Z ALEKSANDRĄ IWANIUK, koszykarką pierwszoligowego MPKK Sokołów S.A Sokołów Podlaski, rozmawia Paweł Świerczewski.
Tylko raz w bieżącym sezonie rzuciła Pani mniej niż kilkanaście punktów. Forma imponująca.
- Jestem zadowolona. W wakacje nie odpoczywałam. Ze względu na przygotowania do kadry byłam w ciągu treningów. To teraz owocuje.
Drugi sezon pełni Pani funkcję kapitana MPKK. To świadczy o zaufaniu ze strony drużyny i sztabu trenerskiego.
- Nie jest łatwo krzyczeć na koleżanki, a tego czasem wymaga funkcja kapitana, który musi wstrząsnąć drużyną, zmobilizować ją do lepszej gry. Nie wszystkie dziewczyny to rozumieją, ale jest coraz lepiej. Na boisku to, że się komuś zwróci uwagę, nie oznacza, że się go nie lubi, tylko chce mu się pomóc wykrzesać z siebie więcej.
Jak w Pani życiu pojawiła się koszykówka?
- Chodziłam w Białej Podlaskiej na zajęcia z gimnastyki. Obok odbywały się treningi koszykarskie, które prowadził kolega mojego taty. Długo namawiał mnie, żebym spróbowała. W końcu mu się udało. Po roku, pewnie z uwagi na wzrost, zwrócił na mnie uwagę trener Haponik. Tak znalazłam się w Sokołowie.
Z tą koszykówką to była miłość od pierwszego wejrzenia?
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!