Gdy urzędnicy wzywają do przestrzegania prawa, a obywatele dopominają się, by przepisy nie utrudniały życia - jest normalnie. Jeśli strony zamieniają się rolami, zaczyna być ciekawie.
Co ma zrobić obywatel, który widzi, jak codziennie jest łamane prawo? Czy powinien reagować, kiedy ciężarówki rozjeżdżają zbudowaną za miliony złotych, drogę? Mieczysław Staniszewski reagował. Chodził na policję, interweniował u drogowców i radnych, dzwonił do gazet. Nie widząc innej możliwości, napisał skargę na starostę węgrowskiego. I wsadził kij w mrowisko.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!