Reklama

Rekolekcje

Nastał czas duchowego przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia. Czas rekolekcji, rachunku sumienia i spowiedzi. Z opowieści księży wynika, że penitenci spowiadają się z grzechów, czyli świadomego przekroczenia przykazań Bożych i kościelnych. Niestety, penitenci traktują spowiedź w sposób stereotypowy, a czasem infantylny posługując się formułkami wypowiedzi zapamiętanych z czasów ich pierwszych Komunii św. Jeden z moich rozmówców, będąc jeszcze wikarym na pierwszej parafii omal nie prychnął śmiechem, gdy taką pierwszokomunijną recytację usłyszał z ust siedemdziesięcioletniej penitentki. Ale nie rzecz w tym, aby używać na płytkości życia duchowego rodaków, które nieprędko odejdzie do przeszłości. Chciałbym odnieść się do samej materii spowiedzi. Z reguły ludzie przystępujący do sakramentu pokuty przypominają sobie i wyznają grzechy, czyli złe zachowania i czyny, których się dopuścili w okresie od ostatniej spowiedzi. Jest jednak jeszcze grzech szczególny, grzech zaniechania uczynienia dobra, choć była okazja, aby dobro uczynić. Grzech ignorowania nakazu okazywania miłości bliźniemu. Można ten nakaz okazać w sposób najprostszy z możliwych, zaglądając do mieszkających obok nas starszych ludzi, by spytać, jak się mają, by - jeśli trzeba - zrobić im zakupy, by sprawdzić, czy nie dzieje się krzywda. Niedawno, czekając w kolejce do lekarza, słyszałem opowieść o tym, jak starszy mężczyzna zasłabł w wannie, nie mógł wyjść z niej o własnych siłach. Przesiedział w niej kilka godzin (dopuszczając ciepłej wody, by nie zamarznąć), nim udało mu się przywołać pomoc waląc szczotką do mycia pleców w ścianę łazienki. Inny przykład, drastyczniejszy. W jeden z niedawnych wtorków na ul. Rynkowej około dziewiątej rano na moją sąsiadkę napadł zakapturzony żul, który usiłował wyrwać jej torebkę. Szarpiącej się z bandytą kobiecie, nawet powalonej na chodnik i wołającej o pomoc, nikt nie przyszedł z pomocą, choć, kto zna Siedlce wie, że o tej porze i tego dnia są w tym miejscu tłumy. Kobieta swoim oporem zniechęciła napastnika, który odszedł (nie odbiegł!) pomiędzy bloki. Kilka dni później, gdy moja sąsiadka pojawiła się na tej samej ulicy, podszedł do niej mężczyzna w średnim wieku i spytał, czy zgłosiła napaść na policję - widział incydent stojąc w drzwiach klatki schodowej. Oglądał incydent z odległości jakichś trzydziestu kroków... Nie tylko nie podbiegł z pomocą, ale nawet okrzykiem nie usiłował spłoszyć bandziora, którego być może nawet znał... Nie tylko to, co złego obciąża nasze sumienia powinniśmy wyznawać u kratek konfesjonału, ale także niewykorzystane okazje, aby kochać bliźniego swegow jak siebie samego. Boxer

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości