Kilka statuetek MVP i coraz ważniejsza rola w drużynie. Michał Grabek w drugim sezonie gry w KPS Siedlce wyrósł na lidera zespołu. Młody przyjmujący opowiada o swoim rozwoju, pracy z trenerem Witoldem Chwastyniakiem i marzeniach o reprezentacji Polski.
W KPS grasz już drugi sezon. Czujesz, że w tym czasie rozwinąłeś się siatkarsko tak, jak wskazują na to statystyki? Pięć tytułów MVP w tym sezonie zdecydowanie robi wrażenie.
– Nie spodziewałem się, że ten progres będzie aż tak szybki. Jestem młodym zawodnikiem, który dopiero co wyszedł z młodzieżowej siatkówki. W pierwszym roku w KPS podczas rundy zasadniczej grałem niewiele. Można powiedzieć, że I ligi się uczyłem, bo to ogromny przeskok w stosunku do moich wcześniejszych doświadczeń. Ta nauka zaczęła przynosić efekty. Cieszę się, że zacząłem dostawać zdecydowanie więcej czasu na parkiecie. Staram się odwdzięczyć jak najlepszą grą, chociaż różnie to bywa.
Myślę, że jesteś zbyt skromny. Wyrosłeś na jednego z liderów zespołu. KPS słynie z tego, że daje pograć młodym. Czy to przeważyło, gdy decydowałeś się tutaj na angaż?
– To był jeden z argumentów. Inna kwestia to fakt, że pod koniec „młodzieżówki” doznałem kontuzji kostki i nie byłem zasypywany propozycjami. Nie powiem, że znalazłem się pod ścianą, ale pole manewru nie było zbyt duże. Wtedy zgłosiły się Siedlce. Uznałem to za dużą szansę, której nie mogę zmarnować. Jestem wdzięczny za obdarzenie mnie zaufaniem.
Trener Witold Chwastyniak uchodzi za surowego i wymagającego szkoleniowca. Podobno niektórzy siatkarze, słysząc, że pracuje w Siedlcach, tracą zainteresowanie propozycją kontraktu. Czy diabeł rzeczywiście jest taki straszny, jak go malują?
– Może nie nazwałbym trenera diabłem, ale rzeczywiście potrafi dać w kość (śmiech). Trener bardzo ceni sobie ciężką pracę. Treningi są dłuższe, a okres przygotowawczy naprawdę wymagający. Uważam to jednak za plus, szczególnie dla takich młodych zawodników jak ja. Potrzebujemy jak najwięcej godzin spędzonych na hali i siłowni, żeby się rozwijać. Nie ma więc czego się bać, zwłaszcza gdy widać, że ciężka praca przynosi efekty.
W bieżącym sezonie miałeś okazję dwukrotnie zagrać na oczach selekcjonera seniorskiej reprezentacji Polski Nikoli Grbicia. Co młody siatkarz czuje w takiej sytuacji?
– Pierwszy raz, podczas meczu w Tomaszowie, wiedzieliśmy, że selekcjoner przyjedzie. Natomiast jego pojawienie się w Siedlcach było wielką niespodzianką. Myśleliśmy nawet, że ktoś nas „wkręca”. Uwierzyliśmy dopiero, gdy pojawił się w hali. To był duży zaszczyt wystąpić przed tak wielkim zawodnikiem i trenerem. Bardzo fajne uczucie.
Wygląda na to, że związana z tym dodatkowa presja zadziałała na ciebie motywująco. W meczu przeciwko Bydgoszczy dałeś prawdziwy popis, notując aż 10 asów serwisowych.
– Aż szkoda, że trener Grbić tego nie widział, bo wyszedł po drugim secie (śmiech). Z presją bywa różnie, raz pomaga, a raz przeszkadza. Tym razem wyszło lepiej, niż mógłbym sobie wymarzyć.
Zapewne nie przesadzę, jeśli powiem, że każdy młody siatkarz marzy o grze w seniorskiej reprezentacji. W twoim przypadku to marzenie staje się trochę bardziej realne, gdy słyszy się, że selekcjoner przyjechał głównie po to, by cię zobaczyć.
– Myślę, że trener Nikola bardziej chciał przyjrzeć się Marcelowi Bakajowi. Dla mnie oczywiście gra w kadrze była największym marzeniem od dzieciństwa. Wiem jednak, w jakim miejscu jestem obecnie. Zanim dostąpię zaszczytu gry w seniorskiej reprezentacji, pewnie będę musiał najpierw wykazać się w młodzieżowej. Chcę rozwijać się krok po kroku.
Gdy młody sportowiec zaczyna odnosić sukcesy, zawsze pojawia się obawa, że spocznie na laurach albo uderzy mu do głowy tzw. sodówka. Czy w twoim przypadku istnieje takie ryzyko?
– Z „sodówką” zawsze jest takie ryzyko (śmiech). Mam nadzieję, że mnie to nie spotka. Raczej twardo stąpam po ziemi. To że jeden sezon mi wyszedł, jeszcze nic nie znaczy. Znam swoje niedociągnięcia i wiem, nad czym muszę pracować, żeby dalej się rozwijać.
Stałeś się specjalistą od pola serwisowego. Jaki jest twój patent na asy?
– Bardzo prosty, staram się uderzać jak najmocniej. Zagrywka to mój ulubiony element siatkówki, sprawia mi wiele przyjemności. Mój trener z Metro Warszawa zawsze powtarzał, że serwis to jedyny moment w meczu, w którym wszystko zależy od ciebie. Ty kontrolujesz wyrzut i uderzenie. Masz pełną kontrolę nad sytuacją. Staram się o tym pamiętać i wykorzystywać swój atut.
KPS walczy o awans do play-off. Jak oceniasz wasze szanse?
– W tym roku tabela między 7. a 16. miejscem jest bardzo wyrównana. Różnica między strefą spadkową a miejscem dającym awans do play-off jest naprawdę niewielka. Jestem dobrej myśli. Uważam, że terminarz nam sprzyja. Prawie wszystkie mecze z zespołami z czołówki mamy już za sobą. Wszystko jest w naszych rękach. Jeśli będziemy grać na miarę naszych możliwości, powinniśmy znaleźć się w najlepszej ósemce.
Jeśli awansujecie do play-off, prawdopodobnie z siódmej lub ósmej pozycji. To oznacza rywalizację z czołowymi zespołami ligi. Czy KPS będzie wtedy na straconej pozycji?
– Na pewno nie bylibyśmy faworytem, ale przed nikim nie pękamy. Rok temu wszyscy skazywali nas na porażkę w półfinałowym starciu z Chełmem, a byliśmy bliscy sprawienia sensacji. Każdy mecz to nowa historia i wszystko może się wydarzyć.
KPS to dobre miejsce do promocji, o czym przekonało się wielu zawodników. Czy ty również odczułeś już wzmożone zainteresowanie ze strony silniejszych klubów?
– KPS daje pole do rozwoju i pokazania się. Jeśli wykorzystasz swoją szansę, nie przechodzi to bez echa. Docierają do mnie sygnały, że kilka drużyn jest mną zainteresowanych. Mogę się z tego tylko cieszyć, ale staram się nie wybiegać za daleko w przyszłość i po prostu robić swoje.
Czym będziesz się kierował przy wyborze klubu na następny sezon?
– Moim zdaniem rozwój idzie w parze z grą, dlatego najważniejsze są minuty na parkiecie. Wybiorę opcję, która mi to zagwarantuje. Same treningi i patrzenie z kwadratu na kolegów mnie nie interesują.
Czy możliwe jest, że zostaniesz w Siedlcach?
– Nie wykluczam tego, ale na decyzję przyjdzie jeszcze czas.
Rozmawiał Paweł Świerczewski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze