Przed Bożym Narodzeniem dorosłych ogarnął amok kupowania zabawek na prezenty. Część z nich może być niebezpieczna dla obdarowywanych.
Do jednych przyszedł Święty Mikołaj, do innych Gwiazdor. Z grubsza w obu wypadkach wyglądał tak samo: na saniach, a czasem na własnych plecach dźwigał wielki wór z podarkami. Za te podarunki dzieci kochają dziadunia w purpurze. Kiedyś najcenniejsze były zabawki wykonane własnoręcznie. Dziś najlepiej, gdy pochodzą z markowych sklepów. Kiedyś nie było problemu, że są dla dzieci niebezpieczne. Dziś jest inaczej. Sprzedawcy zabawek, z którymi rozmawiałem przed świętami, stwierdzili zgodnie, że w ciągu całego roku nie zarobią tyle, by zrównoważyło to ich grudniowe dochody ze sprzedaży najróżniejszych gadżetów, przynoszących radość milusińskim. Największym wzięciem cieszą się zabawki reklamowane w telewizji. Bożonarodzeniowy amok Są drogie, bo po pierwsze trzeba zapłacić za markę. A po drugie producenci muszą odbić sobie to, co zapłacili za emisje reklam. Dzieci nie zdają sobie sprawy z zawiłych meandrów życia gospodarczego. Dorośli są bardziej refleksyjni. – Ale nie przed Bożym Narodzeniem! Wówczas wszystkich ogarnia amok – komentuje Elżbieta Janiszek ze sklepu „Kubuś” w Łukowie, gdzie można m.in. kupić zabawki. – Widziałam, jak rodzice odciągają dzieci od lady. Rzeczy, których domagały się, były za drogie. Rzadziej rodzice reagowali w ten sam sposób, gdy zabawki były nieodpowiednie dla dziecka w danym wieku. Przed Bożym Narodzeniem starsi często bez dzieci odwiedzali sklepy podobne do wspomnianego „Kubusia”. Chcieli zrobić swoim latoroślom niespodziankę pod choinkę. Czasem sprzedawcy odnosili wrażenie, że na walory edukacyjne czy wychowawcze starsi w ogóle nie zwracali uwagi. Ważne było tylko to, by pociecha miała superzabawkę. Lepszą od tej, którą ma dziecko sąsiada. I taką, którą się zajmie na dłużej, dając wytchnienie rodzicom.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!