Reklama

Fach znać tylko ze słyszenia

Dyplomowany balsamista ocenia działania łukowskiego zakładu pogrzebowego.

Przeczytałem artykuł pod tytułem „Widoki ze szczytu góry”, zamieszczony w „TS” nr 13. Jestem poruszony tym, co przedstawił reporter. Sporo opinii ciśnie się na myśl pod adresem pracownika, odsłaniającego kulisy pracy w jednym z łukowskich zakładów pogrzebowych, jak i w stosunku do praktyk jego współwłaścicieli. Z materiału prasowego wynika, że pan Krzysztof, były pracownik tego zakładu, wcześniej pracował w szpitalu. Dał się skusić bardziej intratną propozycją. Nie byłoby w tym niczego gorszącego, gdyby nie fakt, że to co podpatrzył i to o czym usłyszał w szpitalnym prosektorium, później wykonywał w zakładzie pogrzebowym, nie posiadając jakichkolwiek uprawnień. Dziwi mnie, że pan Krzysztof nie miał obiekcji etycznych wykonując czynności przy zmarłych do momentu, gdy przestał pracować w opisywanym zakładzie. Dopiero wówczas pojawiły się u niego refleksje i „wewnętrzny niepokój”. Zaczęło zależeć mu na dobru rodzin pozostawiających w tym zakładzie ciała bliskich. Taka postawa każe zastanowić się nad wiarygodnością stawianych zarzutów. Część z nich oceniam jako ogólniki nie mające merytorycznego odniesienia. Przykład? Proszę! Jeśli ten pan nie ukończył kursu toalety pośmiertnej, nie może wypowiadać się o narzędziach i środkach do tego rodzaju usług. W kilkukrotnym używaniu maszynki do golenia nie dostrzegam niestosowności. Maski jak na budowie? 

Żaden z producentów środków ochrony osobistej nie oferuje jakichś specjalnych masek dla zakładów pogrzebowych. Natomiast przy innych obrazach, które przybliżył czytelnikom były pracownik tego zakładu, można sądzić, że owa firma pozostawia sporo do życzenia. Pewnie można by ją zaliczyć do tych przedsiębiorstw, których właściciele myślą, że ich zakład świadczy usługi na wysokim poziomie, gdy tymczasem brakuje im profesjonalizmu począwszy od rozmowy z rodziną, poprzez ubiór osobisty, a skończywszy na wystroju biura i samochodów do eksportacji zmarłych. Przypadek z damską bielizną dla zmarłego mężczyzny, to sprawa tragiczna... Pan Krzysztof czyni zarzuty, że zmarłego tak ubrano, lecz przecież to on go ubierał! A powinien monitować u rodziny o dostarczenie właściwej bielizny. Pierwszy raz słyszę o tzw. „majtkach uniwersalnych”. W normalnie funkcjonującej firmie pogrzebowej powinna być bielizna zastępcza. Zdarza się, że ta, dostarczona przez rodzinę, może okazać się za ciasna, bo nastąpił obrzęk ciała. Wówczas zakłada się większą, ale zawsze za wiedzą i zgodą rodziny. Moje uwagi co do zakładu dotyczą kilku ważnych spraw, m.in. fartuchów z flizeliny. 

Takich jednorazówek, popularnych w szpitalach, nie używa się przy zmarłych. Do mycia i tanatotoalety są potrzebne fartuchy gumowe. Jeśli w firmie nosi się obuwie przyniesione z domu, to powinien tam wkroczyć Sanepid. Wobec braku konkretnych przepisów nikt natomiast nie może podjąć kroków w celu wyeliminowania niefachowych działań w zakresie toalety pośmiertnej. W opisanym zakładzie brak takiej wiedzy zdradza stwierdzenie jednego ze współwłaścicieli, że „tampony można popychać patyczkiem do loda”. Totalna bzdura! Wypowiedź ujawnia całkowitą ignorancję, brak wiedzy i umiejętności w zakresie tanatotoalety. Myślę, że właściciele owego zakładu tylko ze słyszenia wiedzą, jak obsługuje się zmarłych. Znają się zapewne na rozliczeniach ZUS i KRUS, natomiast o merytorycznej stronie zawodu pogrzebownika mają raczej pojęcie mgliste i ogólne. W krajach, gdzie funkcjonuje prawo funeralne, nie do pomyślenia jest sytuacja, by ktoś bez kompetencji mógł podjąć pracę w zakładach pogrzebowych.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama