Reklama

Nie lubię świąt!

22/12/2008 10:06

No i znów nadeszły święta. Kochająca się, szczęśliwa rodzina w komplecie, łamiąca się opłatkiem, siedząca przy wigilijnym stole, śpiewająca wspólnie kolędy – takiego obrazka życzyłby sobie chyba każdy. Często to jednak tylko sfera życzeń, nie mająca odzwierciedlenia w rzeczywistości.

Może to zabrzmi okropnie i podważy brutalnie wzmacnianą przez media i centra handlowe obowiązkową radość ze świąt, ale ja ich nie cierpię! Nie oszukujmy się, ale ten niby magiczny czas to tak naprawdę niekończąca się lista prac w domu, godziny spędzone w kuchni i kolejkach w hipermarketach. Kłótnie i awantury w domu. O wszystko i o nic: o choinkę, o źle posprzątany pokój dziecka i o nieróbstwo męża. Ot, i radość z narodzin Chrystusa.
Cudowna atmosfera, miłość wszędzie wokół, serdeczne życzenia, cudowne wieczory, wspaniała atmosfera. ABSURD! Każdy zachwyca się świętami? Też bzdura! I jest wiele osób, które świąt nienawidzą, bo jest też wiele powodów, dla których mają prawo tak się czuć. Po pierwsze to, co wszyscy chwalą – atmosfera. Dlaczego ludzie tak się tym zachwycają? Czy to takie wspaniałe, jak ktoś nie odzywa się do nas cały rok i nagle wyśle nam mailem czy smsem jakiś bzdurny łańcuszek z życzeniami świątecznymi? Czy fajnie jest, gdy ktoś się do nas uśmiecha i udaje przyjaciela, podczas gdy cały rok kłóci się z nami, robi nam na złość i jest naszym największym wrogiem? Po co nam takie kłamstwa? Bo tak nakazuje tradycja...?!
Czy tradycją jest ta pogoń za prezentami? W sklepach, w mediach – sama komercja. Byle zarobić, by biznes się kręcił. Wszyscy chyba szaleli. Kupowanie byle pierdół i ciągły stres, czy aby prezent się spodoba. Bieganie po sklepach, gdzie sprzedawcy wciskają nam wszystko z mikołajkowym uśmiechem.
W domu zamiast uśmiechu i serdecznej atmosfery jest o wiele więcej kłótni niż przez cały rok. Zaczyna się wielkie sprzątanie mieszkań, mycie okien – jakby wszyscy nie mogli tego robić w normalne dni!
I to wydawanie pieniędzy na niepotrzebne nikomu rzeczy... Nie chodzi tylko o prezenty, ale i o jedzenie. Na co komu tyyyyle jedzenia? To jest zwykłe marnotrawstwo. Po co robimy tyle potraw? Zastaw się, a postaw – oto nasza dewiza. Czy w Biblii o tym jest mowa? Narzekamy, że nie mamy pieniędzy, a na święta przekraczamy budżet domowy wielokrotnie. Nie mówiąc już o tych, którzy na obżarstwo biorą kredyty w banku. Po co? Przecież większość tego żarcia wyląduje w koszu na śmieci!
Ludzie mówią, że ulegają atmosferze miłości do bliźnich. Czy gdy spotykamy bezdomnego w drodze do domu, proponujemy mu, aby usiadł przy tradycyjnym wolnym miejscu, które na niego czeka? Nie. Jesteśmy przecież tak tradycyjni, że wolimy, aby to miejsce zostało wolne do końca Wigilii...
A te dzwoneczki, bombeczki, ozdóbki, aniołki, mikołajki, reniferki... Aż mdli człowieka. Wszystko wkoło jest czerwone, a do tego te mrugające światełka. Można dostać oczopląsu. W telewizji mówią w kółko o jednym albo puszczają jakieś ckliwe historie. Mówią o czasie miłości i tolerancji. A gdzie tu tolerancja? Gdy chce się obejrzeć normalny film – nie można. Gdy chce się posłuchać normalnej muzyki w radiu – nie można, bo lecą same smęty.
Na koniec, kiedy wydaje się, że już wszystko jest zapięte na ostatni guzik i można ubrać choinkę, kolejne nerwy. Okazuje się, że lampki przepaliły się i cały rok popsute przeleżały w pudełku. Niektóre bombki się pobiły. Choinka stoi krzywo i nie jest tak piękna jak w amerykańskim filmie. Szlag cię trafia, ale lecisz jak nienormalny do sklepu i kupujesz w ostatniej chwili nowe lampeczki. Z tych całych świąt to właśnie Wigilia jest najbardziej stresującym dniem. Panie wściekają się, że wszystko na ich głowie. Mąż znowu nie pomógł przy myciu okien i siedzi czytając gazetę. W duchu przeklinacie mężczyzn, że jak zwykle od wszystkiego się wymigują. Macie już dość. A facet? On się nie stresuje? Jak można spokojnie czytać gazetę czy siedzieć przed telewizorem, gdy wy gotujecie? Ile razy wołacie swojego partnera, by: przyniósł, odniósł, odkręcił, zakręcił, wytarł, podał, zaangażował się... a kiedy to robi, krzyczycie, żeby nie przeszkadzał! Całe to wariactwo trwa od kilku do kilkunastu dni. A potem przychodzi Wigilia. Opłatek. Spokój i zaduma. Za chwilę dzieciaki rozpakują prezenty, a my siądziemy przed telewizorem, by jutro spotkać się na wielkim obżarstwie z rodziną...
Milena Celińska

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości