Tak pięknych miejsc jak Dolina Liwca w rejonie Wólki Proszewskiej w gminie Mokobody jest u nas naprawdę niewiele. Zachowanie ich w obecnym stanie to nasz obowiązek. Najwyraźniej jednak nie wszyscy wychodzą z takiego założenia.
Coraz częściej dochodzą do nas dramatyczne głosy, że przyroda i drzewa są dewastowane. Dzieje się to na zlecenie samorządów, w tym siedleckiego starostwa, które zleciło tak zwane odkrzaczanie dróg. Płaci za tę usługę, z docierających do nas informacji wynika jednak, że jej szczegółowo nie kontroluje. Przy drogach, często bardzo urokliwych, padają dziesiątki drzew. Tych, które tworzyły specyficzny, wyjątkowy krajobraz.
Pan Krzysztof sprowadził się wraz z żoną do Wólki Proszewskiej właśnie dlatego, że urzekło go piękno tego miejsca. Związali się z nim i jako przedstawiciele lokalnej społeczności czują się za nie odpowiedzialni.
– Właśnie stoję na wzniesieniu w Wólce Proszewskiej i patrzę, jak ta piękna przyroda jest dramatycznie dewastowana – opowiada pan Krzysztof. – Dosłownie na moich oczach co chwila padają kolejne drzewa, rosnące przy drodze powiatowej. To spustoszenie dokonywane jest w błyskawicznym tempie. Pracuje ekipa, która, trzeba to przyznać, działa bardzo sprawnie. Przy drodze stoi jakaś potężna machina, do której są wkładane wielkie konary i błyskawiczne przerabiane na wióry. W wióry zmiania się to, co stanowiło chyba największą wartość tego wyjątkowego obszaru w Dolinie Liwca. Nie chce się wierzyć, że dzisiaj dzieją się takie rzeczy. A ja mogę tylko płakać albo kląć. Z bezsilności robię jedno i drugie.
Wycinka trwa przy drodze powiatowej Wólka Proszewska-Męczyn. Znam tę drogę doskonale. Nie raz przemierzałem ją w poszukiwaniu urokliwych zakątków naszego regionu. Droga prowadzi między lasami, a potem wędruje łąką w kierunku Liwca. W okolicy znajduje się siedlisko żurawi, których klangor niesie się po okolicy już od wiosny. Jest tu zresztą masa ptactwa wodnego. W pobliżu znajdują się piękne starorzecza Liwca, jedne z największych i ciągle jeszcze niezarośniętych. To droga gruntowa, co tylko dodaje jej uroku. Podobnie jak przydrożne drzewa różnych gatunków. Określenie „droga”, a już szczególnie „droga powiatowa”, może być nieco mylące. To właściwie niemal droga polna, na której nie ma praktycznie ruchu samochodów. Coraz częściej widać natomiast grupy rowerzystów, którzy odkrywają dla siebie te piękne tereny.
– Jest to obszar objęty ochroną „Natura 2000” – mówi pan Krzysztof. – Nie wyznaczono go tu bez powodu. Takich naturalnych dolin rzecznych w niezmienionym stanie pozostało już niewiele. Widać jednak firma, która prowadzi te wycinki, robi to na jakichś specjalnych zasadach. Wiem, że samorząd prowadzi prace związane z tak zwanym oczyszczaniem poboczy z zakrzaczeń. Tu jednak nie ma mowy o jakichś racjonalnych pracach, ale o jakiejś niekontrolowanej wycince. Przecież tu nie było nikogo, kto się zna na ekologii, kto by wyznaczył drzewa, które można wyciąć. Drzewa tnie się, jak leci. I przerabia na wióry, bo te są potem sprzedawane jako opał. Obowiązuje więc zasada, że im więcej zniszczeń, tym więcej można zarobić.
Cały artykuł przeczytacie w papierowym i e-wydaniu (KUP TERAZ) "TS" nr 25.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze