Gdy miał wernisaż, nie było mnie w kraju. Ale udało mi się odwiedzić wystawę jego prac ostatniego dnia, przed jej zakończeniem i zdjęciem obrazów (w budynku uniwersyteckiej biblioteki). Mogę powiedzieć jedno: polujcie na Skiermunta. Warto!
Pierwsze wrażenie, gdy staje się przed jego wielkoformatowymi obrazami, to jak wejście w świat komiksu. Ktoś od razu może powiedzieć: eee, nie moja bajka. Fantastyczne postacie, odrealnione, mnogość symboli... Inny i dziwny świat. Ale gdy zaczyna się bliżej przyglądać poszczególnym elementom, okazuje się, że kryją w sobie zagadkę, mają też odniesienia do życia i emocji. I są wykonane perfekcyjnie. Te obrazy się czyta, kawałek po kawałku.
Oto – na pierwszy rzut oka – kobieta wygięta jak w „mostku”, jej pierś jest przebita rogiem. Ale nagle dostrzegasz, skąd się wziął ten róg. Kobieta jest jak skorpion, który sam się unicestwia wbijając w ciało jadowy kolec w chwili niebezpieczeństwa. Na tym samym obrazie druga kobieta, obok kwitnący oset. I ten kolec, strzelający jak strzała. Szukasz dalej. Pająk i tajemnicze dziurki od klucza... W każdej się coś kryje. Nie rzucają się w oczy, raczej zaskakują. Za jedną z nich może się kryć raj, co sugeruje część napisu „Eden”. Czy jesteśmy w drodze do raju, czy raczej w piekle? A może oczyszczamy się z grzechów? Znaczeń może być wiele, a i tak nowe szczegóły, które odkrywasz, w ostatniej chwili mogą zmienić twoją koncepcję lub ustalenia.
Oglądając obrazy Darka Skiermunta podzieliłam je sobie na fragmenty. Każdy mnie zachwycał. Istotnie, komiksowa ekspresja to nie moje klimaty, a mimo to przez resztę wieczoru rozmawialiśmy ze znajomymi tylko o tych obrazach. Każdy zapamiętał co innego.
Warto też poznać opis obrazów, który sugeruje spojrzenie samego autora – jego komentarz do rzeczywistości. To głęboka refleksja nad człowieczeństwem, wartościami, ideałami, które gdzieś po drodze spieniężają się, ustępują złu, przemocy lub komercji, albo walczą o przetrwanie. Ta wystawa to pokłosie odosobnienia w pandemii, czasu zawieszenia, niepewności, izolacji. Czasu refleksji, bycia ze sobą.
Detale Skiermunta są piękne. Perfekcyjnie wykonane i przejmujące. Obrazy zaskakują, zwłaszcza gdy konfrontuje się je z artystą – człowiekiem cichym, skromnym, zawsze uśmiechniętym, małomównym. Uważny obserwator. Może dlatego widzi to, co jest podskórne i ukryte. I wyciąga to na wierzch.
Dariusz Skiermunt zajmuje się głównie malarstwem, ale interesuje się też grafiką, rzeźbą, fotografia i filmem. I może dlatego jego obrazy są jak filmowe opowieści.
Wystawy „Mroczne opowieści” już nie ma, więc radze tylko: polujcie na Skiermunta. Jeśli usłyszycie, że gdzieś wystawia prace, polecam – idźcie zobaczyć. Warto.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Super, czyli wychodzi na to, że "PLAN-demia" to czas git-majonez, ludzie zabijani procedurami umierają, a kogo nie załatwi system, to stworzy fajne obrazy na wystawę. Czekam na dalszy ciąg wystawy Pana Dariusza i obrazy przedstawiające rozliczenia sprawców plan-demii, a pomysły proponuję czerpać np z plemion ludów z Afryki, które były wybitnie kreatywne w tym, co robić z winnymi śmierci.
100x lepiej niż w PRL-u
publikowanie po 2 dniach, po zdjęciu tekstu ze strony głównej, super cenzura
Czy to ten gość co lubi pis?
Super, czyli wychodzi na to, że "PLAN-demia" to czas git-majonez, ludzie zabijani procedurami umierają, a kogo nie załatwi system, to stworzy fajne obrazy na wystawę. Czekam na dalszy ciąg wystawy Pana Dariusza i obrazy przedstawiające rozliczenia sprawców plan-demii, a pomysły proponuję czerpać np z plemion ludów z Afryki, które były wybitnie kreatywne w tym, co robić z winnymi śmierci.
100x lepiej niż w PRL-u
publikowanie po 2 dniach, po zdjęciu tekstu ze strony głównej, super cenzura