Reklama

Musi odejść

10/03/2011 09:35

A może my wcale nie potrzebujemy tylu polityków? Może wystarczyłoby nam ich zaledwie kilku? A może tylko jeden? Tym jedynym mógłby być Leszek Balcerowicz. Ilu pustych słów byśmy sobie zaoszczędzili, ilu mrzonek, rozczarowań? Kłamstw?
Wałęsa obiecywał po sto milionów. Kwaśniewski mieszkania dla młodych małżeństw. Leszek Miller tak był pewny siebie, że zapewniał całkiem serio: „Jeśli SLD obieca gruszki na wierzbie, to one tam wyrosną”. Z Donalda Tuska sprzed kilku lat zapamiętałem ładne zdanie: „Tylko facet bez prawa jazdy może wydawać pieniądze na fotoradary, a nie na drogi”. Dzisiaj można policzyć, czego nam w powolutku kończącej się kadencji szybciej przybywało: fotoradarów i wideorejestratorów, czy nowych dróg?

Tak, tak… Przez ostatnie dwie dekady karierę, dzięki naszej naiwności, robiły całe plemiona politycznych szamanów i czarowników. Leszek Balcerowicz do nich nie należał. Fałszywej obietnicy nikt nigdy od niego nie usłyszał. I nigdy nam nie obiecywał, że będzie lekko. Przez lata miliony sfrustrowanych i zawiedzionych widziały w Balcerowiczu wcielone zło rynkowej gospodarki, bezdusznego demona, czarnego luda zielonej demokracji. A on i tak robił swoje i mówił swoje. Zupełnie nie patrząc na to, czy mu to przysparza zwolenników, czy wrogów. Prawda, nawet najbardziej dotkliwa, nie podlega głosowaniu. Nawet jeśli ceną za prawdę ma być wypadnięcie – razem z zasłużoną Unią Wolności – poza parlament.
Wypłoszeni z dzieciństwa socjalizmu w wolny świat, byliśmy jak dziecko, które drze się pod kioskiem. Robi skandal i oświadcza parszywemu światu, że nie zje obiadu, dopóki niedobra mamusia nie kupi tej kolorowej kaczuszki. Leszek Balcerowicz, jak cierpliwa matka, czekał cierpliwie, aż się bachor wywrzeszczy. Nie obiecywał, że jak będziemy grzeczni i ładnie zjemy obiadek, to może nam kaczuszkę kupi. Od obiecywania, kuszenia, mamienia i robienia wody z mózgu mieliśmy tabun innych polityków. Balcerowicz był ponad nasze żale, płacze i fochy. Cierpliwie czekał, aż dorośniemy i zrozumiemy.
„Balcerowicz musi odejść” to było przez kilkanaście lat żelazne hasło populistów. Balcerowicz musiał odejść z tysiąca powodów: za plan Balcerowicza, za popiwek (ktoś jeszcze pamięta, co to był popiwek?), za reformę podatkową, za przekonanie, że trzeba prywatyzować, bo prywatne jest ekonomicznie bardziej wydajne niż państwowe. Gdyby prezydent Aleksander Kwaśniewski nie zawetował przygotowanej przez Balcerowicza reformy podatkowej, może dzisiaj nie musielibyśmy się zmagać z dziurawym budżetem. Jeszcze jeden gest kosztowny pustego populizmu.
Przy Balcerowiczu nie tylko Lepper wyglądał bezbarwnie, mdło i biednie. Przy Balcerowiczu bledną nawet ci, którzy chcieli uchodzić za liberałów, ale władza tak im się spodobała, że zapomnieli kim są, więc promują teraz swoje kuglarskie sztuczki. Każdy czas ma swoich populistów. Dla rządowych ekonomistów Leszek Balcerowicz stał się wrogiem publicznym numer jeden. Znowu broni nas przed politycznymi szamanami.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości