Reklama

(Nie) nasze szkapy

Od dwóch lat gmina Maciejowice szuka właściciela sześciu porzuconych koni. Zna jego dane i adres, ale nawet przy pomocy Urzędu Skarbowego i prokuratury namierzyć go nie może. Decyzjami administracyjnymi każdej zimy odbiera mu te konie i przekazuje Leszkowi Pawlonce, który się nimi opiekuje.

Gmina oczywiście powinna mu za to płacić. Tyle, że nie robi tego, bo mówi, że na razie nie może. Płacić będzie za utrzymanie koni przez cztery miesiące w roku. Przez kolejnych osiem konie są bezdomnymi sierotami. Przed śmiercią głodową ratuje je tylko miłość do koni pana Leszka Pawlonki i jego dobre serce. - A co mam z nimi zrobi? Wygonić? – retorycznie pyta L. Pawlonka.

W 2000 roku mieszkaniec Warszawy (nazwijmy go Władysławem) wydzierżawił od Agencji Nieruchomości Rolnych dawny PGR w Podzamczu, a od gminy zaczął wynajmować mieszkanie w tej miejscowości. W gospodarstwie, oprócz innych zwierząt, trzymał również konie. Umowa z Agencją była zawarta na 15 lat, jednak po 5 latach Agencja ją wypowiedziała. Władysław zaczął mieć również problemy z gminą, bo nie płacił czynszu za mieszkanie i podatku od nieruchomości. Podobno ma też zaległości wobec ZUS-u. W 2007 roku umowa wynajmu mieszkania skończyła się i gmina nie zamierzała jej przedłużać. Po pewnym czasie i nie bez kłopotów mieszkanie odzyskała. Władysław wtedy spakował rzeczy i po prostu wyjechał. Dawny PGR przejął już nowy dzierżawca – Leszek Pawlonka. W jego stajniach były konie Władysława. Panowie spisali umowę, że Władysław będzie płacił za paszę dla koni, którą kupi pan Leszek. Ten tych pieniędzy jednak nie zobaczył. Gdy Władysław wyjechał, konie zostały. Utrzymywał je L. Pawlonka.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama