Reklama

Z dziurą do ministra

Ma niecałe 10 lat, trzy metry szerokości, cztery głębokości i jest bardzo niebezpieczna. O czym mowa? O wyrwie w brzegu Wisły. Zajmowali się nią już radni gminni, powiatowi, wójt, starosta, policjanci i prokurator. Ostatnio trafiła nawet do marszałka Sejmu i ministra ochrony środowiska. Jakoś nikt nie potrafi zaradzić problemowi.

Wszyscy zdają sobie jednak sprawę, że dopiero wtedy, gdy dojdzie do tragedii, rozpocznie się szukanie winnych. Ale dopóki strat w ludziach nie ma... 

Z roku na rok coraz większa 
Wszyscy mówią o niej „wyrwa”. Jednak w skrócie można ją określić jako bardzo głęboką i szeroką dziurę w ścieżce rowerowej. Bo ścieżka rowerowa biegnie właśnie przez sam środek dziury. Tamtędy też chodzą ludzie. Dziesięć metrów dalej znajduje się droga wojewódzka łączącą Warszawę z Puławami, popularnie zwana nadwiślanką. Wyrwa najpierw była niewielką dziurą, potem się powiększała. Pierwsze wzmianki o niej pojawiają się w dokumentach z 2001 roku. W kwietniu 2001 roku podczas przeglądu wałów przeciwpowodziowych zauważono, że wyrwa zbliża się do drogi. Trzy miesiące później wójt gminy Wilga, Szymon Woźniak wysłał pismo do Okręgowej Dyrekcji Gospodarki Wodnej, w którym „już po raz trzeci prosi o pilne zabezpieczenie brzegu Wisły”. Urząd odpisał tylko, że „wyrwa nie jest spowodowana erozyjną działalnością nurtu rzeki Wisły, lecz wodami opadowymi spływającymi po wydeptanej ścieżce zejściowej”. Wyrwa znajduje się na terenie Nadleśnictwa Garwolin, więc w sprawę zaangażowali się też leśnicy. Powstał nawet konflikt między nadleśnictwem a Regionalnym Zarządem Gospodarki Wodnej w Warszawie o to, kto ma wyrwę naprawić. RZGW uznał początkowo, że skoro jest to na terenie nadleśnictwa, ono powinno to zrobić...

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama