Reklama

Z misją w Kenii (aktualizacja)

Siostra orionistka Amabilis z domu zakonnego na terenie parafii św. Józefa w Siedlcach przebywa obecnie na misji w Kenii w miejscowości Laare. Zachęcamy do obejrzenia zdjęć i przeczytanie relacji prosto z Kenii. Deo gratias!

Czwartek, 12.07.2012 r.
Dziś dziękuję Bogu za dwa tygodnie przeżyte w Kenii.  Za każde nasze dziecko i wszystkich, którzy bezinteresownie świadczą nam dobro.  Niech Boża Opatrzność stale czuwa nad nami! 
Pozdrawiam, zapewniając o modlitewnej pamięci: 
S.M. Amabilis


Czwartek, 05.07.2012 r.   
Mungu akubariki!   
Kolejny dzień powoli przechodzi do historii. Przed południem był czas na Mszę św., zabawę z dziećmi oraz mailowanie. Po obiedzie odwiedziłyśmy rodzinę, z której troje dzieci objętych jest przez nas pomocą. Matka tych dzieci wychowuje je samotnie. Ojciec zmarł i - zgodnie z tutejszym zwyczajem - pochowany jest w ogródku. W zbitym z desek domu jest jedno posłanie. Materac - ofiarowany tej rodzinie przez Siostry w grudniu, jest już częściowo zjedzony przez szczury. Poza prowizorycznym łóżkiem w chacie jest  jeszcze półka na naczynia. Do odwiedzenia tego domu skłoniła nas informacja otrzymana od dyrektora szkoły, o tym, że chłopiec w ostatnim czasie przestał przychodzić na zajęcia. Ten kilkunastoletni, dobrze uczący się uczeń, wyśmiewany przez kolegów - wyprowadził się z domu. Rówieśnicy śmiali się, że śpi razem z matką i rodzeństwem. Shadrack zamieszkał zatem u wujka, a jednocześnie zaniedbał naukę. Podczas wizyty Siostry zachęciły chłopca do powrotu do szkoły. Jednocześnie zapewniły go, że w miarę możliwości będą wspierały całą rodzinę. Wujek Shadracka zgodził się, by chłopiec pozostał u niego.     

W Laare  jestem od tygodnia i widzę, jak zmienia się ono dosłownie na moich oczach. Tak się składa, że w tym właśnie czasie budowana jest asfaltowa droga prowadząca do wioski. Imponująca jest praca tutejszych drogowców - o wiele łatwiej niż w Polsce można bowiem zauważyć postępy w budowie, no i szerokość jezdni po prostu zdumiewa ;-)   

Dziś po raz pierwszy zostałam poczęstowana trzciną cukrową, którą w Kenii żuje się tak jak cukierki. Widziałam też ogromną radość dzieci, które bardzo chętnie pozwalają się fotografować, lubią śpiewać polskie piosenki (uczę je piosenki pt. "Była sobie żabka mała") i są naprawdę spragnione czułości, zabawy, prostego bycia razem. 
Za wszelkie dobro, jakie jest tu i teraz moim udziałem, dziękowałam Bogu podczas pierwszoczwartkowej adoracji. 

Deo gratias!
S.M. Amabilis



Wtorek, 3 lipca 2012
Góry, plantacje herbaty i zachód słońca!
Mungu akubariki!
Dzięki ks. Dionizemu odbyłam dziś z S.M. Alicją niezwykłą podróż. Gdyby nie fakt, iż wyruszyłyśmy z Laare po to, by Siostra mogła się gruntownie przebadać w Meru, a potem w szpitalu św. Benedykta Cottolengo w Chaaria, dzień byłby po prostu cudowny! Tymczasem okazało się, że bez antybiotyku i leków na malarię się nie obędzie. Niemniej jednak w drodze do domu podziwialiśmy piękno kenijskich gór, plantacje herbaty i zachodzące słońce. Jest również nadzieja, że pod naszą czułą opieką S.M. Alicja rychło wróci do pełni zdrowia.

Szpital misyjny w Chaaria, podobno najlepszy w regionie, niczym nie przypomina nawet naszych miejskich szpitali. Sale są przepełnione, a chorzy leżą na bardzo skromnych posłaniach. Jednak pracujący w szpitalu włoscy lekarze bardzo szybko i sprawnie oraz z wielką troską przyjęli Siostrę i udzielili Jej fachowej pomocy. Znów mamy Bogu za co składać dziękczynienie, wszak okazał nam swoją miłość poprzez ludzi bezinteresownie świadczących nam dobro! Niech dobry Bóg im błogosławi! Deo gratias!




Sobota, 30 czerwca 2012 r.

Dziś niemal cały dzień spędziłyśmy poza Laare. O poranku wyjechałyśmy najpierw do Meru (miejscowość oddalona od naszej misji o ok. 60 km.), a następnie wzięłyśmy udział w uroczystościach w Nchiru, podczas których została poświęcona klinika dla dzieci zarażonych wirusem HIV. Dzieci te są podopiecznymi włoskiej organizacji AINA, która w Nchiru prowadzi ośrodek dla ok. 100 chorych dzieci. Centralnym punktem uroczystości była Msza św., której przewodniczył Ksiądz Biskup z diecezji Marsabit. Zgodnie z afrykańską tradycją podczas liturgii nie zabrakło procesji i tańców sakralnych. Po Eucharystii i poświeceniu kliniki - dzieci i dorośli w strojach plemiennych prezentowali tańce religijne. Nie zabrakło też oczywiście przemówień zaproszonych gości, sponsorów i przyjaciół AINY.

Co dziś zwróciło moją uwagę? W związku z atakami terrorystycznymi w Kenii - zarówno na ulicach, jak i przy wejściu do sklepów – przeprowadzane są wzmożone kontrole. Widok czarnoskórych, uzbrojonych funkcjonariuszy wzbudza respekt. To po pierwsze. Po drugie – doświadczyłam dziś tego, czym jest podróżowanie tzw. matatu. Jest dokładnie tak, jak wcześniej opowiadała mi o tym S.M. Alicja – starym, zdezelowanym busem podróżują głównie ludzie ubodzy. W busie jest ciasno, nieprzyjemnie pachnie i zdecydowanie liczba pasażerów jest większa niż ilość miejsc. Przeżyłam dziś chwile trwogi, ponieważ – pomimo dużej szybkości – drzwi busa czasem bywają otwarte. Jest to jednak stosunkowo tani i szybki środek transportu, więc… byłyśmy wdzięczne za to, że i my mogłyśmy z niego skorzystać. No i oczywiście dzieci – noszące na plecach gałęzie, worki z jedzeniem i młodsze rodzeństwo – to tutaj widok powszechny, podobnie jak widok mężczyzn odurzonych narkotykiem o nazwie miraa.

U końca dnia dziękuję Ci, Jezu za to, że TY nie skorzystałeś ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołociłeś samego siebie…, stawszy się podobnym do ludzi. Dziś odkrywałam tę Twoją obecność w ubogich, w chorych dzieciach i w tych, którzy bezinteresownie świadczą im dobro. Deo gratias!


S.M. Amabilis

Więcej o misji w Laare znajdziecie na stronie http://misjalaare.blogspot.com/

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama