W tym roku na „Zielonym Korczewie”, wielkiej imprezie plenerowej w Korczewie, było wszystko, i to można powiedzieć, często w wydaniu wręcz ekstremalnym. Zarówno jeśli chodzi o doznania artystyczne, kulinarne, jak i te, którymi tego dnia uraczyła wszystkich natura. W tym wypadku wręcz w nadmiarze.
Nad sceną zrobiło się niemal czarno. Jeszcze przed godziną 16.00 nad okolicą przeszła bowiem burza, ale taka z piorunami, deszczem i bardzo silnym wiatrem. Uczestnicy imprezy rozpierzchli się pod namioty czy też schronili się w samochodach. Na placu w centrum Korczewa, przed wielką sceną, zrobiło się niemal pusto. A to był dopiero początek imprezy, której powodzenie w tym momencie zawisło wręcz na włosku. A potem wszystko zmieniło się diametralnie. Zaczęło przebłyskiwać słońce. Kiedy na scenę wyszła gwiazda imprezy, zespół „Dżem”, na wielkim placu zrobiło się dosłownie tłoczno. Nie ma przesady w stwierdzeniu, że publikę można było liczyć nie w setkach, ale w tysiącach.
Droga z Siedlec do Korczewa jest pełna konarów leżących przy poboczach. Na drzewach widać ślady po wielkich, połamanych gałęziach, które strażacy zdążyli bardzo szybko usunąć z jezdni. Na „Zielony Korczew” sunie sznur samochodów. Wśród jadących na festyn, jak zresztą od lat, jest żona wójta gminy Korczew, Jadwiga, wraz z córką Natalią, studentką i synem, Bartkiem, który, jak się dowiedziałem, bardzo kocha zwierzęta, szczególnie te mniejsze. Jak choćby całe stadko wiewiórek, które rodzina ma na działce. A że serwuje się im regularnie orzechy, to rudzielców w ogrodzie przybywa.
- Wszyscy jedziemy na festyn, bo go bardzo lubimy - mówi pani Jadwiga. – Tu jest tyle atrakcji. A po tygodniu pracy chce się odpocząć, popatrzeć na ciekawe rzeczy i ciekawych ludzi, pogadać i posłuchać zespołów. A w tym roku nie było mowy, żeby przegapić „Dżem”. Zawsze na „Zielony Korczew” pogoda była zamówiona. Ale teraz ta burza… Chcemy, żeby wszystko się udało. I na pewno tak będzie.
- U taty trzeba być mówią Natalia i Bartek. - Bo wiemy, jak mu zależy, aby wszystko dobrze wypadło. On dopiero w czasie imprezy robi się wyluzowany…
- Kreacje na tą imprezę szykujemy już wcześniej - zdradzają panie. Nie udaje mi się jednak ustalić, jak precyzyjnie wygląda owo „wcześniej”. Dowiaduje się natomiast przy okazji, że głowa rodziny, Sławomir Wasilczuk, uwielbia blacharza, regionalną potrawę z ziemniaków, która zawsze jest serwowana na festynie.
- Sławek sam nie gotuje, ale blacharza pochłania w dużych ilościach, i popija go mlekiem - zdradza upodobania męża pani Jadwiga.
Około godziny 18.00 zaczyna nieśmiało przebłyskiwać słońce. Na stole jest blacharz, ale Sławomir Wasilczuk na razie nie ma czasu na jedzenie. Wszystko nadzoruje i co chwila wita gości. A to bardzo absorbujące zajęcie. Są wójtowie z Mokobod, Wiśniewa, Paprotni, Siedlec i Kotunia, burmistrz Mordów, wiceprezydent Siedlec Dariusz Stopa. Przyjechał poseł Marek Sawicki i posłanka Maria Koc, która raczy się regionalnym podpiwkiem, specjałem zachwalanym przez wójta gminy Korczew.
Ciągle pojawiają się kolejni goście. Właśnie wchodzi europoseł Andrzej Halicki reprezentujący w Europarlamencie Partię Ludową. Najpierw przez chwilę rozmawia z wójtem Wasilczukiem a po chwili ściska rękę wójta gminy Siedlce, Henryka Brodowskiego, który szepce coś europosłowi do ucha. Uśmiecha się na widok wicemarszałek Janiny Ewy Orzełowskiej, która uśmiech odwzajemnia z nawiązką.
- Jakie będą najbliższe lata dla takich niewielkich gmin w Polsce Wschodniej, jak właśnie Korczew i czy to prawda, że nadchodzą raczej bardzo chude czasy? - pytam europosła.
- Chude lata…? - niejako zaprzecza Andrzej Halicki. - Dzięki pieniądzom z KPO, ale także nowej unijnej perspektywie finansowej będzie możliwość prowadzenia w takich gminach wielu inwestycji. Zastrzegam, że to tylko możliwość. Bardzo wiele zależy od gospodarza. A wójt Wasilczuk, to bardzo dobry gospodarz. I nie mówię tego kurtuazyjnie, bo znam wójta od lat. Mało który wójt pisze tyle wniosków o dofinansowanie różnych działań. Powiem tylko, że widziałem go w trzech warszawskich instytucjach - jednego dnia… Tak to jest, że ja zdobywam pieniądze, a wójtowie są po to, aby je wydawać. I pamiętam, jak w Korczewie, kiedy wójtem został obecny szef samorządu, zaczęło się bardzo wiele dziać.
- W Korczewie byłem pierwszy raz w 2006 roku, wtedy jeszcze prywatnie - dodaje A. Halicki. - Widziałem pałac i przez lata obserwowałem, jak się zmieniał i dźwigał z ruin. Potem przyjeżdżałem tu jako poseł a teraz jako europoseł. I chętnie przyjadę tu także jako emeryt…
Przed pałacem, w pięknie przygotowanych namiotach, prezentują się Koła Gospodyń Wiejskich. Wszystkie oferują kulinarne specjały.
- To nasza Bitwa Regionów, czyli konkurs kulinarny z udziałem aż 14 KGW z powiatów siedleckiego i łosickiego, który odbywa się dzięki wsparciu Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa - wyjaśnia Sławomir Wasilczuk. - Nasza gmina ma bardzo silną reprezentację. Oczywiście, że wygramy…
Dominika, Beata i Mirosław, którzy reprezentują KGW „Kalinianki” ze Szczeglacina, zdradzają mi tajniki swojej konkursowej potrawy, ale nie wszystkie.
- Mamy pasztet z dziczyzny, a konkretnie z sarny i z dzika. A do tego zioła, między innymi tymianek, bazylia i majeranek oraz inne zioła i dodatki, które są naszą tajemnicą. No, udał się nam ten pasztet… A do tego kompot z suszu. Co przygotowali inni? Tego nie wiemy, bo do ostatniej chwili to konkursowa tajemnica. Zobaczymy wszystko dopiero po ogłoszeniu wyników. Nasz pasztet jest najlepszy i na pewno wygra…
Szerzej na temat konkursu kulinarnego i innych wydarzeń podczas „Zielonego Korczewa” w wydaniu papierowym.
Tekst i zdjęcia Zbigniew Juśkiewicz
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Szczególnie do wydarzenia tzn. święta ludowego pasował zespół Dżem, tak jak pasuje pięść do nosa, wstyd
Zespół Dżem sprawił że na tej imprezie były wielkie tłumy z całego regionu.
Jaki zespół pasowałby do święta ludowego?
Występ Dżemu byl piękny
A co pewnie wolalbys disco polo??? Dżem to był strzał w 10!
A dlaczego wstyd? równolegle było święto wsi polskiej w Borkach Kosach tam ludowcy mogli się bawić i świętować
My ze znajomymi przyjechaliśmy z Siedlec tylko i wyłącznie na Dżem i było świetnie, wokal, gitary, nawet harmonijka to poezja dla moich uszu w wydaniu Dżemu
Teraz fajnie by było zobaczyć Dżem w Sokołowie Podlaskim tutaj też na pewno jest sporo fanów
Szczególnie do wydarzenia tzn. święta ludowego pasował zespół Dżem, tak jak pasuje pięść do nosa, wstyd
Zespół Dżem sprawił że na tej imprezie były wielkie tłumy z całego regionu.
Jaki zespół pasowałby do święta ludowego?