Reklama

Wolne żarty (galeria)

Mieszkam w Opolu Nowym. Od czwartku (25 lutego) woda gruntowa z topniejącego ściegu systematycznie zalewa kanalizację sanitarną i przydomową studzienkę, a tym samym uniemożliwia działanie zasuwy przeciwburzowej. Cóż z tego, że ścieki nie cofają się z kolektora na ulicy, skoro nie odpływają również z mojej studzienki i nie mam możliwości korzystania z urządzeń sanitarnych w domu.

Domową instalację kanalizacyjną mam podłączoną do kanalizacji sanitarnej za pośrednictwem studzienki, znajdującej się na podwórku. Tam też jest zainstalowana półtora roku temu zasuwa przeciwburzowa (zawór zwrotny - przyp. red.). Została założona po tym, jak po ulewach ścieki z kanalizacji sanitarnej ścieki wybijały w wannie i umywalce na parterze mojego domu.

Zaczęło się w czwartek. O godz. 6.17 usłyszałam, że coś zaczęło mi bulgotać w rurach kanalizacyjnych w domu. Okazało się, że zasuwa przeciburzowa przycięła się i domowe ścieki nie spływały. Wezwani pracownicy siedleckiego PWiK-u naprawili usterkę tak, że w piątek wszystko działało jak należy, ale tylko do wieczora. Wieczorem znowu coś zaczęło się psuć.

W sobotę ponownie dzwoniłam do PWiK-u. Wtedy woda w przydomowej studzience już wręcz kipiała. Dyżurny, który odebrał telefon, ze stoickim spokojem uspokajał mnie, że u niego wody jest już po kolana, więc nie powinnam się przejmować i narzekać, że u mnie jest wody AŻ po kostki. Przez weekend nikt do naprawienia niedziałającej kanalizacji nie przyjechał.

Dziś (poniedziałek, 1 marca) od rana dzwoniłam do PWiK-u. Znowu byłam zbywana i lekceważona. Słyszałam, że fachowcy już jadą, wyjechali, zaraz będą... A ja czekałam i nikt nie przyjeżdżał!

W końcu przyjechała inspekcja kontrolująca kanalizację specjalną kamerą. Oglądali przepompownię, znajdującą się nieopodal budynków Seminarium Duchownego. Nie wiem, co ostatecznie stwierdzili. Odjechali. Nikt niczego nie naprawiał.

Z przepompownią są kłopoty. Zainstalowane w niej pompy są zanieczyszczone albo za mało wydajne. Tylko że to wiadomo od paru lat. I co? I nic!

Rozumiem, że jest awaria, że są niedogodne warunki, że woda z topniejącego śniegu zalewa kanalizację. Poczekałabym spokojnie, aż zreperują to wszystko, ale... wyprowadziło mnie z równowagi lekceważące podejście pracowników PWiK-u. Za kanalizację płaci się niemało, a ja mam bardzo utrudnione korzystanie z niej.

Dziś złożyłam w PWiK-u oficjalne pismo ze zgłoszeniem awarii. Rozmowy telefoniczne w tej sprawie ze zmieniającymi się dyżurnymi są bezcelowe, bo nikt niczego nie załatwia. Od kilku dni wynoszę ścieki wiadrami z domu. Nie wiem nawet, ile to jeszcze potrwa. Kursując z tymi wiadrami, przeziębiłam się.

Postanowiłam nagłośnić sprawę w „Tygodniku”, bo nie wiem, co jeszcze mogę zrobić oficjalnie, żeby sprawą kanalizacji w Opolu Nowym ktoś wreszcie porządnie się zajął.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości