Nie, nie, nie. W żadne dramatyczne wybory między III a IV Rzeczpospolitą nie dam się wkręcić. W poprzednich wyborach, owszem, zdarzało mi się mieć miłe złudzenie, że losy ojczyzny rozstrzygają się na naszych oczach, że od wyniku głosowania przyszłość zależy. Teraz biorę na wstrzymanie.
Obserwuję kampanię wyborczą, ciekaw jestem, kto zostanie zwycięzcą, nawet umiarkowanie kibicuję, ale, jak to kibic, liczę przede wszystkim na ładną grę. Cokolwiek się stanie, jakikolwiek królik wyskoczy 20 czerwca (albo po dogrywce 4 lipca) z wyborczej urny, pewny jestem - tragedii w Polsce nie będzie. Nie będzie tragedii z powodu prezydenta Jarosława Kaczyńskiego. Nie będzie tragedii z powodu prezydenta Bronisława Komorowskiego.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!