W poniedziałek, 10 marca, na oddziale psychiatrii dziecięcej szpitala neuropsychiatrycznego w Garwolinie głodowało pięć osób: dwóch terapeutów, dwoje rodziców i pielęgniarka.
Wszyscy twierdzili, że nikt z dyrekcji Mazowieckiego Centrum Neuropsychiatrii i Rehabilitacji Dzieci i Młodzieży w Zagórzu, w skład którego wchodzi garwolińska placówka, nimi się nie interesuje. W poniedziałek mijał też termin, jaki marszałek dał dyrekcji placówki i pracownikom na znalezienie lekarzy chętnych do pracy w Garwolinie. Na szpitalnym korytarzu kilkunastu rodziców małych pacjentów czekało na rozwój wydarzeń. Tymczasem pracownicy szpitala na własną rękę szukali lekarzy. - Okazało się, ze wbrew wypowiedziom dyrekcji Centrum wcale nie trzeba nam kilkunastu psychiatrów dziecięcych, żeby oddział mógł istnieć - mówi Bożena Górska, przewodnicząca związku „Solidarność” 80 działającego w szpitalu neuro-psychiatrycznym. - Sami byliśmy w Narodowym Funduszu Zdrowia i tam nam powiedziano, że aby oddział istniał, potrzeba nam trzy czwarte etatu dla lekarza psychiatry dziecięcego i jednego psychiatry dla dorosłych. Lekarze takich specjalizacji pracują w naszych placówkach, więc nie byłoby problemu z przeniesieniem ich do nas na konsultacje. Jednak najwidoczniej jest w tej sprawie jakieś drugie dno...
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!