Reklama

Dzięki muzyce wychodzą na prostą - No Name Band z Wojnowa

Wychowankowie Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Wojnowie postanowili wziąć życie w swoje ręce. Zamiast buntowniczych zachowań i łamania zasad – muzyka, pasja, wspólnota. Tak narodził się zespół No Name Band, który dziś nie tylko koncertuje, ale też udowadnia, że resocjalizacja może mieć twarz mikrofonu, instrumentu i dźwięków, które leczą więcej niż niejedna rozmowa.

Pomysł zrodził się z potrzeby – a może z tęsknoty za czymś, co daje poczucie celu. Wszystko zaczęło się od jednej niepozornej próby w gabinecie pani pedagog. To właśnie tam chłopcy po raz pierwszy zagrali razem, a ich utwór – dedykowany zespołowi Mała Orkiestra Dni Naszych – stał się symbolicznie początkiem czegoś większego. Z czasem spotkania przerodziły się w regularne próby, a terapeutyczna inicjatywa zaczęła nabierać scenicznego charakteru.

 

Pani Aneta Skarus, nauczycielka, pedagog, prowadzi terapię pedagogiczną i muzykoterapię, od początku wierzyła, że muzyka może być skutecznym narzędziem wychowawczym. – Zaczęło się od zajęć terapeutycznych, ale szybko dostrzegłam, że chłopcy mają nie tylko talent, ale też ogromną potrzebę bycia wysłuchanym. Niektórzy dopiero uczyli się instrumentów, inni grali wcześniej – mówi. – Wspólne próby, pierwsze występy charytatywne, koncerty w domach pomocy – to wszystko bardzo ich poruszało.

Reklama

Karol Grudziński był jednym z pierwszych, którzy się odważyli. Nigdy wcześniej nie miał kontaktu z muzyką, ale coś go przyciągnęło do perkusji. – Na początku powiedziałem pani Anecie, że chciałbym spróbować. Po kilku dniach perkusja była gotowa – wspomina z niedowierzaniem. Dziś gra z pewnością i spokojem, a scena stała się jego naturalnym środowiskiem.

Dla Maćka Domańskiego udział w zespole był nie tylko muzycznym przełomem, ale też osobistym. – Kiedyś moje zachowanie było naprawdę złe. Nie potrafiłem się dogadać z wychowawcami, z rówieśnikami. Muzyka to zmieniła. Dostałem szansę i jej nie zmarnowałem – przyznaje otwarcie. W jego oczach nie ma już buntu – jest dojrzałość. – Warto się ogarnąć. Inaczej to po prostu nie ma sensu – dodaje cicho.

Reklama

Niektórzy z członków zespołu trafili do niego niemal od razu po przyjeździe do ośrodka. Hubert Radwański potrzebował zaledwie dwóch tygodni, by stanąć przy keyboardzie. Grał już od dziecka – jedenaście lat nauki zrobiło swoje. – Kiedy tylko dowiedzieli się, że gram, poprosili, żebym coś zagrał. Tata przywiózł keyboard i już zostałem. To był moment – wspomina. Ale nawet doświadczeni muzycy odnajdują w zespole coś nowego. – To nie tylko muzyka. To relacje, wspólne przeżycia, świadomość, że jesteś komuś potrzebny.

Nie inaczej mówi Patryk Bury – wokalista o wyjątkowo dojrzałym głosie i emocjonalnym podejściu do śpiewu. – Od dziecka lubiłem śpiewać, ale przestałem, bo wstydziłem się siebie. Gdy miałem gorszy moment, pani Aneta powiedziała: spróbuj. I to był dla mnie przełom – opowiada. – Dzięki muzyce przestałem być rozkojarzony, chaotyczny. Znalazłem coś, co mnie skupia, porządkuje myśli. I co najważniejsze – czuję się przez to bardziej sobą.

Reklama

Kacper Sawicki, który dołączył do zespołu tuż przed świętami, wcześniej nigdy nie grał. Dziś dzierży gitarę basową z pewnością siebie, która jeszcze niedawno była mu obca. – Na początku nie wiedziałem, czy dam radę, ale zespół mnie przyjął, pomógł. Szybko się nauczyłem. Muzyka dała mi coś, czego mi brakowało – mówi. – Dzięki niej lepiej dogaduję się z ludźmi, nie wchodzę w konflikty. Jestem spokojniejszy.

Równie istotną postacią w zespole jest Jakub Gros, chłopak z gór, którego głos porównywano do Artura Rojka. – Kiedyś byłem bardzo zamknięty, nieufny. Muzyka pomogła mi się otworzyć. Śpiewając, zapominam o problemach. Zyskałem przyjaciół, spokój – opowiada z prostotą. Jego występy zawsze poruszały publiczność – nie tylko techniką, ale też szczerością.

Reklama

Zespół od początku działa jako wolontariat – chłopcy grają dla domów pomocy społecznej, na piknikach, imprezach charytatywnych. Występowali na jarmarkach, w szkołach podstawowych, zdobyli też pierwsze laury: m.in. I miejsce na Festiwalu Piosenki Miłosnej w Ostrówku czy wyróżnienia w przeglądach artystycznych.

Ale jak sami mówią – nie chodzi o nagrody. – Najważniejsze jest to, że możemy coś dawać innym. To daje więcej niż niejedna terapia – podkreślają zgodnie.

Dziś mają na koncie nie tylko covery, ale też pierwszy autorski utwór – „Chłopak z dźwięku”, inspirowany stylistyką piosenki  Real Gone. Tekst napisała Aneta Skarus. Patryk, który ją śpiewa mówi, że to piosenka o przemianie, o potrzebie bycia zauważonym. – Chcemy, żeby ludzie zobaczyli w nas nie tylko wychowanków ośrodka. Chcemy, żeby słyszeli, co mamy do powiedzenia – tłumaczy.

Reklama

Obecnie – przy wsparciu sekcji filmowej działającej w ośrodku – trwają prace nad teledyskiem. Chłopcy sami przygotowują scenariusz i realizację, ucząc się przy okazji nowych umiejętności: planowania, pracy zespołowej, organizacji.

To wszystko nie byłoby możliwe bez życzliwości i wsparcia dyrekcji ośrodka, która wspiera rozwój sekcji muzycznej, filmowej, sportowej czy plastycznej. – Zależy nam na tym, by chłopcy odnaleźli pasję. To buduje ich poczucie własnej wartości – mówi pani Aneta. – Wielu z nich przyjeżdża do nas pogubionych, z lękiem przed światem. W zespole zaczynają wierzyć, że mogą coś z siebie dać. I to coś dobrego.

Reklama

No Name Band z Wojnowa to nie tylko zespół. To dowód na to, że młody człowiek – nawet ten, który popełnił błąd – może się podnieść, jeśli tylko ktoś mu zaufa, poda rękę i… włączy mikrofon. Bo czasem wystarczy jeden dźwięk, by rozpocząć nowy rozdział.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 17/09/2025 21:22
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    CANAU - niezalogowany 2025-09-17 21:29:25

    Jak już wyjdą na prostą i będą chcieli robić karierę, to będą potrzebowali dużo towaru (patrz Krzysztof Krawczyk czyt. Koks) i dużo alkoholu, inaczej to nie wypali, chyba, że to będą jakieś szanty na Bałtyk...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Stefek - niezalogowany 2025-09-18 08:31:33

    Nie trzeba mierzyć innych swoją miarą

    • Zgłoś wpis
  • Kazio - niezalogowany 2025-09-18 15:58:40

    Teraz kariery robi się inaczej, niż za czasów Krawczyka... Z resztą nie muszą robić karierę. Umiejętności, które nabyli mogą wykorzystać w inny sposób

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości