Reklama

Odwrotne widoki

Bank to zawsze bank. Trudno mieć pretensję, że strzeże swoich bankowych tajemnic. To nawet dobrze, jak bank budzi respekt. Że taki narodowy, że polski, z tradycjami i z uroczą kopułą. 
W poniedziałek, pierwszy raz w życiu, zobaczyłem siedlecki bank od strony dziedzińca. Proszę mi nie pytać, który bank; dla prasłowiańskich siedlczan jeden jest tylko prawdziwy bank i jedno odwieczne skrzyżowanie pod bankiem. Mówiąc ściśle, spojrzałem na przedwojenny budynek od strony resztek stadionu oraz parkingu pod tą galerią, która nie jest, niestety, galerią sztuki. Po zburzeniu murów na zapleczu takie tam powstały tylne perspektywy, że warto było popatrzeć.
Od frontu, jak co dzień, bank wystawiał na widok publiczny solidne kraty w bramach i nieskalaną fasadę. Od strony rewersu wstydliwie ukazywał zestaw pospolitych skrzynek z klimatyzacją. Bank okrążony! Bank oglądany od podszewki! Bank z podestem z tłuczonych cegieł! Bank pokąsany buldożerami! Niecodzienny, więc inspirujący widok.
Poszedłem więc nieco dalej zielonymi połaciami boiska, boiska na chwilę przed ostateczną zagładą. To ostatni, patrzcie, patrzcie, młodzi… ostatni w Siedlcach punkt widokowy z tak rozległym śródmiejskim krajobrazem. Jeden, dwa sezony budowlane, a i on zniknie; ścieśni się w municypalnym labiryncie betonu, szkła i zmęczenia.

A przecież stały tam lśniące armaty. Kłusowali kawalerzyści. Podoficerowie, przeklinając siarczyście, ćwiczyli nieostrzelanych rekrutów. Lufy przeciwlotniczych działek celowały w niebo. Na pamiątkę dawnych lat i wieków zostanie tylko zagadkowa nazwa ulicy: Wojskowa. 
Albo ten – zmieńmy miejsce i perspektywę - sczerniały, drewniany płot czy parkan  nieopodal toskańskiej kolumny. Mijałem go milion razy, myśląc, że przecież trzeba, do cholery, coś z tą ohydą zrobić. Płot taki paskudny, spróchniały i niewyględny, a na dziejowym widoku. No i proszę, był płot - i nie ma płotu. Ani drewniaczka, co kulił się obok. Tylko rumowisko rozbity mur i ogród, pięknie nieplewiony, i znakomity widok z przystanku autobusowego na katedrę. Widok nowy, świeży, jakby za świątecznie umytą szybą. Co oni teraz zrobią z tym ściętym klockiem, porzuconym pośrodku pustki? Tą resztką, gdzie kiedyś mieściła się namiastka sklepu sportowego?

Na co dzień z roztargnieniem omiatam wzrokiem pierzeje znanych ulic. Znam je przecież na pamięć, czytam więc zdawkowo, nieuważnie. Trzeba wyrwać dom, kamienicę, budynek piekarni, drewnianą chałupę choćby, bym raczył zauważyć różnicę. Że coś tu nie tak, coś tu inaczej. Coś tam było, coś stało. Ale co stało? Co zginęło? Czego nie ma? I nigdy nie będzie?
Uwielbiam takie odwrotne widoki, miejskie pejzaże niespodziewane, widoki wywrócone na lewą stronę, widoki od podszewki, widoki na odwyrtkę. Istnieją przez chwilę. Potem zjawiają się zwinni robotnicy. W kilka dni stawiają nowy dom. Zamykają się perspektywy i nowy widok odbija się w witrynie. Zabliźnia się tkanka miasta. I żyje się dalej.   

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości