Firmy w Wybrzeża, które handlują potężnymi maszynami rolniczymi a z drugiej strony niewielkie stoisko z Podhala, na którym są oferowane oscypki, także na gorąco. Bo w tym właśnie tkwi siła Międzynarodowych Dni z Doradztwem Rolniczym, które w miniony weekend, już po raz 31-pierwszy, odbyły się w Siedlcach. Tutaj dosłownie każdy znajdzie coś dla siebie. Jeden podpisze umowę na ciągnik warty 2 miliony złotych, a ktoś obok zafunduje sobie cebulkę tulipana za 2 złote.
- W tym roku mamy około 300 wystawców z różnych części polski - mówi komisarz wystawy, Tomasz Kondraciuk. - To podobna ilość, jak w ubiegłym roku, ale zawsze staramy się, aby na Targach były jakieś nowości, coś, co szczególnie przyciągnie na tę imprezę. I teraz też mamy coś ekstra, czyli pokaz rolnictwa 4.0. Mówiąc ogólnie chodzi o wykorzystanie najnowszej techniki w rolnictwie. To już na prawdę rolnictwo XXI wieku.
I takie nowoczesne rolnictwo widać doskonale choćby na rolniczych protestach… Zjeżdżają tam traktory, które wyglądają jak pojazdy z innej planety. I nie ma sposobu, żeby usunąć z blokowanej drogi takie monstrum. Dzisiaj jednak wszelkie rolnicze „potwory” są w Siedlcach w celach jak najbardziej pokojowych
- Taki traktor, szanowny panie, to sam orze, ale i sam wie, na jakim kawałku pola, ile nawozu sypać - mówi rolnik z gminy Mokobody, który cmokał na widok maszyn. A mają takie, tez w Mokobodach. Tyle, że na kredyt. Tylko ciekawe, z czego będą te kredyty spłacać, jak ten cały Mercosur do nas przyjdzie. Padniemy wszyscy. Koniki na wieś, szanowny panie, wrócą…
- Mercosur to działanie przeciwko polskiemu rolnictwu – przyłącza się to powszechnej opinii Tomasz Kondraciuk. Szczególnie zagrożone są rodzinne, niewielkie gospodarstwa, a więc takie, jakie dominują w naszym regionie.
Ale targi to impreza zdecydowanie apolityczna i większość osób przyszła tu po to, żeby miło spędzić czas a przy okazji oczywiście coś kupić. Najbardziej oblegane były stoiska ze wszelkiego rodzaju sadzonkami.
Pod ciężarem sadzonek ugina się grupa kilku osób, która wraca już z zakupami do samochodu. Okazuje się, że to ekipa z Węgrowa.
- Jesteśmy na targach co roku i zawsze wracamy obładowani sadzonkami - mówi gość z Węgrowa, którego ledwo widać zza kupionych właśnie sadzonek kwiatów.
Na stoisku z sadzonkami ogrodniczka wyjaśnia klientom, co mają zrobić z sadzonkami jagód kamczackich i borówek.
- Dół pod sadzonkę musi być duży i dobrze wypełniony kwaśną ziemią - udziela darmowego instruktarzu sadzenia krzewów.
- A zrębek z drzewa? - dopytuje starszy pan.
- Można, a nawet trzeba, ale tylko z drzew iglastych. Bo z liściastych to tylko szkód się narobi, borówka na pewno nie urośnie.
Tuż obok organizatorzy imprezy muszą załatwić pewien problem. Na takiej wielkiej imprezie trudno ich całkiem uniknąć.
- Zapłaciłem, ile chcieliście, a proszę, mam tu krzywy teren pod stoiska! - mówi ogrodnik z Krakowa - Zaraz regał mi się przewróci. I za co ja zapłaciłem?
Nie będziemy gościom z Krakowa wytykać, ale wiadomo, że w tym rejonie ludzie zbyt rozrzutni nie są…
To stoisko nie przyciąga może samą ekspozycją (bo można tu kupić olej), ale obsługą. Pan Franciszek Kesler zwraca uwagę strojem – szlacheckim, z epoki. Jak się okazuje ów strój znacznie przyczynił się do zmiany ustawy, a nawet dwóch ustaw sejmowych!
- Jestem rolnikiem zwariowanym, ale z pasją - mówi pan Franciszek, który ponad pół wieku temu kończył technikum rolnicze w Sokołowie Podlaskim. - Produkuje głownie olej, ale i inne rzeczy umiem zrobić. Za mój firmowy olej rzepakowy Keslera tłoczony na zimno mam dwa złote medale na targach międzynarodowych.
Wytwórca oleju mówi też o swoich zasługach na polu wręcz politycznym, a na pewno dyplomatycznym.
- To dzięki mnie przyjęto dwie ustawy, w tym o emeryturach rolniczych - zapewnia pan Franciszek i nie jest gołosłowny. Dwa razy rozmawiałem w tej sprawie z prezydentem Dudą. A do tego z premierem Morawieckim, gdzie byłem na Forum Ekonomicznym w Krynicy. Rozmawiałem oczywiście także ze wszystkimi w ostatnich latach ministrami rolnictwa, od Marka Sawickiego poczynając.
Pan Franciszek pokazuje zdjęcie, gdzie stoi obok prezydenta Dudy i jego małżonki.
- Oj, chyba pani prezydentowa to jest konkretniejsza, niż jej małżonek… - konstatuje wytwórca oleju. – Ale wszyscy pomogli, bo ich ciągle naciskałem. Wreszcie wywalczyłem, że zmienili ustawę i teraz rolnik może przejść na emeryturę i dalej prowadzić gospodarstwo.
Rolnik lobbysta podkreśla, że w tych staraniach u polityków bardzo pomógł mu jego strój szlachecki.
- Jak mnie zobaczyli na jakiejś imprezie, to zaraz szli do mojego korytka z bułeczką i olejem - dodaje. - A ja im od razu o bolączkach z ustawami. Aż wreszcie w styczniu 2022 roku zadzwonił do mnie minister rolnictwa Henryk Kowalczyk, że ustawa o emeryturach została opracowana i na pewno przejdzie. I w połowie roku została przegłosowana, ale ja wiedziałem o tym już parę miesięcy wcześniej…
Pan Henryk zachwala swój olej jako naturalny, całkowicie robiony we własnym gospodarstwie, a to tego tani – jak na swoją jakość. Zgłosił ten produkt do konkursu „Hit wystawy”. I otrzymał wyróżnienie. Pierwsze miejsce otrzymała pani Agnieszka Piętka za swoje doskonałe sery, którą na wystawie reprezentował maż, Dariusz Piętka oraz pani Olesia Migal z Ukrainy, która wspiera gospodarzy w ich działalności.
- W takiej działalności jest przyszłość, ale trzeba być zdecydowanie bardziej kreatywnym, niż kiedyś – mówi pan Dariusz.
Drugie miejsce przypadło serowi „Moczydlańskiemu” z koziego mleka. Wystawiają go Hanna i Piotr Rudnicy wraz z córką Oliwią.
- Mamy 35 kóz i 15 sztuk młodzieży - mówią producenci sera. – Wszystko robimy sami, od hodowli kóz, poprzez wyrób serów po ich sprzedaż.
Trzecie miejsce zajęły sery Wioletty Nowosielskiej. Genialny był ser twarogowy w oleju i oczywiście z różnymi przyprawami.
- Niedawno występowałam ze swoimi produktami w „pytaniu na śniadanie” – mówi pani Wioletta. - I tam wszystkim moje wyroby smakowały.
Za chwilę, przy samej scenie, ma się rozpocząć pokaz tradycyjnej młocki z XIX wieku. Na razie przy kieracie nie ma jeszcze siły pociągowej, czyli konia…
- Do żłoba to zawsze są chętni, ale to tyrania w kieracie zawsze trudno kogoś znaleźć – komentuje straszy rolnik. – Ja też używałem kierata w swoim gospodarstwie, jeszcze do lat 60-tych. I w takim kieracie chodziły dwa, albo i cztery konie. Jak gospodarz był bogaty. A jak biedny, to wie pan, kogo do kierata zaprzęgał…
Z kieratem, stara młockarnia i wozem przyjechali na wystawę pan Marian Sowiński z synem Henrykiem.
- To nasz sprzęt, który mamy jeszcze od dziadka - mówią z dumą rolnicy. - A koń nazywa się „Tajga”. Piękny i silny. Młockarni to używaliśmy do lat 60-tych a wozu nawet do 70-tych
- A wie pan, od Garwolina do Wieprza, to były wozy „w drapkach”, jak ten nasz - wyjaśnia pan Marian. - A za Wieprzem to były już inne wozy, „wasągi”, węższe od naszych. Tylko kto to już dzisiaj pamięta..? Dzisiaj rozmawia się o markach kombajnów i traktorów…
Zbigniew Juśkiewicz
Fot. Z.J.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Jeszcze chwila i będzie powrót do kieratu. Taka jest teraz opłacalność w rolnictwie. Większość się likwiduje.
Jeszcze chwila i będzie powrót do kieratu. Taka jest teraz opłacalność w rolnictwie. Większość się likwiduje.