Reklama

Co się może przytrafić hejnaliście na wieży siedleckiego ratusza?

Z hejnalistą Jarosławem Wójcikiem rozmawia Tomasz Markiewicz.

Jak wspominasz swój pierwszy hejnał zagrany z wieży siedleckiego ratusza?

– To było prawdopodobnie w 2010 r. A że grałem pierwszy raz, jeszcze nie wiedziałem, czy będzie mnie widać z tej wysokości, i pozwoliłem sobie na nieco luźniejszy strój. Założyłem jeansy. Myślałem, że jeśli na moment się wychylę i zagram, to takie niuanse będą niezauważalne. Tymczasem okazało się, że wszyscy zobaczyli jeansy. A ponieważ hejnał wybrzmiewa w dniu święta narodowego, to, wiadomo, powinien obowiązywać jakiś dresscode: marynarka, ciemne spodnie, biała koszula. No i wtedy spotkała mnie delikatna reprymenda, z której wyciągnąłem wnioski na przyszłość.

Reklama

Praca hejnalisty wymaga nieustannego czuwania i perfekcyjnego wykonania swojego za dania. Czy, stojąc na tarasie okalającym wieżę zegarową, widzisz ludzi i słyszysz ich reakcje, czy raczej nic do ciebie nie dociera?

– Dostrzegam osoby, które stoją na skwerze, ale niezbyt wyraźnie, ponieważ staram się nie wychylać za barierkę. Reakcje ludzi bardziej widzę, niż słyszę. Oczywiście jakieś głosy i oklaski do mnie docierają, ale pojedynczych słów nie rozróżniam. Jestem skoncentrowany na grze. Zdarza się, że ludzie mi machają, więc i ja odmachuję. Zrodził się z tego miły zwyczaj. Czasem się śmieję, gdy oglądam to potem na zdjęciach... Wszyscy znamy widok papieża ukazującego się w oknie i pozdrawiającego podniesioną ręką wiernych na placu św. Piotra w Watykanie. I ja też taki odruch mam.

Reklama

Odruch papieski?

– Można tak powiedzieć (śmiech).

I zawsze jest do kogo pomachać?

– Zauważyłem, że coraz więcej osób dowiaduje się o tym wydarzeniu i przychodzi pod ratusz na zasadzie ciekawostki. To miłe. Gdy jest ładna pogoda, mieszkańcy spacerują w okolicy, tak by w momencie odgrywania hejnału znaleźć się jak najbliżej ratusza. Zdarzało się i tak, że przy niezbyt sprzyjającej pogodzie grałem dla samych wron. A to już mniej wdzięczna rola.

Co jeszcze się może przytrafić hejnaliście na wieży siedleckie go ratusza?

Reklama

– O, wiele rzeczy. Na przykład kiedyś podczas grania zamknęły się drzwi wieży zegarowej. I to z większym impetem. Po czym uderzyły w moje ramię, co trochę wybiło mnie z rytmu. Z tego, co pamiętam, nie przerwałem grania, ale uważny słuchacz zapewne domyślił się, że na górze coś się wydarzyło albo trębacz się pomylił. Drzwi wieży zegarowej przy w miarę bezwietrznej pogodzie otwierają się na oścież i zatrzymują w tej pozycji. Natomiast wystarczy większy podmuch i mogą się samo czynnie zamknąć. Tym bardziej że wszystko dzieje się na wysokościach. Zgłosiłem ten problem pracownikom muzeum i w następnym roku została zamontowana stopka blokująca...

Hejnał musi być odegrany punktualnie co do sekundy czy zdarzają się minimalne wahnięcia?

Reklama

– Jestem zawsze umówiony z pracownikami muzeum kwadrans przed pełną godziną. A 5 minut przed biciem zegara stawiam się już na górze, tak żeby uspokoić oddech, rozejrzeć się i przyzwyczaić do temperatury. Bo bywają zarówno ciepłe, jak i zimne maje. Od kiedy zamontowano od wewnątrz membranę wiatroizolacyjną, nie ma już takich przewiewów jak kiedyś. Gdy zegar wybija pełną godzinę, jestem w gotowości, potem kuranty wygrywają Poloneza Ogińskiego, a ja otwieram drzwi wieży zegarowej.

Czyli rutyna?

– Wręcz przeciwnie. Rutyna, coś co usypia czujność, może się wkraść, jeśli daną czynność wykonuje się cyklicznie, codziennie, jak krakowscy hejnaliści. A jeśli raz do roku, to zdecydowanie da się nad wszystkim zapanować. Chociaż pamiętam jedną nie przewidzianą sytuację. Obliczyłem sobie, że na dojazd potrzebuję 5 minut. Wychodzę z domu, próbuję uruchomić samochód, a tu.... żadnego odzewu. Więc wziąłem trąbkę za pas i biegłem ile sił w nogach pod ratusz.

Reklama

Granie hejnału wiąże się z pracą na wysokości. Siedlecki ratusz nie jest wprawdzie wieżą Mariacką, ale na górze niejednemu mogłoby się zakręcić w głowie.

– Pamiętam, że na samym początku obawiano się trochę o bezpieczeństwo. Barierka ochronna na tarasie była dosyć niska. Chciano mnie wyposażyć w uprząż do wspinaczki zabezpieczającej prace na wysokościach. Zaprotestowałem. Myślę, że byłoby z tym sporo zamieszania, poza tym nie wiedziałem, czy będę w stanie w tym grać. Po którymś z remontów ratusza barierkę minimalnie podniesiono, ale na dal jest dosyć niska.

Reklama

W Krakowie hejnalista pokonuje 271 schodków, które prowadzą na wysokość 18. piętra. Mówi się, że musi mieć kondycję i siłę. Bez 12 podciągnięć na drążku nie dostanie się pracy na wieży.

– Teoretycznie tak. Ale w praktyce wygląda to inaczej. Tam hejnaliści pełnią kilkunastogodzinną służbę, stacjonując gdzieś w pomieszczeniach w pobliżu wieży. Wychodząc co godzinę na hejnał, nie muszą pokonywać tych samych stopni od zera. Ciekawe jest to, że w Krakowie do grania hejnałów zatrudniani są wyłącznie zawodowi strażacy. Swego czasu w środowisku sporo było z tego śmiechu, bo poszukiwali trębaczy hejnalistów, ale robili im testy sprawnościowe, jakie przechodzą osoby ubiegające się o przyjęcie do Państwowej Straży Pożarnej. I niektórzy wykazywali się wprawdzie umiejętnością gry na trąbce, ale słaba kondycja fizyczna nie pozwoliła im przejść testów, więc oblewali. Potem wymogi zostały trochę złagodzone, bo byłby kłopot ze znalezieniem odpowiednich kandydatów.

Reklama

„Witaj, majowo jutrzenko” rozbrzmiewa zawsze z wieży ratusza. Ale był wyjątek: kiedy remontowano, „Jacka”, zagrałeś z balkonu kościoła św. Stanisława BM.

– Tak, z balkonu znajdującego się nad głównym wejściem do kościoła. No i tam napotkałem wielką przeszkodę w postaci ptasiego guana (śmiech) wymieszanego z deszczem. Nieświadomie w to wdepnąłem i potem dzielnie walczyłem, aby złapać równowagę. Dzisiaj możemy o tym rozmawiać w tonie humorystycznym, natomiast wtedy to było niewątpliwe wyzwanie. Raz, że mało ciekawy zapach i warunki higieniczne do grania, a dwa, że utrzymanie pionu było trudne. Hejnał rozbrzmiewa z wieży 4 razy, o godz. 9.00, 12.00, 15.00 i 18.00. Przy ostatnim graniu było już zdecydowanie łatwiej, bo miałem tam już trochę wydeptane...

Reklama

Z „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza możemy się dowiedzieć, że „Było cymbalistów wielu...”. A hejnalistów? Czy da się policzyć wszystkich w całej Polsce?

– Nie mam pojęcia. Natomiast co roku w miejscowości Trąbki Wielkie niedaleko Gdańska spotykają się trębacze z całej Polski i biją rekordy. Setka osób potrafi jednocześnie zagrać na trąbkach hymn Trąbek Wielkich. Każdy, kto żyw i umie grać na tym dętym blaszanym instrumencie, może przyjechać i wziąć udział w wydarzeniu.

Dźwięki hejnału „Witaj, majowa jutrzenko” w wykonaniu trębacza Jaro sława Wójcika z wieży siedleckiego ratusza będzie można usłyszeć w Święto Konstytucji 3 Maja o godz. 9.00, 15.00 i 18.00.

Reklama

 

Hejnały rozbrzmiewają w wielu polskich miastach. Najbardziej znany jest ten grany z wieży Mariackiej, oczywiście w Krakowie. Narosło wokół niego wiele legend i opowieści. Oto jedna z nich: „Pewnego razu w po bliskim hotelu goszczono wysoko postawioną damę z Japonii. Nikt nie uprzedził tej pani, że co godzinę wygrywany jest hejnał. Gdy przy śniadaniu zapytano, jak spała, ta odpowiedziała, że wszystko świetnie, tylko jakiś wariat co godzinę gra”.

Dźwięki hejnału z wieży zegarowej siedleckiego ratusza po raz pierwszy popłynęły 3 maja 2007 r. To był pomysł Mariusza Orzełowskiego (ówczesnego szefa gabinetu prezydenta miasta). Pomysł został zaakceptowany przez Podlaski Społeczny Komitet Organizacji Świąt Narodowych. Ustalono wtedy, że hejnał grany na żywo będzie można usłyszeć dwa razy w roku: 3 maja i 11 listopada. Na początku był to fragment Poloneza Ogińskiego i kilka taktów improwizacji, a później regularnie grano już tylko „Witaj, majowa jutrzenko” – pieśń związaną z Konstytucją 3 Maja.

Reklama

Od 2010 r. obowiązki hejnalisty pełni Jarosław Wójcik, były muzyk siedleckiej Orkiestry Wojskowej, absolwent Akademii Muzycznej w Gdańsku w klasie trąbki, a obecnie nauczyciel w szkole muzycznej w Sokołowie Podlaskim. Współpracuje z Filharmonią Narodową, z solistami Opery Królewskiej i scen warszawskich. W repertuarze ma utwory jazzowe, muzykę pop i inne gatunki muzyczne. W jego domu muzyka rozbrzmiewa od rana do wieczora. Żona, Edyta Wójcik, jest pedagogiem i instruktorem śpiewu w Miejskim Ośrodku Kultury w Siedlcach, a syn Marcel dał się poznać jako obiecujący wokalista.

Zdjęcia: Aga Król

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 04/05/2025 07:10
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Wielokropek - niezalogowany 2025-05-02 19:27:48

    Jaro litości

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Sąsiad - niezalogowany 2025-05-02 21:14:58

    Tak trzymaj Jarek i graj, graj, graj ......

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Powodzenia - niezalogowany 2025-05-02 21:59:22

    Z przyjemnością w tym roku przyjdę z rodziną i posłucham.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości