W 1900 roku - nakładem, jak można domniemywać, eurosceptyków - ukazała się broszura o znaczącym tytule: „Kanalizacyja miasta Warszawy jako narzędzie judaizmu i szarlataneryi w celu zniszczenia rolnictwa polskiego oraz wytępienia ludności słowiańskiej nad Wisłą”. Były to czasy, kiedy zniemczona Europa starała się nas zniewolić i pognębić spłuczką toaletową oraz kanalizacją. Na szczęście, jak dzisiaj, tak i wtedy, znaleźli się ludzie, którzy w czas dostrzegli niebezpieczeństwo i napiętnowali zgubne skutki „kanalizacyi narzuconej przez hygenistów i inżynierów semicko-germańskich i reklamowanej jako szczyt postępu przez prasę na żołdzie żydowskim”. (Wdzięczne te cytaty zawdzięczam świeżo wydanej, miłej książeczce „Obyczaje polskie. Wiek XX w krótkich hasłach”, red. Małgorzaty Szpakowskiej, W.A.B., Warszawa 2008).
Sceptycy jak zwykle wykazali się należytą przenikliwością. Upiorny pomysł, by fekalia spuszczać z wodą faktycznie zagrażał narodowej gospodarce. Przeciętny człowiek, w tym Polak - jak wyliczano naukowo i skrzętnie - wytwarza rocznie około 275 kg fekaliów. Można tym użyźnić kawał pola. - Dobry gospodarz zawsze do domu doniesie - nie bez powodu powtarzają wielbiciele swojskości. Rodzimego dobrodziejstwa nie można spuszczać z szumem do Wisły. Nawet jeśli w głupiej Europie spływa ono do Tamizy albo Renu.
Cóż bowiem doprowadziło do ruiny Cesarstwo Rzymskie? Kanalizacja! To ona sprawiła, że „urodzajność gleby i bogactwo przyrodzone przepadło w kanałach”.
Jak dawać skuteczny opór sprzedajnej, podstępnej Europie? Jak przeciwstawić się wrogim zakusom, które pod maską szczęścia i postępu, drążą zdrowy pień narodu? Jak przeciwstawić się terrorowi modernizacji, która - lansowana przez polskojęzyczne, a w gruncie rzeczy obce media - wkrada się między naród, by go zrujnować, osłabić i posiąść?
Myślicie, że to są świeże dylematy naszych eurosceptyków? Ale gdzie tam! Ich szlachetny wysiłek trwa od wieków. I przyznać trzeba – ciężką mają robotę. Bo też duży błąd popełniono na samym początku. Książę Mieszko przeputał sprawę. Mógł w referendum zapytać swoich kmieci, czy chcą przyjmować nową wiarę. Nie zapytał, samowładnie zdecydował i tak zdradliwie staliśmy się częścią chrześcijańskiej Europy. A mogliśmy w pogaństwie trwać, przy swarożycach i daćbogach naszych. Tak prześlepiliśmy szansę na pogańską suwerenność.
Od tamtego czasu między Europą a nami możliwe są tylko ruchome barykady. Dla eurosceptyków to zawsze wyzwanie - znaleźć miejsce stosowne, by rozedrzeć koszulę, położyć się w progu i wymyślać innym od zdrajców. Można było nie wstąpić do UE. Ale stało się – wstąpiliśmy. Teraz można nie przyjmować euro. Prawda, można nie przyjmować. Ale nawet jeśli przyjmiemy, nie zakończy się walka. Padają kolejne barykady, ale opór trwa. Nawet opór przed spłuczką.
Dariusz Kuziak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!