To był ponury dzień. Taki feralny piątek: niskie ciśnienie, padający śnieg i wielka ślizgawica. Ewa sięgnęła po stertę dokumentów, do których segregowania przymierzała się do dłuższego czasu.
Trzeba z nimi zrobić porządek. Zsunęła kapcia z nogi (na drugiej stopie miała gips) i usiadła na wersalce. Uderzenie w ramię bardzo ją zaskoczyło. Spojrzała przed siebie.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!