„Złote żniwa” Jana Grossa ukażą się w marcu. Poza wąskim gronem specjalistów nikt tej książki jeszcze nie zna. Nie było to jednak przeszkodą, aby najnowszą publikację autora „Sąsiadów” dwa miesiące wcześniej zaprezentować, omówić, a nawet zasadniczo skrytykować. Koledzy redaktorzy z gazet i telewizji rzucili się na książkę ochoczo. Nie będę powtarzał, o czym książka, bo wszyscy wiemy. Od wydania „Kapuściński non-fiction” Artura Domosławskiego nie było w Polsce książki równie głośno komentowanej.
Właśnie ta wrzawa wokół Grossa interesuje mnie najbardziej. Książki to zazwyczaj ciche istoty. Książka budząca furie, zwłaszcza furie sprzeczne, musi zaintrygować. Domosławski wyszperał i opisał nieznane fakty w życiu najsłynniejszego polskiego reportera. Zainteresowanie było więc zrozumiałe. Co zrobił Gross, że „Złote żniwa” są głośne? Może również opowiadają niesamowite historie i nieznane fakty? Poszedłem do biblioteki, nie do specjalistycznej, historycznej, gromadzącej judaiki, czy materiały o Holokauście. Poszedłem do zwykłej, siedleckiej. Nie musiałem długo szukać. Materiałów o tym, jak po wojnie przekopywano groby w Treblince jest całkiem sporo. Niektóre mają nawet całkiem sensacyjne tytuły. W książce Martyny Rusiniak „Obóz zagłady Treblinka II w pamięci społecznej (1943-1989)” (Wydawnictwo Neriton, Warszawa 2008) są rozdziały „Hieny ludzkie”, „Długi cień Treblinki – Eldorado Podlasia?” W „Podlaskim Kwartalniku Kulturalnym” „Obóz zagłady w Treblince w nie znanych dotychczas dokumentach” J. Piwowara. W 1957 r.
L. Wieluński opublikował w „Trybunie Mazowieckiej” artykuł „Hańba”: „Łapa zwierzęcia ubranego w ludzką skórę, łapa rozgrzebująca zwłoki ludzi, zwłoki męczenników, wymierza nam wszystkim policzek. Policzek, który hańbi i boli”. W tym samym roku w Polskiej Kronice Filmowej znalazł się materiał „Hieny”. - „W Treblince grasują ludzie-hieny. W poszukiwaniu złota i kosztowności rozkopują groby i przetrząsają prochy spalonych więźniów” – informował lektor. W polonijnym magazynie na początku lat 90. Jerzy Ross opublikował artykuł o tym, jak usiłował napisać reportaż o rozkopywaniu grobów. „Reportaż o wykopkach w Treblince nie ukazał się nigdy. Ci sami ludzie, którzy mnie tam wysłali, po przeczytaniu tekstu, doszli do wniosku, że to jest bomba, która może w oczach zagranicy zaszkodzić partii i władzy ludowej. Na pocieszenie reportaż „jako poufna informacja od naszego specjalnego wysłannika” został skierowany do Komitetu Centralnego”.
Tyle dzięki życzliwej pomocy znalazłem w siedleckiej bibliotece w pół godziny. Książka, artykuły, źródła, przypisy odsyłające od innych źródeł – to wszystko tam było. Stało na półkach, leżało posegregowane w teczkach. Bez medialnej eksplozji, bez wrzasku. Książki to przecież ciche istoty. Jan Gross niczego nie odkrył. Mieliśmy to opisane. Skąd więc teraz ten ferment, ta wrzawa? Bez Grossa nie wiedzieliśmy, że to ważne? Nie potrafiliśmy oddzielić ziarna od plew? Czy też potrafiliśmy i dopiero teraz, armatą głośniejszą, bo zagraniczną zostaliśmy ogłuszeni i zmanipulowani? Pytam nie dla retorycznego efektu. Pytam, bo nie wiem.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!