Reklama

Ja, burmistrz!

Jeszcze kilka tygodni temu istniała groźba, że Waldemar Larkiewicz burmistrz Łaskarzewa, będzie prowadził kampanię wyborczą zza więziennych krat. Burmistrz miał bowiem wyjść na wolność niespełna miesiąc przed wyborami po spędzeniu w areszcie 60 dni. I mimo takich okoliczności, nie znalazłam nikogo, kto chciałby się założyć, że Larkiewicz te wybory przegra.

– Wygra - z przekonaniem i nutką podziwu mówili wszyscy pytani. I nie przeszkodzą mu w tym jego liczne wybryki: jazda po pijanemu, spowodowanie kolizji, niefortunne wystąpienia, prokuratorskie zarzuty, sądowe sprawy.
 – Szczęściarz – mówią jedni.
- Bezczelny – dodają inni. Najczęściej jednak słychać, że tajemnicą jego sukcesu jest posiadanie w Łaskarzewie licznej rodziny. – Na Larkiewiczów i Gąsków w Łaskarzewie nie ma mocnych – słyszałam często.

Waldemar Larkiewicz niewątpliwie jest fenomenem, jeśli chodzi o samorządowców. Jego kłopoty z prawem rozpoczęły się dużo wcześniej niż burmistrza Żelechowa czy Parysowa. Oni obaj ze swoich stanowisk już zostali usunięci, a Larkiewicz trwa. Chciałoby się dodać, że żywcem go nie wezmą..
W połowie września łaskarzewski włodarz po 2 tygodniach wyszedł z warszawskiego aresztu. Sytuacja go jednak nie złamała – gdy tylko odzyskał telefon, zaczął dzwonić wydając polecenia. Dzień później stawił się na lokalnej uroczystości i od tej pory pokazuje się na każdej większej imprezie w powiecie. Łączności ze światem, pracownikami i zwolennikami nie tracił też przez ponad tydzień, gdy się ukrywał (chociaż twierdzi, że się nie ukrywał) przed mającą go aresztować policją. Nie narażał jednak miasta na koszty, bo łaskarzewski włodarz służbowego telefonu nie ma. Tylko prywatny. Kiedyś nawet na kartę.

Łaskarzew uważany jest za specyficzne miasto. Obcy nie ma czego tu szukać. Od razu nazwany zostanie przybłędą. I nieważne, czy mieszka tu od 10, czy 30 lat. „Nasz”, „Łaskarzewiak”, „Serb” – to taki, którego rodzina jest tu od pokoleń. Tak jak Larkiewicze. Waldemar miał kilku braci. W szkole podstawowej siedział w ławce z przyszłym księdzem Bogdanem Krawczykiem. Wtedy nikt nie przypuszczał, że po 40 latach o obu będzie głośno. Jeden zbudował garwoliński kościół, drugi był pierwszym aresztowanym burmistrzem na naszym terenie.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości