Podczas wysiadywania w poczekalni jakiegoś urzędu moją uwagę zwrócił mężczyzna, który bacznie mi się przyglądał. On nie patrzył - on się gapił! Jak mogłem, starałem się unikać jego wzroku, ale nawet patrząc w szybę będących naprzeciw mnie drzwi widziałem jego odbicie. Irytacja rosła we mnie z minuty na minutę. Wreszcie wstawszy z krzesła podszedłem do okna, byle tylko uniknąć wlepionych we mnie oczu. Nie postałem sobie.
- I co u ciebie? - usłyszałem zza lewego ucha. Odwróciłem się. Stanąłem twarzą w twarz z przyglądaczem. Przeszukanie pamięci upewniło mnie, że nie ma żadnego tytułu, aby zwracał się on do mnie w taki sposób! Gdy obmyślałem sposób uwolnienia się od natręta, podbiegł do niego szkrab, najwyżej siedmiolatek, i wtulił się w rękaw jego kurtki. Odruchowo spojrzałem na buzię chłopczyka, który bacznie obserwował mnie zza dziadkowego mankietu. Puściłem mu „perskie oko”, on odwzajemnił się szerokim uśmiechem, który odebrałem dziwnie ciepło... Ale przecież nie o kokietowanie dziecka szło, tylko uwolnienie się od dziadka...
- Nie poznajesz... - odezwał się mężczyzna nim zebrałem myśli.
- A powinienem... - rzuciłem zaczepnie.
Chłopczyk szarpnął dłonią dziadka i celując we mnie palcem, spytał:
- Kto to jest ten pan?
Dobre pytanie, synku - pomyślałem.
Mężczyzna - chwycił chłopczyka i podniósł tak, że twarze obu, ta stara
i ta młodziutka, znalazły się na wprost moich oczu. Przez kark przebiegł mi dziwny dreszcz. Wzmógł się, gdy dziadek zmierzwił dłonią włosy upodobniając je do pukli siedzącego na jego przedramieniu malca, uśmiechnął się i mruknął:
- A teraz? Popatrz na nas...
Skupiłem się na malcu, bo w jego twarzyczce było coś, co budziło o wiele żywsze skojarzenia, niż niedogolona facjata mężczyzny. Oj, na pewno gdzieś już widziałem tę twarz! Tylko gdzie i kiedy?!
- Kombinuj, panie chłopcze, kombinuj...
Drgnąłem, Jezu, toż tego „panie chłopcze” nie słyszałem ze trzydzieści lat! A mógł je wypowiedzieć tylko jeden człowiek, bo znałem tylko jednego, który używał tego powiedzonka! Irytacja zmieniła się w dziką radość. Przede mną stał Krzysiek, serdeczny kumpel szkolny, dźwigając... siebie samego sprzed wielu, wielu lat - wnuka, który był jego repliką z tamtych czasów.
Gdy wczoraj dumałem nad tym, co czeka mnie w następnym roku, nagle przypłynęło wspomnienie tamtego spotkania. Dlaczego? Może dlatego, że Krzycho kojarzy mi się z czasem dokonanym, z pamięcią o dobrej przeszłości, a jego wnuk z czasem przyszłym, z nadzieją, że los oszczędzi ciężkich chwil.
I właśnie tego - dobrych wspomnień i przyszłości wolnej od wstrząsów
i złych emocji - życzę Państwu i sobie... Boxer
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!