS, jak sądzę, niekoniecznie będą przeciw.

Dariusz Kuziak

 

Felieton został opublikowany w 20. tegorocznym wydaniu „TS".

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości