Reklama

Witam Pana Dyrektora…

17/06/2011 11:33

Takimi słowami zaczyna się list, który otrzymał Mirosław Leśkowicz, szef SPZOZ w Siedlcach. Autor listu przedstawia się jako pracownica firmy Impel, która chce pozostać anonimowa, bo ma na utrzymaniu dzieci i nie chce stracić pracy. Nie może jednak przemilczeć spraw, które dzieją się w firmie, a dotyczą bezpośrednio bezpieczeństwa epidemiologicznego pacjentów.

Impel Cleaning to firma, która zatrudnia ponad 30 tysięcy pracowników w całym kraju i świadczy usługi utrzymania czystości w szpitalach publicznych, w tym w siedleckim SPZOZ. Anonim pisze o tym, jak utrzymywana jest czystość w naszych placówkach:

„Nie mamy czym pracować, nikt od nas nie wymaga, nie sprawdza, nikomu nie przeszkadza, że nawet przez trzy dni nie myte są podłogi na oddziałach, wyrzucamy tylko śmieci i środek przemieciemy, proszę zobaczyć, jakie są brudne umywalki pod spodem, ubikacje, jakie drzwi i podłogi. Sama nie pamiętam, kiedy robiłam dezynfekcję jak trzeba w gabinetach zabiegowych. Dziś bałabym się położyć na łóżku w oddziale, jest rzadko kiedy dezynfekowane.”

W dalszej części anonim pisze, że środki do dezynfekcji są rozcieńczane, aby oszczędzać, że często muszą być one brane od pielęgniarek, bo wręcz ich brakuje. W piątek i sobotę dostają tak mało mopów, że trzeba je prać na oddziałach. Dodaje, że wielu pracowników nie ma badań i szczepionek przeciwko żółtaczce („ja sama mam już nieważne badania”).  Według autora listu, dyscyplina pracy jest bardzo luźna, zwłaszcza w weekendy. „Można iść do domu, kto ma bliżej. Wiele razy w ciągu dnia można zrobić sobie zakupy, a przy okazji i innym. Czasami i do fryzjera uda się wyskoczyć”.

Są badania
Mirosław Leśkowicz przedstawił anonimowe zarzuty władzom firmy Impel. Otrzymał szczegółowe wyjaśnienia. Niezależnie od nich, zapoznał się z efektami kontroli.

– Mam raporty, badania mikrobiologiczne i zapewniam, że te zarzuty nie znalazły potwierdzenia – mówi Mirosław Leśkowicz.

Firma także przedstawiła wyniki audytu przeprowadzonego wspólnie z kierownikiem administracji szpitala i naczelną pielęgniarką. Nie stwierdzono nieprawidłowości przy realizacji usługi, nie stwierdzono uchybień w sprawie sprzętu i środków chemicznych. Przypomniano, że szpital cyklicznie wykonuje badania wymazów mikrobiologicznych, by kontrolować stan higieny szpitalnej. Nigdy nie zgłoszono zastrzeżeń do poziomu czystości mikrobiologicznej. Dyrektor Leśkowicz otrzymał też zapewnienie, że Impel korzysta z profesjonalnej pralni, w której codziennie pranych jest 150 mopów, a miesięcznie 4,5 tysiąca. Mopy nie są prane na oddziale i są niszczone i zastępowane nowymi, gdy ich stan tego wymaga. Każdy z pracowników posiada też aktualne książeczki i szczepienia.

– Dosyć sceptycznie odnoszę się do anonimowego listu – mówi dyrektor Mirosław Leśkowicz. – Nie rozumiem argumentacji, że „źle sprzątam, bo koleżanka źle sprząta, więc mnie się nie chce”.  Co to za pracownik, który wychodzi w godzinach pracy do fryzjera?
Konkurencja?
Anonimowa autorka nawiązuje dużo do dramatycznie niskich płac, jakie otrzymuje w firmie Impel. Twierdzi, że od 2009 roku pracownicy nie otrzymują wyrównania do najniższej krajowej, nie jest wypłacany dodatek nocny.

Firma nie ukrywa, że zatrudnia pracowników na stawkach najniższej płacy krajowej. Stając do przetargu, w którym podstawowym kryterium jest cena usługi, nie da się inaczej. Władze firmy wyjaśniły dyrektorowi Leśkowiczowi, że pracownicy otrzymują wyrównania wynagrodzenia w formie dodatku wyrównawczego, a regulamin wynagradzania gwarantuje każdemu pracownikowi zatrudnionemu na umowę o pracę 20-procentowy dodatek za pracę w godzinach nocnych.

– Impel kategorycznie twierdzi, że zarzuty przytoczone w anonimie są nieprawdziwe – mówi Mirosław Leśkowicz. – Dla mnie najważniejsze są raporty i badania, które potwierdzają, że stan sanitarny w szpitalach jest dobry. Współczuję pracownikom, którzy być może są sfrustrowani niskimi płacami, ale proszę sobie przypomnieć czasy, gdy sprzątający byli zatrudniani na etatach w SPZOZ. Czy było lepiej?

Władze firmy Impel zwróciły dyrektorowi uwagę, że zbieżność w czasie wysłania anonimu z rozstrzygniętym właśnie przetargiem może mieć znaczenie. Podały w wątpliwość, aby autorem listu był rzeczywiście pracownik firmy. Tymczasem list do dyrektora został wysłany do mediów.

„Musiałam to napisać, ponieważ sumienie mi na to już nie pozwala milczeć. Jestem osobą wierzącą i taką pokutę dostałam, abym o tym napisała” – twierdzi anonimowy autor listu.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości