Idzie zima, a bezdomnych nie ma komu policzyć - „Trybuna” splajtowała. Buzkowi liczyła każdego zamarzniętego. Całą zimę bił licznik ofiar reżimu na pierwszej stronie. Srogie były wtedy zimy. Nie takie jak teraz, co dopiero w połowie grudnia przychodzą. W ogóle lewica ma ostatnio przechlapane. Jej nieszczęścia nawet nie chodzą parami. Biegają stadami jak wymarłe mamuty.
W sprawie generała Jaruzelskiego odnalazły się na przykład zeszyty Wiktora Anoszkina, adiutanta sowieckiego marszałka Wiktora Kulikowa.
Z zeszytów wynika, że gen. Jaruzelski prosił o bratnią pomoc, czyli wprowadzenie do akcji w Polsce wojsk ZSRR. – Zauważył (Jaruzelski – przyp. DK), że na przykład Katowice liczą około 4 mln mieszkańców. To taka Finlandia, a wojska – jeśli nie liczyć dywizji obrony przeciwlotniczej – nie ma. Dlatego bez pomocy nie damy rady – odnotował adiutant wypowiedź generała, która niechybnie przejdzie do historii. Co prawda to prawda, walczyć z górnikami w kopalni za pomocą dywizji przeciwlotniczej, czysty to surrealizm.
Przy okazji dyskusji na tematy historyczne wyszło na jaw, że 28 lat temu ktoś Urbanowi pukał w okno. Był to w zasadzie wystarczający powód, by wprowadzić stan wojenny. Nie było wyjścia. Gdyby wojskowi w porę nie przyszli po Wałęsę i Mazowieckiego, Bujak z Frasyniukiem internowaliby Urbana. Jakby nieszczęść było mało, od stycznia byłym ubekom odbiorą niezasłużenie wysokie emerytury. Może Europa się za nimi ujmie, bo w ojczyźnie to już nie ma zmiłuj. Ogólne skołowacenie. Były prezydent Aleksander Kwaśniewski tak się w obronie generała zapamiętał, tak zhardział, że nawet życzliwi przecierali oczy. Akurat popędliwość byłego prezydenta można zrozumieć. Nie ma on lekko, bo IPN wciąż działa, historyków ma na etacie, co w teczkach grzebią. Piotr Gontarczyk zebrał wszystkie, dokumentnie wszystkie, kwity, które udało się zebrać. Trzeba przyznać, że nie schodzi młody historyk poniżej pewnego poziomu. Po Wałęsie - Kwaśniewski, niżej prezydenta nie fruwa. Wiekopomna jego publikacja „Aleksander Kwaśniewski w dokumentach Służby Bezpieczeństwa. Fakty i interpretacje” (W: Aparat represji w Polsce Ludowej 1944-1989 1/7/2009) nudna jest niemiłosiernie. Najciekawszy fragment to przypis, informujący o tym, jak w 1984 r. przyszłego prezydenta RP wprowadzano do nowej roboty: „Na spotkaniu w redakcji „Sztandaru Młodych”, w obecności m.in. kierownika zespołu ds. młodzieży KC PZPR Leszka Millera oraz przewodniczącego Zarządu Głównego ZSMP Jerzego Jaskierni, podziękowano dotychczasowemu redaktorowi naczelnemu Andrzejowi Ziemskiemu i poinformowano o objęciu tej funkcji przez Aleksandra Kwaśniewskiego”.
Przyszły minister Jaskiernia razem z przyszłym premierem Millerem wprowadzali przyszłego prezydenta Kwaśniewskiego - w latach 80. po linii partyjnej, w latach 90. po linii demokratycznego wyboru. Oto uroki demokracji – głosowali, jak chcieli, a wybrali kogo trzeba. Zaprawdę, wiele musiało się zmienić, żeby wszystko zostało po staremu. Cud wielki i bąbelki, że kiedyś się to w końcu urwało. I nieszczęścia biegają im stadami jak wymarłe mamuty. Bez pomocy nie damy rady.
Dariusz Kuziak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!