No i znów nadeszły święta. Kochająca się, szczęśliwa rodzina w komplecie, łamiąca się opłatkiem, siedząca przy wigilijnym stole, śpiewająca wspólnie kolędy – takiego obrazka życzyłby sobie chyba każdy. Często to jednak tylko sfera życzeń, nie mająca odzwierciedlenia w rzeczywistości.
Może to zabrzmi okropnie i podważy brutalnie wzmacnianą przez media i centra handlowe obowiązkową radość ze świąt, ale ja ich nie cierpię! Nie oszukujmy się, ale ten niby magiczny czas to tak naprawdę niekończąca się lista prac w domu, godziny spędzone w kuchni i kolejkach w hipermarketach. Kłótnie i awantury w domu. O wszystko i o nic: o choinkę, o źle posprzątany pokój dziecka i o nieróbstwo męża. Ot, i radość z narodzin Chrystusa.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!