Oj, bieda, bieda, z tym naszym IPN-em… Od prezesa w Warszawie po stażystę, co przy krakowskim ksero kartki przewraca i skrobie coś na boku, sromota wielka i żałość nieutulona. Nagrabili sobie panowie historycy, nagrabili z lewa (jak zawsze) i z prawa (od niedawna). Nagrabili tak bardzo, że przyjdzie ich instytut rozwiązać.
Choć właściwie można nie rozwiązywać. Nie zamykać. Innych historyków nie powoływać. Można - dla równowagi - konkurencyjny instytut powołać. Można powołać IAN, czyli Instytut Amnezji Narodowej. Wybrać władze, ogłosić konkurs. Zatrudnić speców, którzy – jak w „Roku 1984” Orwella - zajmowaliby się fabrykowaniem uspokajających bajek, które łykalibyśmy bezboleśnie jak pigułki na zapomnienie. Bezpartyjni fachowcy, zamiast rozdrapywać narodowe rany, zajmowaliby się w Instytucie Amnezji Narodowej łączeniem ognia z wodą. W obłokach pary, powstałej dzięki ich zatrudnieniu, wszystko jawiłoby się niewyraźnie i mgliście. Na tyle mgliście, że cenzor zbratałby się z poetą, klawisz z więźniem, a zomowiec z opozycjonistą. Nad oparami na okolicznościowej wstążce wisiałoby stosowne motto: „Wybierzmy przyszłość”. Historię zostawmy historykom. Historię zostawmy historykom. Ile razy słyszałem ten obłudny apel? Nie policzę. Ale dużo razy. Wystarczająco dużo, by zauważyć, że nie chodzi tu o to, by oddać głos specjalistom, ale by zaklęciem uwolnić się z przeszłości. - Historię zostawmy historykom – apelował polityk, gdy adwersarz wypomniał mu niechlubną przeszłość jego i jego partii. Historia, cóż tu kryć, nie była mocną stroną SLD i prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. „Wybierzmy przyszłość” nie wzięło się z powietrza. Było wyrazem – by nazwać rzecz górnolotnie – głęboko ugruntowanej potrzeby. Politycy powołali IPN i zostawili historię historykom. I jak to politycy, źle zrobili. Zrobili fatalnie. Historia okazała się sprawą zbyt poważną, by zostawiać ją historykom. (Podobnie jak wojna to zbyt poważna sprawa, by pozostawić ją wojskowym). Miało być dobrze, a wyszło jak zwykle. Już się gagatek jeden z drugim w swojej pamięci wygodnie umościł, uleżał, ułożył sobie wytarte formułki na wszystkie możliwe okoliczności, gładkie frazy o wymogach epoki, „prawdach etapu”, „dziejowych wyrokach”, „szczególnych okolicznościach”. Już zaczynał wierzyć, że od kolebki był wzorcowym obywatelem, a tu nagle obrzydliwy instytut wyciąga jakieś kwity, które dawno powinny zostać zapomniane. (O Lechu Wałęsie tu nie myślę, bo to jest – jako było i będzie – osobny, żadną miarą niemierzalny przypadek. Żal patrzeć, że ostatnio reaguje tak nerwowo. Ktoś, kto ma takie karty w historii, więcej luzu powinien wykazywać). Kto winien, że historycy wzięli się za przeszłość? IPN winien, historyk winien. Historyków zawsze można rozwiązać i nabrać nowych historyków. Ale skąd wziąć dla narodu nową historię? Nie ma bowiem pewności, czy do Instytutu Amnezji Narodowej wszyscy zapiszą się dobrowolnie. Jakieś upierdliwe dziadki mogą coś, choćby na przekór, pamiętać. Dariusz KuziakChcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!