Niepełnosprawne dziecko ze złamaną ręką przez kilka godzin nie mogło uzyskać pomocy. I do nikogo nie można mieć w tej sytuacji pretensji. To efekt perfekcyjnie przeprowadzonego strajku.
Rzadko się zdarza, żebyśmy byli gotowi do ponoszenia poważnych konsekwencji w ramach solidarności z inną grupa zawodową. A w przypadku strajków lekarz tak właśnie jest. Protesty w szpitalach popiera większość społeczeństwa. Równie zgodni jesteśmy w przypadku podwyżek płac dla tej grupy zawodowej. Media nieustannie karmią nas obrazkami: pacjent na szpitalnym łóżku mówi ze szczerym uśmiechem – popieram strajk lekarzy, bo walczą o swoje, bo im się należy. Przyznam, że obraz strajków wydaje się nieco jednostronny. Żeby nie było wątpliwości – ja też uważam, że „im się należy”.
Tyle tylko, że ja należę do innej, znacznie szerszej grupy ludzi „zaangażowanych”, a na pewno pacjentów już dotkniętych protestem w służbie zdrowia. I mnie też się należy. A nie wszyscy są skłonni do narażania swojego zdrowia w imię wspierania innych. Głos rozgoryczonych pacjentów dociera do nas zadziwiająco rzadko. Postaram się więc choć trochę zniwelować te dysproporcje. Bo chodzi w końcu o to, aby obraz sytuacji w służbie zdrowia był pełny. Pani Dorota Walczak doświadczyła dość boleśnie, co oznacza protest w siedleckiej służbie zdrowia. Trzeba zresztą powiedzieć, że miała wyjątkowego pecha, który zaczął się już 10 maja. - Moja córka doznała dość skomplikowanego złamania ręki – opowiada Dorota Walczak. – 10 maja stałam w kolejce, żeby zarejestrować ją do poradni na wizytę kontrolną. Trafiłam akurat na 2-godzinny strajk ostrzegawczy.
Odczekałam swoje i zostałam zapisana do poradni na wizytę kontrolną na 21 maja. Dostałam też skierowanie na wykonanie zdjęcia rentgenowskiego. Pani Dorota czekała na wyznaczony termin wizyty z niepokojem wsłuchując się w informacje o protestach. Nikt jej jednak nie poinformował, że wizyta została odwołana. - Rano przed wizytą słuchałam radia, w którym podawano informacje o strajkujących placówkach służby zdrowia – mówi matka chorej dziewczynki. – Wśród wymienianych placówek nie było Szpitala Wojewódzkiego w Siedlcach. Pojechałam więc z córką do poradni pewna, że zostanę przyjęta. Spieszyłam się, bo dziecko mi płakało i mówiło, że boli je złamana ręka. A wiem, że świeże złamanie pod gipsem może spowodować groźne komplikacje.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!