Od sześciu lat na drodze powiatowej w miejscowości Łęczycki (gm. Paprotnia) tworzy się ogromna kałuża. Mieszkańcy sami postawili znak ostrzegawczy, bo przejeżdżające samochody i tiry ochlapywały domy wodą.
O naprawę tej drogi radny Sławomir Mężyński w starostwie zabiega od lat. Ale na razie nie jest zbytnim optymistą. Przez wieś Łęczycki biegnie droga powiatowa prowadząca od gminy Przesmyki w stronę Paprotni. Na końcu wsi, tuż przed zakrętem, po prawej stronie jezdni od sześciu lat zbiera się woda. To paradoks, ale problem powstał po remoncie drogi przeprowadzonym w 2019 roku.– Siedem lat temu, jak ta droga miała być była remontowana, projekt robiło starostwo. Choć już wtedy były zgłaszane uwagi, ówczesna kierowniczka wydziału dróg nie chciała nanieść poprawek – opowiada radny Sławomir Mężyński z gminy Paprotnia.
– Przed remontem były rowy odpływowe i woda do nich spływała. W projekcie sprzed siedmiu lat nie uwzględnili ani odpływów, ani rowów. Projektant schrzanił robotę. Wystarczyłoby zrobić odpływ. Bo tu niby jest studzienka, ale za mała. Drenaż jest za mały pod chodnikiem. Nie widać oczywiście tego, bo jest ogromna kałuża – pokazuje radny Mężyński. I ze zdenerwowaniem dodaje: – A teraz jak piszę pisma, to mówią w starostwie, że woda jest i będzie, bo spływa z podwórek. Tylko przecież wiadomo, że od dziada pradziada tu był spadek, obniżenie.
Krzysztof Pniewski mieszka najbliżej od rozlewiska.
– Dom mi przez to zgnije. Wymieniłem okna, bo jak wcześniej były stare, to niech pani wierzy, woda je wybiła. Jak tiry jadą w nocy, słychać. tylko niesamowity huk – mówi ze smutkiem pan Krzysztof.
Mieszkańcy, zmęczeni bezczynnością władz, wzięli sprawy w swoje ręce i postawili biało-czerwony znak ostrzegawczy przed kałużą.
– Jak jeszcze go nie było, to raz samochód wpadł mi do ogródka! Tylko huk poszedł. Wystraszyłem się, że ktoś wpadnie w poślizg i, nie daj Boże, wjedzie mi w dom. Teraz, jak jest znak, omijają wodę u sąsiada. Ale pod moimi oknami jadą po kałuży, bo zaraz jest zakręt – opowiada Krzysztof Pniewski.
...kałuża zamienia się w lodowisko. To zagrożenie dla kierowców. Omijanie oblodzonej nawierzchni tuż przed ostrym zakrętem grozi czołowym zderzeniem z pojazdami jadącymi z przeciwka.
– Czy naprawdę trzeba czekać na tragedię? – pyta radny Mężyński. I pokazuje, że dalej, jadąc od strony Przesmyk, po lewej stronie jest odpływ. – Tam, widzi pani? „Prze rwa” w krawężniku. I wszystko spływa do stawu. A tu już tego nie zrobili.
Na ostatniej sesji rady gminy miała być przyjęta uchwała o wsparciu finansowym dla starostwa (17 tys. zł), przeznaczonym na dokumentację. Uchwała została zdjęta z porządku obrad. Dlaczego?– Powiat miał robić projekt na odwodnienie. Zwrócili się do gminy, by dołożyła, ale starostwo znów coś przekłada na przyszły rok – mówi rozczarowany radny Mężyński. Na sesji wójt Leszek Trębicki tłumaczył: – Powiat nie jest w stanie opracować dokumentacji. Temat wróci w 2026 roku w innym trybie. A może nie wróci? Nie wiem.
Po sesji wójt odsyła nas do starostwa. – Po nowym roku mają się zająć tą sprawą. Takie mam zapewniania, ale nie chcę mówić za starostwo. Może będziemy musieli zapewnić inną kwotę niż te 17 tys. zł, skoro teraz starostwo się wycofało – stwierdza wymijająco.
Starosta Karol Tchórzewski zapewnia, że temat zna, a odpowiednie działania są podejmowane. – Sprawa z tą wodą jest bardzo złożona. Tam wszystkie podwórka mają kostkę brukową i dlatego woda z tych gospodarstw wpływa na drogę powiatową – wyjaśnia. I dodaje, że powiat zlecił wykonanie projektu odwodnienia tego odcinka drogi.

– Będą dobudowane kratki kanalizacyjne i odprowadzenie do rowu melioracyjnego – mówi.
Więc dlaczego rada gminy nie zajmowała się wsparciem finansowym remontu? – Nie dlatego, że się wycofaliśmy, tylko wykonawca musiał uzyskać szereg pozwoleń wodnoprawnych. Ale nie zdążył. Wnioskował o przedłużenie terminu. Więc w tym roku na pewno nie uda się tego zrobić – tłumaczy Karol Tchórzewski. – My jako starostwo mamy z gminami umowy roczne, bo tak tylko możemy je zawierać. Wysłaliśmy pismo, że w tym roku tych pieniędzy od nich nie będziemy brali, tylko w kolejnym. Dlatego zdjęli uchwałę z porządku obrad. Starosta przyznaje jednak, że nie ma gwarancji rozwiązania problemu.
– Będą poprawki, ale czy to zakończy kłopoty? Gwarancji nie daję. Mieszkańcy sami zrobili odpływy z podwórek, a nie powinni w ten sposób odprowadzać wody na drogę powiatową – mówi starosta.
Projekt ma powstać do końca lutego przyszłego roku. – Jak będzie gotowy, to będziemy znali koszty i przystąpimy do pracy. Nie chcemy się już się z mieszkańcami kłócić, przerzucać argumentami. Zapadła decyzja, że naprawimy ten stan – deklaruje Karol Tchórzewski.
Mieszkańcy wsi Łęczycki nie tracą nadziei, choć, jak mówi radny Mężyński, doświadczenie uczy ich ostrożności. – Od lat próbuję się przebić przez mury biurokracji. Może wy jako gazeta nam pomożecie, bo ja już nie wiem, kogo prosić – martwi się radny Mężyński.
„Tygodnik Siedlecki” będzie na bieżąco monitorował sprawę.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Polska w pigułce... Na jakiejś wsi, jest dziura w drodze od 6 lat, a tu jeszcze artykuł na 8 kartek A4 i wywiady. W Chinach by to zrobili w 2 godziny i zapomnieli o sprawie.
Polska w pigułce... Na jakiejś wsi, jest dziura w drodze od 6 lat, a tu jeszcze artykuł na 8 kartek A4 i wywiady. W Chinach by to zrobili w 2 godziny i zapomnieli o sprawie.