Z muzykami rozmawia Tomasz Markiewicz
Z muzykami Kwartetu spotkałem się na próbie w Akademii Sztuk „Piękna 7”. Starali się jak najmniej szafować bemolami i innymi muzycznymi terminami. Jest z nimi o czym porozmawiać, jest o czym pożartować i... o czym pomilczeć. Światowej sławy dyrygent Jerzy Maksymiuk mówił kiedyś: „Fakty pozornie błahe i myśli nieuczesane mówią często więcej o człowieku, niż wydawałoby się najgłębsze i śmiertelnie poważne”. Mając to na uwadze, idziemy z Kwartetem Aleksandria na żywioł...
- Czy granie w kwartecie smyczkowym jest trudniejsze od pracy w orkiestrze? Wedle obiegowej opinii, zespół kameralny musi się bardziej koncentrować na detalach, które w pracy orkiestry nierzadko umykają.
Piotr Grabowicz: - Dziś zarówno w orkiestrach, jak i kwartetach kameralnych wymagania względem muzyków są bardzo wysokie.
Edyta Koć: - Kwartet to jest jednak gra kameralna, eksponująca umiejętności instrumentalisty.
Katarzyna Wasińska: - Każdego z nas słychać. Nie da się za kimś schować.
- A w orkiestrze łatwiej się schować za plecami kolegi?
Dariusz Rytel: - W orkiestrze też się nie da schować.
Piotr Grabowicz: -Bo przykładowo podkabluje kolega od pulpitu i co? (wszyscy wybuchają śmiechem)
- Współpraca dwóch mężczyzn i dwóch kobiet, czyli tzw. kwartetu mieszanego, nie należy do najłatwiejszych. Dowiadujemy się tego chociażby z biografii słynnej grupy Abba. A jak Państwu udało się rozwiązać ten problem?
K.W.: - To trochę inna sytuacja, inne okoliczności. Abbę tworzyły dwa małżeństwa, a nasi partnerzy i partnerki nie są związani z zespołem.
P.G.: - Ja w ogóle nie widzę problemu. Gdybyśmy jechali w trzymiesięczną trasę koncertową, to możliwe, że wynikłyby z tego jakieś konflikty czy kolizje. Ale my jesteśmy lokalnym zespołem. Występujemy na uroczystościach czy koncertach w Siedlcach i okolicach miasta. Nie ma potrzeby wyjeżdżać nie wiadomo gdzie... Zresztą nie wiem, czy w ogóle chcemy […]
K.W.: - Lubimy się ze sobą spotykać. Czasami robimy próby u Edyty.
E.K.: - Chyba gramy przyzwoicie, bo sąsiedzi nie stukają w ścianę (śmiech).
K.W.: - Spotykamy się, gramy... Czasem próba się przedłuża. Nasi mężowie, żeby wytrwać do jej końca, grali ostatnio w karty.
D.R.: - A do mnie żona napisała SMS-a, że... kolacja już czeka (śmiech).
A czy siedlecka publiczność jest przygotowana do odbioru tzw. wysokiej sztuki? Pamiętam, jak kiedyś muzycy narzekali, że siedlczanie klaszczą pomiędzy poszczególnymi częściami utworu, czyli wtedy, kiedy się klaskać nie powinno.
E.K.: - O, to się zmienia. W nowojorskiej Metropolitan Opera w trakcie przedstawienia publiczność bije brawa w najmniej spodziewanym momencie. To jest kwestia emocji, nie edukacji.
- A w mediolańskiej La Scali część widowni głośno buczy...
[…] P.G.: - Pamiętam dyrygenta i kompozytora Henryka Czyża, i jego audycje w telewizji. Mówił: „Męczą mnie znawcy, którzy, syczą - Sssss... kiedy grupa publiczności klaszcze po kolejnej części symfonii”. A przecież brawa to efekt odczuwania muzyki. Ludzie, klaszczcie sobie, jeżeli coś wam się podoba. To, czy ktoś klaszcze w dobrym czy złym momencie, nie świadczy o stopniu jego wyedukowania. To jedna rzecz. A druga: przecież wielu kompozytów jak Mozart czy Haendel komponowało „do kotleta”. Często w trakcie koncertu publiczność siedziała przy suto zastawionym stole, a głośne komentarze a propos repertuaru, w rodzaju: „Dobra, to już było”, „To już słyszeliśmy”, „Zagrajcie coś innego”, zdarzały się bardzo często.
- Jest taka anegdota. Synek mówi do taty: „Jak dorosnę, zostanę muzykiem”. A ojciec na to: „O nie, synku. Albo jedno, albo drugie”. A Wy zachęcacie swoje pociechy do muzykowania? […]
*Cały wywiad z Kwartetem Smyczkowym "Aleksandria" opublikujemy w papierowym wydaniu Tygodnika Siedleckiego.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!