Reklama

Z fotela kinowana

W wersji amerykańskiej film dla nastolatków oznacza zazwyczaj błahą fabułkę, czarno-białe postacie, pełen schematyzm, zero psychologii i dowcipy, kręcące się wokół spraw szeroko pojętego seksu.

W przypadku „High School Musical 3” (w tym tygodniu w kinie „Światowid”) jest trochę inaczej. Owszem, schematyzm bierze górę, ale ogląda się to w sumie przyjemnie, film jest grzeczny i z kina widz wychodzi miło nastawiony do smutnej, jesiennej rzeczywistości. Mamy tutaj: miłość, śpiew, taniec i Happy End. No i atrakcyjną młodzież. W głównej roli męskiej występuje piosenkarz i aktor Zac Efron, który, moim zdaniem, jest totalnie nijaki, lecz młode Amerykanki go uwielbiają, zatem wspomniany Efron należy obecnie do najgorętszych nazwisk show biznesu. Magazyn People regularnie umieszcza go na listach najseksowniejszych aktorów. Rzecz gustu. Poza trzema częściami „High School Musical” Efron zagrał także przed rokiem w „Lakierze do włosów” i tam był nieco mniej drętwy. A wracając do „High School Musical 3”. Jest to typowa, przesłodzona amerykańska konfekcja, lecz na szczęście profesjonalnie zrobiona. Więc jeśli ktoś lubi rozrywkę w stylu „Tańca z gwiazdami”, i „Jak oni śpiewają”, filmem będzie zauroczony. Nieco inaczej sprawa wygląda z amerykańską komedią „Nie zadzieraj z fryzjerem”, w której nieszczęsny Adam Sandler, będący jednocześnie współautorem scenariusza i producentem, po raz kolejny próbuje udowodnić, że jest zabawny. Kto oglądał „Karierę frajera”, wie, że to bardzo trudne zadanie. W tym wypadku zadanie jest jeszcze trudniejsze, bo pomysł na film jest naprawdę mocno ryzykowny. Sandler gra agenta izraelskiego wywiadu, tóry marzy o zostaniu fryzjerem. Żeby zrealizować swoje marzenie, nasz dzielny agent wykorzystuje nadarzającą się okazję, pozoruje swoją śmierć i wyjeżdża do Ameryki, by pokazać swój prawdziwy, fryzjerski talent. Trzeba przyznać, że reżyserowi i producentom udało się zgromadzić na planie prawdziwe gwiazdy. W niewielkich rólkach pojawiają się m.in. Mariah Carey i Chris Rock, ale poziom humoru jest zdecydowanie koszarowy. Sandler, a także dobry skądinąd aktor, John Turturro oraz Rob Schneider (ten od żałosnego „Boskiego żigolo”) dwoją się i troją, żeby było śmiesznie, lecz niestety, film może pewnie spodobać się tylko tym, których najbardziej cieszą dowcipy o pośladkach. O czym lojalnie uprzedzam.
PAWEŁ KONOPCZYŃSKI

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości