Sobotni VI Festyn Archeologiczny w Mrozach – w tym roku pod hasłem „Interregnum” – zamienił plac przy tramwaju konnym w żywą scenę wczesnego średniowiecza. Po piątkowych zajęciach dla szkół, w sobotę 4 października wszystkie atrakcje były dostępne bezpłatnie: od obozowiska wojów i rzemieślników, przez warsztaty i pokazy, po wieczorny przemarsz z pochodniami na stadion przy ul. Tartacznej i finałowy koncert zespołu „Czarny Bez”.
W rządku namiotów paliły się paleniska, a rekonstruktorzy cierpliwie tłumaczyli ciekawskim realia życia sprzed tysiąca lat. – Przyjechaliśmy z obozem wczesnośredniowiecznym, mamy stroje oparte na znaleziskach i źródłach. Mieszka się tu jak w obozie: noce chłodne, ale to część zabawy – uśmiechał się Maciek historyk i archeolog z drużyny wojów Arkona z Ciechanowa. Dodawał, że ich grupa powstała trochę przypadkiem dwie dekady temu, kiedy internet dopiero raczkował i trzeba było wymyślić sobie pasję – uszyliśmy pierwsze stroje, pojechaliśmy na pierwszy wyjazd i… tak zostało. W grupie mamy psychologów, prawnika, informatyka, weterynarzy, policjantów…
Kilka kroków dalej ręcznie przędła Aleksandra. – Wełnę mamy różną: wrzosówkę, merynosa, nawet angorę. Przędzenie to jedna z najstarszych technik. Czasochłonne, ale niesamowicie relaksujące – opowiadała, podając w palcach cienką nić. – Z takiej przędzy powstawały skarpety, rękawice, czapki. Wełna świetnie izoluje i do dziś trudno ją zastąpić syntetykami.
Dużo emocji budziły pokazy, ale równie wielu widzów przyciągało rzemiosło. Szymon, dziś rzemieślnik i wojownik, wspominał początki z autoironią: – Zacząłem jako szesnastolatek. Chciałem walczyć, stroje, miecze – wiadomo. Rekonstrukcja zaczęła się… od SOR-u, bo dostałem toporem w głowę. Na szczęście skończyło się na dwóch szwach. Dziś najchętniej mówi o wytwarzaniu wyposażenia: – Od walki przeszło mi w stronę rzemiosła i życia obozowego. Tarcze robię sam, część ubrań szyję, część zamawiam u rzemieślników. Taka tunika z grubszej wełny teraz jest bezcenna.
W obozie spotkać można było też tych, którzy w rekonstrukcjach szukają oddechu od codzienności. – W takich miejscach często nie ma internetu – więc trzeba ze sobą rozmawiać – śmiała się Ania z drużyny Nithoka z Braniewa. – To hobby nie dla każdego: śpimy w namiotach, jest zimno, przykrywamy się skórami i kocami. Ale ognisko, rozmowy, ludzie z całej Polski i z zagranicy – to wciąga.
Nowe technologie spotkały się tu z dawną historią. Mateusz Osiadacz z Bevel Studio rozstawiał gogle VR obok gabloty z wydrukami 3D. – „Prezentujemy wirtualną archeologię – cyfrowe modele i skany, a obok ich wydruki i metalowe odlewy. Można włożyć gogle Meta Quest 3 i zwiedzić zrekonstruowany gród, wejść do chaty, obejrzeć przedmioty, a nawet postrzelać na wirtualnej strzelnicy łuczniczej – tłumaczył. W gablocie błyszczało popiersie Nefertiti. – Korzystamy z modeli udostępnianych w otwartych repozytoriach. Taki model drukujemy, przygotowujemy silikonową formę, wosk i odlew – jak tu, w mosiądzu czy brązie – dodawał, pokazując różnice odcieni metali.
Gorący napój przydawał się w chłodny październikowy dzień. Przy piaskowej kuwecie unosił się aromat kawy. – Parzę po turecku, w tygielku – cezve zatapia się w rozgrzanym piasku. Kawa się nie gotuje, tylko zaparza i pije prosto z filiżanki – objaśniał barista Janie, z wprawą zanurzając maleńkie naczynko w piasku.
Po drugiej stronie placu stało stoisko z sokami i syropami. – Prowadzimy certyfikowane gospodarstwo ekologiczne w Kazimierskim Parku Krajobrazowym, od roślin po gotowy sok mamy pełny nadzór – mówił Grzegorz Szymanek. Na pytanie o odporność na jesień odpowiadał bez wahania: – Polecam syrop z rokitnika – 70 procent soku i 30 procent miodu. Rokitnik ma około 180 substancji czynnych i solidnie wzmacnia organizm. Świetny jest też czarny bez – z owoców i kwiatów. Ciekawostką przyciągał też jego syrop i sok z zielonych orzechów. – Zbieramy je na początku czerwca, lekko obtaczamy w spirytusie, mielimy, tłoczymy i pasteryzujemy. Słodszy syrop pomaga przy bólach żołądka u dzieci, czysty sok służy do krótkiej kuracji odrobaczającej.
Choć „Interregnum” przenosiło uczestników do roku 1025 i bezkrólewia po śmierci Bolesława Chrobrego, festyn mocno osadzony był w teraźniejszości: obok żywej dioramy działały warsztaty dla rodzin, prelekcje i „piaskownica archeologiczna”, dzieci budowały miniaturowe machiny, a dorośli próbowali sił w rekonstrukcjach i wirtualnych spacerach po dawnych grodach. – To miejsce, gdzie historia spotyka rzemiosło, a rzemiosło – nowoczesne technologie – podsumował Mateusz, podając kolejne gogle.
Gdy zapadał zmierzch, rozżarzyły się pochodnie. Tłum ruszył w stronę stadionu przy Tartacznej, gdzie folk-metalowy „Czarny Bez” domknął dzień mocnym gitarowym brzmieniem i białym śpiewem. A w obozie, już po wszystkim, ktoś dopił turecką kawę, ktoś dodał polano na ogień, ktoś poprawiał splot wełny. – Zimno bywa, brudno bywa – i to dopiero początek zabawy – żartował Maciek. I trudno było o lepszą pointę dla święta, które w Mrozach łączy historię, pasję i wspólnotę.
Zdjęcia: Aga Król i Aleksander Skums
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Niedługo (za sprawą rządzących globalistów) ostatni ocaleni będą wszyscy żyć co najwyżej na takim poziomie.
Niedługo (za sprawą rządzących globalistów) ostatni ocaleni będą wszyscy żyć co najwyżej na takim poziomie.