Prezydent Andrzej Sitnik na dzisiejszej sesji Rady Miasta tak zdenerwował się ciągłym wypominaniem mu podwyżki wynagrodzenia, że... wyszedł z sali obrad.
Zarówno Marta Sosnowska, jak i Mariusz Dobijański upominali się o podwyżki dla pracowników urzędu miasta. Twierdzili, że skoro prezydent zarabia więcej, to i pracownicy powinni.
- Ja mam już dość tego ciągłego wypominania - mówił Andrzej Sitnik. - Ja wychodzę z sali, a wy możecie obniżyć mi pensję do najniższego mozliwego poziomu. Mam nadzieję, że będziecie mieli satysfakcję.
Radni tłumaczyli początkowo, że wcale nie o to chodziło.
Na tej samej sesji sami podwyższyli sobie diety (nieopodatkowane). Od 1 stycznia każdy radny będzie dostawał prawie 2,9 tys. zł diety, a przewodniczący rady maksymalną możliwą stawkę - nieco ponad 3,2 tys. zł (chociaż przewodniczący Henryk Niedziółka, który od ponad roku pracuje wyłącznie zdalnie i nie pojawia się na sesjach i komisjach w urzędzie, a obrady prowadzi za niego wiceprzewodniczący Maciej Nowak nieudolnie próbował tłumaczyć, że to wcale nie najwyższa stawka). (jj)
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!