Reklama

Warszawski taksówkarz

Wyjątkową nieodpowiedzialnością popisał się warszawski taksówkarz, 51-letni Robert P. Kiedy 19 marca, jadąc krajową „dwójką”, minął Mińsk Mazowiecki, jeden z kierowców, poruszający się tą samą trasą, zwrócił uwagę na to, że warszawska taksówka jedzie „wężykiem”. Swoimi spostrzeżeniami kierowca podzielił się z oficerem dyżurnym mińskiej komendy policji.

W pogoń za podejrzanym pojazdem ruszył policyjny radiowóz. Taksówkarz nie słuchał poleceń policjantów, nakazujących zatrzymanie auta. Dopiero na stacji paliw w Kałuszynie funkcjonariuszom udało się zatrzymać pirata drogowego. Kierowca był tak pijany, że nie dość, że o własnych siłach nie mógł wysiąść z pojazdu, to nie wiedział, gdzie się znajduje. Twierdził, że jest w Warszawie i był bardzo zdziwiony, że interesuje się nim policja. Po zbadaniu taksówkarza alkomatem okazało się, że mężczyzna ma prawie cztery promile alkoholu w organizmie. Mężczyzna trafił do policyjnego aresztu. Przed sądem Robert P. odpowie za jazdę autem pod wpływem alkoholu. Grożą mu nie tylko utrata prawa jazdy, wysoka grzywna, ale zapewne jeszcze kara pozbawienia wolności w zawieszeniu na kilka lat.

Józef Sadowski

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości