Reklama

Trzy dni z życia oddziału

- Mam małą pretensję do dyrektora Kordaczuka, że za mało się oszczędza, a za dużo pisze – mówił półżartem na spotkaniu promocyjnym książki Sławomira Kordaczuka „Bitwa oddziału partyzanckiego „Zenona” w Jeziorach” dyrektor Muzeum Regionalnego w Siedlcach, Andrzej Matuszewicz.

I już zupełnie serio chwalił najnowsze dzieło swojego zastępcy: - Sławomir Kordaczuk jest bardzo rzetelnym dokumentalistą. Ta książka ma charakter naukowy. Jednym z wymogów pracy naukowej jest prawda – mówił dyrektor siedleckiego muzeum, Andrzej Matuszewicz. - Historyk musi być bezstronny. Autor tej książki wykazał bezstronność, pisząc o błędzie dowódcy oddziału. To zaleta, a nie wada tej publikacji – ocenił.

Będzie więcej
Tego dnia dla Sławomira Kordaczuka ważniejsza niż pochwały szefa, była zapewne ocena bohaterów jego książki – kombatantów z oddziału „Zenona”.  Na spotkaniu w Muzeum Regionalnym zebrało się ich spore grono. Promocja w Muzeum Regionalnym rozpoczęła się od wspólnego śpiewania patriotycznych i partyzanckich piosenek. Żołnierzom oddziału wręczono dyplomy. Bez ich wspomnień i przekazanych materiałów książka nie mogłaby powstać. 

- Nagrałem wspomnienia ponad 30 osób z oddziału „Zenona”, a to znaczy, że mam zarejestrowane głosy 10 procent stanu osobowego oddziału. Ani w tej książce, ani w poprzednich nie zawarłem wszystkich informacji, które uzyskałem. Cały czas spisuję relacje i będę starał się publikować przekazane mi informacje – zapowiadał Sławomir Kordaczuk. „Bitwa” nie jest pierwszą jego publikacją na temat oddziału „Zenona”. Wcześniej były m.in. liczne publikacje prasowe oraz książka „Podlaskim szlakiem oddziału partyzanckiego »Zenona«” - rodzajem przewodnika dla organizatorów wycieczek po regionie.

Od najmłodszych lat
Skąd u Sławomira Kordaczuka zainteresowanie oddziałem „Zenona”? Autor mówi o tym we wstępie do swojej książki: „Z przyjemnością zajmuję się historią Oddziału Partyzanckiego „Zenona”, gdyż od najmłodszych lat towarzyszą mi opowieści o Czesławie Łukaszuku „Bombie”. Ten partyzant poległ w akcji osłonowej wydobycia rakiety V-2 i został pochowany na skrzyżowaniu dróg w mych rodzinnych Hołowczycach. W dzieciństwie o okolicznościach jego śmierci opowiadali mi rodzice i starsi sąsiedzi. Później zbierałem znaczki pocztowe, wśród których były realizacje projektów prof. Ludwika Maciąga „Sasa”. Wtedy nawet nie marzyłem, że kiedyś spotkam się z ich autorem i zaprzyjaźnię. Potem nastąpiła przerwa w kontakcie z dziejami tego oddziału, gdyż za czasów komuny w szkole podstawowej i liceum tematy związane z Armią Krajową nie były, delikatnie rzecz ujmując, preferowane. Przyśpieszyłem w poznawaniu historii Podlasia po studiach, w tym czasie, gdy zacząłem spotykać się z ludźmi, którzy tę historię tworzyli.

Opracowując główny temat związany z bitwą oddziału „Zenona” z Niemcami w Jeziorach, poruszyłem kilka kwestii pobocznych. Jednak kładłem nacisk na materiały jeszcze nie publikowane. Sięgnąłem głównie do wywiadów, jakie przeprowadziłem z partyzantami OP „Zenona” i cywilnymi świadkami wydarzeń. Wiele zagadnień można jeszcze rozwinąć i rozbudować, ale nie widzę takiej potrzeby w tym wydawnictwie, gdyż ostatnio pojawia się sporo literatury na temat dziejów tego oddziału. Dzieje się tak również dzięki działalności wydawniczej Muzeum Regionalnego w Siedlcach i Siedleckiego Klubu Kolekcjonerów.”

29 czerwca – 1 lipca 1944 roku
Oddział Partyzancki „Zenona” 34 pułku piechoty Armii Krajowej osłaniał radiostację służącą do łączności Komendy Głównej AK z Rządem Polskim w Londynie. Dowodzony przez Stefana Wyrzykowskiego pseudonim „Zenon” oddział działał na pograniczu powiatów siedleckiego i bialskopodlaskiego. Najistotniejszą rolę odegrał wiosną i latem 1944 roku: 30 kwietnia zlikwidował niemiecki oddział pelengacyjny, pod koniec maja osłaniał wydobycie niewybuchu V-2, miesiąc później uratował amerykańskich lotników z zestrzelonego przez Niemców samolotu.   

Książka Sławomira Kordaczuka szczegółowo opowiada o trzech dniach z życia oddziału. 29 czerwca w Jeziorach oddział otrzymał sztandar. 30 czerwca odbyła się bitwa z niemiecką obławą w Jeziorach, oddział wycofał się na południe, unikając dużych strat. 1 lipca w przydrożnym rowie w Chotyczach w odwecie za przegraną bitwę Niemcy rozstrzelali ponad dwadzieścia osób. 

Bogato ilustrowana, starannie wydana publikacja „Bitwa oddziału partyzanckiego „Zenona” w Jeziorach” zawiera także krótką historię oddziału, jego strukturę w dniu bitwy. Autor przedstawił także mieszkańców wsi Jeziory, gdzie doszło do bitwy.    Specjalnie do tej książki zamówił zdjęcia lotnicze, by pokazać, gdzie stacjonował oddział.

Wypełnili zadanie
Uroczystość otrzymania sztandaru, chęć popisania się polską gościnnością przed amerykańskimi lotnikami, których prezentowano w okolicznych dworach, zaniedbanie zasad konspiracji i pozostanie w Jeziorach dłużej, niż to było konieczne – wszystko to ściągnęło na oddział niemiecką obławę. Autorytet „Zenona” nie był jednak kwestionowany. Sławomir Kordaczuk mówił w czasie promocji swojej książki: - Nie tylko ja zauważyłem, że dowódca popełnił błąd. Mimo tego błędu, oddział do końca wypełnił swoje zadanie: ani radiostacja, ani łączniczka, ani szyfry nie dostały się w ręce niemieckie. Cały czas można wspominać oddział „Zenona”, jako bohaterskie ugrupowanie, które walczyło na terenie Podlasia.  

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości