Reklama

Do sądu za 3 złote

Pan Andrzej złamał nogę. Ze złamaniem chodzić się nie da i już. Żona zawiozła go samochodem na Szpitalny Oddział Ratunkowy do Łukowa. – Było tuż po 4 nad ranem. Szlaban przy wjeździe otwarty, więc wjechaliśmy i od razu skręciliśmy do pogotowia.Kłopoty zaczęły się przy wyjeździe – wyjaśnia pacjent, dorzucając, że efektem wizyty w łukowskim szpitalu jest nie tylko gips na nodze, ale również aż dwie sprawy, czekające w sądzie jego i żonę.

Zaczęło się od sporu z pracownikiem ochrony szpitala, stojącym przy bramie. Gdy ochroniarz dostrzegł samochód, wyjeżdżający z terenu szpitala, wyszedł z portierni i zażądał opłaty za... parking. Bo na parkingach łukowskiego szpitala trzeba płacić. Zwolnieni są ci, którzy przywożą pacjentów w celu ratowania zdrowia i życia, a tak właśnie było z żoną pana Andrzeja.

Awantura przed szpitalem

– Najwyraźniej ochroniarz nie był zaznajomiony z regulaminem ustalonym przez dyrekcję SP ZOZ – mówi poirytowany zajściem pan Andrzej.

Pacjent uparł się, że za parkowanie nie zapłaci ani żona, ani on. Nie chodziło o pieniądze, bo to zaledwie 3 zł. Chodziło o fakt wykorzystywania przepisów w dowolny sposób przez personel pracujący dla SP ZOZ. Doszło do sporu, a później do awantury. W końcu ochroniarz pod szpitalną bramę wezwał patrol policji.
Z relacji pacjenta wynika, że ani z ochroniarzami, ani z policjantami nie było dyskusji. Nikt z nich nie podał konkretnych przepisów, na podstawie których pan Andrzej, a właściwie jego żona, która siedziała za kierownicą, miałaby zapłacić należność za parking. – Policjanci z pieczołowitością godną sprawy o wiele poważniejszej zaczęli kontrolować dokumenty i stan techniczny samochodu. Już mieli zabierać dowód rejestracyjny samochodu i załatwiać holowanie na strzeżony parking ze względu na niedziałający kierunkowskaz, ale żonie udało się usterkę naprawić. Rozeźleni stwierdzili, że jak nie zapłacę za parkowanie, to skierują wniosek do Sądu Grodzkiego. Proszę pisać, bo ja nie zapłacę - odparłem, na co usłyszałem, że mam się zgłosić do komendy na Międzyrzecką. Pojechaliśmy tam natychmiast, by złożyć skargę na postępowanie policji – opowiada zdarzenie pan Andrzej.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama