Reklama

Wątpliwość okolicznościowa

Okolice 11 Listopada są okazją do dyskusji o patriotyzmie. Padają w nich kaskady Wielkich i Ważkich Słów podkreślających troskę dyskutantów o jego stan. Najszlachetniejszymi przykładami patriotyzmu są nasze insurekcje z wyjątkiem Powstania Wielkopolskiego, bo się udało. Im większa jatka narodowa, tym bardziej jest czczona.
 
Zdarza się, że dywagujący o jakimś wydarzeniu historycznym, mówią: „To była wielka katastrofa Polski”, jakby była ona bytem autonomicznym, samosterowalnym! Dzieje każdego państwa nie są skutkiem fatalnych splotów okoliczności, przypadków, czy też łaski, bądź niełaski Opatrzności. Są sumą postaw społecznych, a głównie decyzji konkretnych ludzi. Z naszym krajem jest tak samo. Dlatego drażnią mnie okazjonalne smęcenia nad jakąś klęską narodową, gdy brakuje wskazania tych, co są jej winni, bo wykazali się brakiem wyobraźni, niedostatkiem determinacji (czasem tchórzostwem), rażącymi zaniechaniami bądź są winni wołających o pomstę do nieba działań, które Polskę osłabiły – czasem aż do utraty suwerenności. Czego bardzo potrzeba polskiej historiografii, to krytycznej, aż do bólu szczerej, oceny naszej przeszłości – w tym rzetelnej oceny także skutków fatalnych (by nie powiedzieć zbrodniczych) decyzji konkretnych osób, czy środowisk. 

Powstanie Styczniowe wybuchło, choć jego przywódcy zdawali sobie sprawę, że będzie ono utopione we krwi. Uznali bowiem, że spełni ono swój cel, jeśli przysporzy Polsce męczenników, o których pamięć pchnie następne pokolenia do kolejnego zrywu o wolność, który - jak Bóg da - może się uda.
Podczas kilku dni walk podczas wojny domowej wszczętej przez Józefa Piłsudskiego w 1926 r. 379 Polaków zostało zabitych przez Polaków. Ich nikt nie wspomina, nie mają pomników, nie ma ich w pamięci publicznej. Czy to milczenie wynika z tego, że byli „gorszymi” Polakami, czy może dlatego, że ich śmierć obciąża Marszałka spoglądającego na Polskę z mnóstwa postumentów?        

Rozkaz o Powstaniu Warszawskim padł, choć jego przywódcy doskonale wiedzieli o koncentracji frontowych jednostek niemieckich wokół Warszawy, o nikłości sił  konspiracyjnych i o tym, że znikąd pomocy nie będzie.
Przykłady można mnożyć...  
Uważam, że nie wszystkie daniny krwi złożone na ołtarzu Ojczyzny musiały być złożone. Bardzo swobodnie traktujemy naszą historię. Czcimy świętą pamięć ofiar złych decyzji, jednocześnie chyląc czoła przed winnymi ich podjęcia.
Nie, nie szargam świętości. Zastanawiam się tylko nad społecznymi długofalowymi skutkami „poprawiania” i relatywizacji przeszłości przez cynicznych manipulatorów. Ot, taka wątpliwość okolicznościowa.      
Boxer

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości