Reklama

Ten krzyż nadal stoi w Ozorowie…

Rozmowa z Michałem Rybakiem, mariawitą

W Żeliszewie, Wiśniewie, czy Cegłowie znajdują się świątynie wyznawców Kościołów mariawickiego i rzymskokatolickiego, działają odrębne społeczności parafialne. Kiedyś ten stan rodził wiele napięć, a jak jest dziś?

– Dziś, moim zdaniem, jest na szczęście dużo lepiej. Chociaż może to być uogólnienie, no i wymienił pan parafie wiejskie… ...stosunek do mariawitów zależy od tego, czy parafia jest wiejska, czy miejska?  – Wielu moich współwyznawców mieszka w Siedlcach, czy Mińsku Mazowieckim (o Łodzi i Warszawie nie wspomnę), a ich sąsiedzi nie mają pojęcia, że są mariawitami! Na wsi ta wiedza jest nie tylko powszechna, ale może mieć różne skutki. Anonimowość życia w mieście zmniejsza możliwość potencjalnych napięć na tle wyznaniowym. Ale cóż będę teoretyzował: w stołecznej firmie, w której pracuję, był – jak początkowo myślałem – jeszcze jeden mariawita. Po jakimś czasie okazało się, że osób związanych z mariawityzmem jest więcej… Na wsi nie ma możliwości ukrycia się w tłumie… Kryją się ci, którzy czegoś się obawiają – mówił pan, że szykanowanie mariawitów to przeszłość… – Moje pokolenie jest pierwszym, które nie musi obawiać się, że ktoś zechce nas upokorzyć dlatego, że jesteśmy mariawitami. Nasi rodzice i dziadkowie doświadczali różnych szykan. Pradziadowie byli ofiarami zbrojnych napaści tłumów, które przy pomocy kłonic i wideł chciały ich „nawrócić na prawdziwą wiarę”. Pamięć o „pogromach mariawickich” jest częścią naszej zbiorowej tożsamości i dlatego są też wśród nas osoby obawiające się ujawnienia swego wyznania. Ot, tak – profilaktycznie…

Reklama

Sobór Watykański II odszedł od traktowania nie-katolików jako „heretyków i schizmatyków”. Mariawici przestali być „zaprzańcami” – są „braćmi odłączonymi”. 
– Pan o tym wie, ja też wiem, ale czy na pewno wie o tym ogół braci rzymskich katolików, tego ciągle nie jestem pewien… 
Skończmy rozpoczęty wątek. Bycie mariawitą w mieście jest dla katolickiego (głównie) otoczenia rodzajem wyznaniowej ekstrawagancji. Ale też problem ten nie istnieje w rozmowach w biurach i przedsiębiorstwach – tam liczy się profesjonalizm. Za to już na wsiach przynależność wyznaniowa jest istotną cechą „ustawiającą” bieg życia w sposób względnie trwały.
Choć nie mam oporów przed przyznaniem się do mariawityzmu, nie „wyrywam się” z tym, kiedy czuję, że są wokół mnie osoby niechętne „innowiercom”. Jeśli jednak rozmowa schodzi na temat religii, dbam, by mający inne przekonania nie odebrali moich opinii jako prowokacji lub lekceważenia, aczkolwiek reaguję na próby szydzenia (i to się zdarzało) 
z mariawityzmu.  
Wymiana poglądów może przejść w konfrontację…
 – Wszystko zależy, jak się prowadzi dyskusję i ku jakiemu celowi ma ona zmierzać. Chętnie opowiadam o mariawityzmie, bo w ten sposób przekazuję wiedzę rugującą liczne kłamstwa i plotki na jego temat.
W początkach mariawityzmu parafia i jej proboszcz stanowiły centrum życia religijno-społecznego mariawitów. Jak jest dziś?
– Różnie… Warunki zewnętrzne, mówiąc najogólniej, spowodowały pojawienie się nowych, nieznanych Pierwszym Mariawitom wyzwań społecznych. Stare schematy już nie pasują, a nowych brak. Ale też wspólnoty parafialne za łatwo zrezygnowały z inspirowania kapłanów do działania. Muszę – dla wyjaśnienia – dodać, że choć naszym radom parafialnym przewodzi proboszcz, to nie może on narzucić radnym swojej woli... To wierni mogą zobowiązać duszpasterza do podjęcia określonych działań dla dobra wspólnego, on zaś ma prawo wymagać od parafian aktywności przy realizowaniu przyjętego planu działania.  
Jeśli mogę, pozwolę sobie na wątek osobisty. Otóż w kontakcie ze współwyznawcami i kapłanem odnajduję się jako mariawita. Parafia jest dla mnie „duchową przystanią”, miejscem, gdzie dzielę się swymi przemyśleniami, radościami, ale też zwątpieniami rodzącymi się w kontakcie z wyjałowioną z duchowości współczesnością. Parafia to miejsce permanentnego odnawiania mego chrześcijaństwa i odnajdywania się społecznego. Gdy usłyszę nasze, mariawickie pozdrowienie: „Niech będzie pochwalony Przenajświętszy Sakrament”, wiem, że jestem u siebie…

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości