Samochody z zamontowanymi stelażami reklamowymi są prawdziwą zmorą kierowców w miastach. Zmorą, gdy stoją. Na parkingach. Dniami, tygodniami, miesiącami. Bo to taka reklama za darmo jest. Ale, ponoć, przyszła kryska na Matyska.
- To objaw cwaniactwa – tak na sesji Rady Miasta określił ten proceder Wojciech Cylwik, naczelnik wydziału dróg. – Ale jest już orzeczenie Samorządowego Kolegium Odwoławczego, które zaczyna porządkować te sprawy. Cwaniactwo polega na tym, że stawiając samochód z przymocowaną reklamą, unika się opłat, czasem dosyć słonych, za powierzchnię reklamową. Była to do tej pory praktyka bezkarna. - To typowe omijanie opłat za reklamę – podniósł temat Stefan Somla. – Samochody z przymocowanymi tablicami blokują miejsca parkingowe. Ludzie się skarżą, bo brakuje dla nich miejsc na własne auta. Pamiętajmy, że czekają nas wybory samorządowe, a więc i kampania. Myśl, że na siedleckich parkingach staną na długie tygodnie auta z tablicami poszczególnych kandydatów, nie jest krzepiąca. Stefan Somla przypomniał niechlubny przypadek siedleckiego radnego Leszka Szymańskiego. - Samochód z reklamami stał długo na parkingu na Młynarskiej i trzeba było aż interwencji Straży Miejskiej. Ludzie się skarżyli – wspominał Stefan Somla, nie wymieniając z nazwiska, o kogo chodzi. Radny Szymański poczuł się jednak wywołany do tablicy. - Samochody z reklamami nie łamią prawa o ruchu drogowym. Ja się cieszę, że tak można sobie pomniejszyć wydatki na reklamę. Obserwuję to zjawisko – mówił Leszek Szymański. – Samochody są przestawiane w różne miejsca. Czasy są trudne dla działalności gospodarczej.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!