Reklama

Lekko niezdolna do pracy

Mirosława zmarła na raka mózgu wielkości piłki tenisowej. Choroba zniszczyła całe jej życie, działała z ukrycia. Mimo że badał ją sztab lekarzy, kilkanaście ostatnich lat było trudną walką z niezidentyfikowanym wrogiem czającym się i rosnącym w siłę w jej własnym mózgu. Te lata były też walką z bezdusznością ZUS. Obydwie walki przegrała, mimo że walczyła mężnie.

- To są moje dzieci, córka i syn – schorowana, zgarbiona emerytka, Maria B. wskazuje na oprawione w ramki fotografie. - Oboje już nie żyją. Zmarli na raka mózgu. Prawdopodobnie to ja przekazałam im tę chorobę i sama też już ją mam. Ja żyję, ale moje życie to teraz walka z ZUS o lepsze warunki materialne dla wnucząt.

DRAMAT CÓRKI
Syn pani Marii umarł kilkanaście lat temu. Został po nim tylko ból i wspomnienia. Kobieta o historii córki może mówić godzinami. Posiłkuje się kilkoma opasłymi teczkami pełnymi pism. Te teczki zawierają cały dramat ciężkiego i nieszczęśliwego życia jej córki. Pani Maria na kilku stronach opisała historię Mirosławy, swojej córki. Napisała własny artykuł na ten temat i zatytułowała go: „Lekka niezdolność do pracy – ze skutkiem śmiertelnym”. Za podtytuł służy motto przyświecające Hemingwayowi: „Należy dobrze walczyć, nawet w przegranej sprawie”.

Ekonomiczne problemy Mirosławy zaczęły się w 1990 roku. Straciła wtedy pracę. Natomiast pierwsze kłopoty ze zdrowiem dały o sobie znać 7 lat później. Traciła przytomność, potem pojawiły się wymioty, zawroty głowy. Z czasem te objawy zaczęły się nasilać. Prawie utraciła słuch. Każdy gwałtowny skręt głową skutkował zaburzeniami równowagi i upadkiem, co niejednokrotnie kończyło się złamaniami kości. W 1997 roku Mirosława złożyła w ZUS wniosek o przyznanie renty chorobowej. Został on odrzucony. Po raz drugi dokumenty o rentę złożyła w 2001 roku. Do wniosku dołączyła dwa orzeczenia o inwalidztwie wydane przez wojewódzki zespół do spraw orzekania o niepełnosprawności. Jednak komisja w ZUS uznała kobietę... za całkowicie zdolną do pracy. Mirosława odwołała się do Okręgowego Sądu Pracy. Po trzech latach zapadł wyrok. Biegły sądowy uznał jej inwalidztwo za trwałe, jednak przesunął je z 1997 na 2000 r. Sąd podtrzymał decyzję ZUS, bo inwalidztwo powstało po upływie 18 miesięcy od wypłaty ostatniego zasiłku dla bezrobotnych. To stanowisko podtrzymał Sąd Apelacyjny w Lublinie.

Kiedy w 2007 roku Mirosława rozpoczęła starania o rentę socjalną w Miejskim Ośrodku Pomocy Rodzinie, udało jej się jedynie uzyskać dofinansowanie do szkolnych obiadów dla dzieci.

JEJ STAN SIĘ POGORSZYŁ

Po trzech latach kobieta przestała samodzielnie funkcjonować. – Nie wiedzieliśmy wtedy, że Mirka miała raka mózgu. Zaczęła zachowywać się dziwnie, mylić noc z dniem, nie chciała wstawać z łóżka, jeść. Wymagała stałej opieki, pampersów, które ściągała z siebie. W ciągu pół roku schudła 30 kilogramów. Psychiatra stwierdził osobowość autodestrukcyjną. Ponownie złożyliśmy papiery do ZUS o rentę – wspomina pani Maria. (...)

Justyna Pycka

Dokończenie w najbliższym, papierowym i e-wydaniu "TS".

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości