Pan Andrzej złamał nogę. Ze złamaniem chodzić się nie da i już. Żona zawiozła go samochodem na Szpitalny Oddział Ratunkowy do Łukowa. – Było tuż po 4 nad ranem. Szlaban przy wjeździe otwarty, więc wjechaliśmy i od razu skręciliśmy do pogotowia.Kłopoty zaczęły się przy wyjeździe – wyjaśnia pacjent, dorzucając, że efektem wizyty w łukowskim szpitalu jest nie tylko gips na nodze, ale również aż dwie sprawy, czekające w sądzie jego i żonę.
Zaczęło się od sporu z pracownikiem ochrony szpitala, stojącym przy bramie. Gdy ochroniarz dostrzegł samochód, wyjeżdżający z terenu szpitala, wyszedł z portierni i zażądał opłaty za... parking. Bo na parkingach łukowskiego szpitala trzeba płacić. Zwolnieni są ci, którzy przywożą pacjentów w celu ratowania zdrowia i życia, a tak właśnie było z żoną pana Andrzeja.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!