Siedlecki Klub Sportowy Feniks Siedlce obchodzi 10-lecie. Z Rafałem Wysockim - dyrektorem i trenerem Feniksa rozmawia Paweł Świerczewski.
Mityczny Feniks odradza się z popiołów, a jakie były kulisy po wstania Feniksa Siedlce?
- Można powiedzieć, że podobne. Wszystko zaczęło się od problemów finansowych WLKS-u, które skłoniły klub do sprzedaży części obiektu przy ul. Gospodarczej. Nabywcą był mój wujek – Wojciech Wysocki, dawny zawodnik WLKS-u, działacz i sponsor. Postanowił w tym miejscu stworzyć stowarzyszenie, które będzie kontynuować siedlecką tradycję podnoszenia ciężarów. Wiedząc, że zajmuję się lekkoatletyką, zaoferował mi utworzenie lekkoatletycznej sekcji. W taki sposób staliśmy się klubem dwusekcyjnym.
W ciężarach zaczęliście z wysokiego C, zatrudniając tak uznane w tym sporcie postaci jak Da nuta i Ryszard Soćkowie. To miała być recepta na sukces?
- I na początku rzeczywiście była. Poza państwem Soćko pracowali z nami śp. Kazimierz Olszewski, a także Marcin Dołęga. Natomiast jego córka– Martyna stawiała u nas pierwsze ciężarowe kroki. Ponadto wykupiliśmy z WLKS-u cztery uznane zawodniczki, w tym Magdalenę Rak. Ekipa kobieca była bardzo mocna, a pierwsze lata działalności Feniksa obfitowały w sukcesy.
Dlaczego się to skończyło?
- Z powodu pieniędzy. Wujek mu siał trochę zacisnąć pasa i zmniejszył nakłady finansowe na klub. Dodatkowo wprowadzona została koncepcja, żeby obiekt zaczął na siebie zarabiać, stąd rozwinięcie w tym miejscu działalności crossfitowej. Trenerzy musieli dostosować się do harmonogramu, co się im nie spodobało. Zatęsknili do WLKS-u, z którego wcześniej tak ochoczo odchodzili. To był koniec sztangi w Feniksie. Została sama lekkoatletyka. Wciąż możemy bezpłatnie korzystać z obiektu przy Gospodarczej, co jest dla nas bardzo dużą pomocą w treningach.
Daliście sobie na dobre spokój z ciężarami?
-Myślę, że tak, choć po ostatnim rozstaniu trenerów z WLKS-em, mieliśmy propozycję reaktywowania sekcji. Nie skorzystaliśmy z niej. Mamy lekką, która prężnie się rozwija i w tym kierunku zamierzamy podążać.
Skąd u przedstawiciela rodziny z dużymi ciężarowymi tradycjami pojawiła się lekkoatletyczna pasja?
-Sam kiedyś biegałem. Później poszedłem w trenerkę. Miałem na wet propozycję od Janusza Maciejewskiego pracy w Pogoni. Zwrócił moją uwagę na grupę utalentowanych chłopaków z Cisia-Zagrudzia. Tam stawiałem pierwsze trenerskie kroki. Ostatecznie stało się tak, że grupa z Cisia stała się bazą do utworzenia sekcji lekkoatletycznej w Feniksie.
Zanim wasi wychowankowie zaistnieli na arenie ogólnopolskiej, sprowadziliście do siebie Krzysztofa Żebrowskiego – biegacza z uznanym nazwiskiem. On miał być gwarantem szybkich sukcesów, dzięki którym o Feniksie zrobiłoby się głośno.
- Dokładnie taki był plan. Analogicznie zadziałaliśmy w ciężarach, wykupując sztangistki z renomą. Dzięki temu sukcesy miały przyjść od razu, a nie po kilku latach szkolenia. Krzysiek Żebrowski biegał na 1500 m na poziomie 3 minut i 35 sekund, czyli szybciej niż wynosiło minimum na Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro. Chcieliśmy, żeby tam pojechał. Daliśmy mu duże wsparcie finansowe, znacznie większe niż mogłoby zaoferować większość klubów w Polsce. Niestety, była to inwestycja, która się nie zwróciła. Zapewniliśmy zawodnikowi optymalne wsparcie, on solidnie trenował, ale forma nie przyszła wtedy, kiedy miała przyjść. Musieliśmy obejść się olimpijskim smakiem. Kilka wyników Krzyśka do dziś jest rekordami w klubie. Czekam z niecierpliwością, aż któryś z wychowanków je pobije.
Wraz z wejściem Feniksa w lekkoatletykę, zaczęły się w Siedlcach rozwijać takie konkurencje, jak: skok o tyczce, rzut oszczepem czy wieloboje. Skąd pomysł, żeby pójść w tym kierunku?
-Nie lubię robić tego, co wszyscy, więc szukaliśmy niszy, którą mogli byśmy zagospodarować...
Cały wywiad z Rafałem Wysockim przeczytacie w papierowym i e-wydaniu "Tygodnika Siedleckiego" nr 16 (KUP TERAZ)
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze