- Dwóch chłopców? Pierwsze słyszę – Jarosław Dobrowolski, strażak dowodzący akcją ratunkową przy Placu Tysiąclecia w Siedlcach jest zdziwiony.
- Chociaż, owszem, widziałem tam dwóch chłopaków! Jeden z nich pojechał potem do szpitala! Gdy przyjechaliśmy, kończyła się właśnie ewakuacja ludzi z kamienicy.
Ewakuację przeprowadzili praktycznie chłopcy. Zawdzięczają im życie Kobieta dzwoniąca do redakcji mówiła przez łzy. - Jestem córką jednej z lokatorek kamienicy przy Placu Tysiąclecia. Dzwonię, bo chcę podziękować nieznajomym młodym ludziom, którzy uratowali życie mojej mamie i jej sąsiadom. Podobno przypadkowo przechodzili i zobaczyli dym. Paliło się w jednym z mieszkań. W tej kamienicy mieszkają w większości starsi ludzie. Pomagali im wyjść. Moja mama wybiegła tak, jak stała, z butami w rękach. Marzła. Dali jej swoją kurtkę. Tych ludzi wyprowadzili w ostatnim momencie!
Uratowali im życie! I nikt nie wie, kto to był! Jak im podziękować? O tajemniczych młodzieńcach zrobiło się głośno. Strażacy, powiadomieni o pożarze z telefonu komórkowego, przyjechali na miejsce, gdy większość ludzi stała przed kamienicą. Ewakuacja się kończyła. Więcej o chłopcach wiedziała policja. - To prawda, uratowali tych ludzi. Zobaczyli dym wydostający się przez framugi okna. Pobiegli do tego mieszkania i walili w drzwi. Okazało się, że pożar spowodował nietrzeźwy lokator, który zasnął w najodleglejszym pokoju mieszkania. Od drzwi wejściowych dzieliły go kuchnia i korytarz. Pożar wybuchł w kuchni, od niedopałka wrzuconego do śmieci. Jeszcze kilka minut i ten człowiek miałby już odciętą drogę ucieczki. Chłopcy wynieśli go z domu. Miał dużo szczęścia.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!