Reklama

– Dopuszczono do poważnych zaniedbań, a teraz każdy umywa ręce...

– Nasze mienie jest dewastowane po kilka razy w roku, ale władze gminy na to nie reagują – mówi mieszkanka wsi Wołyńce Kolonia w gminie Siedlce. – Dopuszczono do poważnych zaniedbań, a teraz każdy umywa ręce.

– Na nawalne deszcze nie da się praktycznie nic poradzić – odpowiadają władze gminy Siedlce. – Nie ma takich urządzeń, które w takich sytuacjach są w stanie odprowadzić duże masy wody.

Obie strony mają w tej sprawie zdecydowanie odmienne opinie. Ale, jak to zazwyczaj bywa, konsekwencje ponosi tylko jedna z nich, czyli mieszkańcy. I wiadomo, że konflikt nie zostanie szybko rozwiązany. Wręcz przeciwnie, będzie się raczej nasilał, bo ulewne deszcze stają się coraz częstsze.

Reklama

Woda płynie wartkim nurtem

– Nasza posesja została zalana już piąty raz i spodziewamy się kolejnych takich kataklizmów – mówi mieszkanka wsi Wołyńce Kolonia. – Temu da się zaradzić, ale nikt nie chce podjąć w tej sprawie konkretnych działań. Chodzi o to, że sąsiedzi, podczas budowy swoich domów podnieśli teren, a gmina nie zrobiła rowów odpływowych. Owszem, przed wyborami, jeszcze poprzedniej kadencji, wyremontowali samą ulicę Dworską, położyli nowy asfalt, tyle że nie pomyślano najwyraźniej o odpowiednim odwodnieniu terenu.

Reklama

Właścicielka posesji opisuje swoją batalię w tej sprawie, którą prowadziła zarówno z gminą, jak i sąsiadami.

– Nasza posesja znajduje się niżej, a inne są podniesione i do tego wybetonowane – dodaje mieszkanka wsi. – Woda płynie z tych posesji na ulicę, a ulicą wartkim nurtem trafia prosto na naszą posesję. Płynie środkiem przez stodołę i inne nasze budynki.

Jakby tego było mało, to na działce za stodołą też się ktoś wybudował i też podniósł teren. A z boku jest
kolejna posesja z drogą przejazdową przez podwórko, która też została podniesiona.

Reklama

– Znaleźliśmy się w niecce, do której ze wszystkich stron spływa woda i nie ma z niej odpływu – mówią właściciele zalewanej posesji. – A my nie możemy się bronić, nie możemy podnieść własnej posesji, bo nasz dom jest zbyt niski. Nie zasypiemy go przecież po ramy okien.

Gmina powinna pilnować

Podobne sytuacje stają się coraz częstsze. Wynika to także z faktu, że działki budowlane są bardzo drogie i domy buduje się nawet w miejscach, które niekoniecznie się do tego nadają. Teren pod budowę często się podnosi. Potem robi to kolejny właściciel działki i tak spirala się nakręca, a problem narasta. Zawsze jest jednak ktoś, na kim się to wszystko skrupi. Zazwyczaj są to ci mieszkańcy, którzy mają na danym terenie dom najdłużej i są stopniowo otaczani nowymi posesjami. Podobnie jest w tym przypadku.

Reklama

– Praktyka podnoszenia działek pod budowę jest powszechna, ale ta kwestia jest obwarowana precyzyjnymi przepisami, właśnie po to, aby chronić dobro sąsiadów – wyjaśnia właścicielka posesji. – Zgodnie z przepisami na metr kwadratowy terenu można wysypać do 200 kilogramów ziemi. Znam przepisy, bo mimowolnie została zmuszona do ich studiowania. Przepisy są dobre, tyle tylko, że w praktyce niemal nikt ich nie respektuje. Wszystko spada na właściciela posesji, która jest zalewana. Ja w pewien sposób rozumiem tych, którzy podnoszą swoje działki, bo zrobili to także ich sąsiedzi. Tu chodzi jednak także o inną kwestię, jaką jest zasypanie rowów przy niektórych posesjach, tych, które nie mają problemów z zalewaniem. Może ich właściciele zasypali rowy przy swojej działce, bo łatwiej im kosić trawę? Nie będę tego dociekała. Wiem natomiast, że gmina powinna takich rzeczy pilnować. I jeśli ktoś zasypał rów, to musi wydać decyzję o jego przywróceniu.

Właścicielka posesji wysłała do gminy pismo, w którym domaga się wykopania rowów wzdłuż ulicy oraz wykonania niezbędnych przepustów.

Reklama

– Byłam też w gminie w tej sprawie, ale usłyszałam, że wójt z ludźmi nie będzie się kłócił – dodaje kobieta. – Ja też tego nie chcę, ale nie mogę się zgodzić na notoryczne zalewanie mojej posesji.

Tu nie ma dobrego rozwiązania

Zastępca wójta gminy Siedlce Sławomir Jagiełło przyznaje, że jest problem, a w tym roku, po ulewnych deszczach, „sytuacja jeszcze nabrzmiała”.

– Wołyńce są położone w niecce i generalnie trudno odprowadzić stąd wodę – mówi Sławomir Jagiełło. – W sposób naturalny spływa ona na pola wsi Rakowiec, ale rzeczywiście, niektórzy podnieśli swoje podwórka i w ten sposób stworzyli zaporę. Przy nawalnych nawałnicach dochodzi tu do tak zwanej powodzi błyskawicznej, której nie da się opanować.

Reklama

Sławomir Jagiełło zaznacza jednak, że nie wszystko da się zrzucić na siły natury.

– Część mieszkańców rzeczywiście zasypała rowy przy swoich posesjach – dodaje. – Oczywiście nie powinni tego robić, ale przywrócenie rowów to walka z wiatrakami. Dzisiaj byłem w tej sprawie w Wołyńcach Kolonii. Rozmawiałem z mieszkańcami. Część z nich przychyla się do tego, że rowy trzeba odtworzyć, ale inni się na to nie zgadzają. Argumentują, że rowy przebiegają przez ich działkę. I mają racje, bo pas drogowy jest tu bardzo wąski.

Reklama

Zastępca wójta deklaruje jednak, że nie odpuszcza tematu.

– Po dzisiejsze rozmowie dwóch właścicieli posesji obiecało mi, że zgodzą się na odtworzenie rowu i złożą w tej sprawie stosowną deklaracje na piśmie – dodaje Sławomir Jagiełło. Jeśli jednak nawet odtworzymy rów, to rodzi się problem, gdzie odprowadzić wodę. Do tej pory woda spływała rowem przez prywatną działkę. Zmienił się jednak jej właściciel i nie zgadza się on na poprowadzenie odpływu przez jego działkę.

– Rozmawiamy z mieszkańcami, ale tu nie ma chyba dobrego rozwiązania – przyznaje Sławomir Jagiełło. – Szkoda mi tych ludzi, którzy zostali w niecce i są zalewani…

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości