Reklama

Zapomniani bohaterowie

- Kogo możemy uznać za bohatera? – zapytałem swojego dwunastoletniego syna. - Kogoś, kto dokonał w życiu czegoś wyjątkowego – odparł.

- A według ciebie, kto jest takim bohaterem? Wymień jakieś nazwiska. - Małysz, Kubica, no... nie wiem, kto jeszcze. No właśnie, z tymi bohaterami mamy kłopot. Wielu z nas, dorosłych, zapytanych o nazwiska bohaterów miałoby zapewne kłopot z ich wymienieniem. Zmamy nazwiska idoli masowej kultury takie, jak Adam Małysz czy Robert Kubica. Jeśli trochę pogrzebalibyśmy w pamięci, to wśród bohaterów znalazłoby się kilka postaci historycznych - Tadeusz Kościuszko, Józef Piłsudski, generał Józefa Bem, może któregoś z królów Polski, a z postaci współczesnych papież Jan Paweł II czy Lech Wałęsa. I na tym lista by się zamknęła. Bohaterowie żyli i żyją obok nas – w naszym mieście, gminie, wiosce. Może znamy lub znaliśmy ich osobiście, jednak nigdy za bohaterów nie uważaliśmy. A oni w swoim życiu dokonali czynów wyjątkowych. Dziś chcemy przypomnieć takich ludzi, którzy urodzili się lub żyli na naszej ziemi, w naszej bliskiej okolicy. Niektórzy z nich mają tablice pamiątkowe w kościołach, gmachach publicznych, czy na cmentarzach, Niektórych imieniem nazwano nawet ulice. Jednak, mimo że są stąd, nikt o nich zbyt wiele nie wie. Historię ich życia znają jedynie pasjonaci historii regionalnej. Życiorysy naszych bohaterów trudno znaleźć w encyklopediach. Nie ma też o nich szerszych publikacji, choć życiorys każdego z tych ludzi może być tematem na ciekawą książkę. Chcemy więc dziś przypomnieć: Mariana Jaworskiego, posła i harcerza, obywatela honorowego Garwolina, Józefa Rumika, byłego burmistrza Łosic i działacza społecznego, Jana Konarskiego, żołnierza niepodległej Polski, który poległ w jednej z potyczek wojny polsko-bolszewickiej, Władysława Kamińskiego, żołnierza generała Andersa, który poległ w bitwie pod Monte Cassino, Stanisława Wycecha, uczestnika wojny polsko-bolszewickiej i działacza PSL, Kazimierza Wyrozębskiego, żołnierza Armii Krajowej, który po 1944 roku nie pogodził się z nową władzą i walczył z nią do końca ginąc w potyczce z oddziałami Milicji Obywatelskiej, Jana Mizikowskiego, działacza KOR i ROPCiO, NZZZ RI „Solidarność” oraz KPN, posła na Sejm III RP oraz Franciszka Wilczyńskiego, uczestnika powstania styczniowego, adiutanta ks. Stanisława Brzóski. Oni są częścią naszej historii. Winniśmy im, jako społeczeństwo, cześć i pamieć. Będą tak długo częścią naszych lokalnych społeczności, jak długo będziemy o nich pamiętać. 
Stanisław Jastrzębski

Józef Rumik
Być może Józef Rumik, były łosicki burmistrz i działacz, nie był tak wielkim bohaterem, jak polegli za ojczyznę w bitwie pod Mszanną żołnierze oddziału majora Zenona, ale to człowiek, który wpisał się historię Łosic i to nie tylko jako włodarz miasta. Wiele osób zapomniało o jego odwadze w czasie II wojny światowej. Józef Rumik w 1944 r. został wybrany na pierwszego przewodniczącego Miejskiej Rady Narodowej. Ale jego zasługi jako włodarza powiatu nie są bohaterskie. Odwagą wykazał się w czasie okupacji hitlerowskiej, kiedy narażał swoje życie, by pomagać innym. W czasie II wojny światowej Józef Rumik prowadził własną betoniarnię, handlował zbożem i pośredniczył w tajnym dostarczaniu żywności do Warszawy. Założył i kierował sklepem papierniczym, w którym podjęto wytwarzanie specjalnych pudełek do przygotowywania i wysyłania paczek żywnościowych dla jeńców wojennych i osób wywiezionych przez okupanta na roboty do Niemiec. Wraz z Zygmuntem Nowaczkiem, zorganizował grupę mieszkańców miasta, którzy szyli ze starych ubrań ciepłe czapki i wysyłali je do obozów jenieckich i okolicznych oddziałów partyzanckich. O tym dziś pamiętają tylko nieliczni. Potem, po wojnie, nadal aktywnie działał. W latach 50. pełnił funkcję wiceprezesa Gminnej Sspółdzielni „Samopomoc Chłopska”. Tę działalność społeczną przerwało aresztowanie przez UB w związku ze sprawą zabójstwa Józefa Pietruczuka. Z więzienia w Siedlcach Józef Rumik wrócił 12 maja 1945 roku. W latach 60. przez kilka kadencji pełnił funkcje przewodniczącego Miejskiej Rady Narodowej. Wspólnie z Marianem Wyczółkowskim, Romualdem Mikoszewskim i Michałem Lelejko w 1966 r. założył Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Łosickiej. Józef Rumik był także zbieraczem i kolekcjoner sztuki ludowej, miłośnikiem łosickiego folkloru i tradycji. Zmarł 31 października 1987 roku w Łosicach. Jego mogiła znajduje się na miejscowym cmentarzu. (mc)

Jan Konarski
Był 14 sierpnia 1920 roku. Kilkuosobowy patrol ułanów polskich ruszył na zwiad. Ze wszystkich stron nacierały bowiem oddziały bolszewików. Pod wsią Dąbrowa w gminie Przesmyki ułani wpadli w zasadzkę. Jedna z kul ugodziła śmiertelnie młodego żołnierza, Jana Konarskiego. Spadł z konia wprost do przydrożnego jaru. Tam został początkowo pochowany. Potem zwłoki piłsudczyka zostały ekshumowane, a okoliczna ludność urządziła mu uroczysty pochówek. Ówczesny dziedzic Dąbrowy, Ignacy Fromberg przekazał 3 ary gruntu na usytuowanie mogiły. Postawiono kamień ze zdobionym żelaznym krzyżem. Na pomniku widnieje napis: „Jan Konarski, Żołnierz Polski Poległ za Ojczyznę 14 sierpnia 1920 roku ze wsi Dąbrowa. Pokój jego Duszy”. Potem dziejowe zawieruchy sprawiły, że miejsce spoczynku żołnierza znalazło się na prywatnej posesji, w ogrodzie tuż pod oknami domu mieszkalnego. Dzisiaj nie sposób ustalić, czy dziedzic dopełnił formalności przekazując teren pod mogiłę. W końcu należała do niego prawie cała wieś. A potem, kiedy dokonywano parcelacji, nowa władza też nie dociekała, jaki jest stan prawny miejsca spoczynku piłsudczyka. W kolejnych latach przy mogile, niemal na samym rozstaju dróg, ktoś wybudował sobie dom. I tam pomnik stał się niemal prywatną własnością. Z biegiem lat niszczał coraz bardziej. Krzyż zaczął się już chylić ku ziemi. Zaniepokoiło to niektórych mieszkańców wsi. Do siedleckiej delegatury Wojewódzkiego Oddziału Służby Ochrony Zabytków trafił list o następującej treści: „W Dąbrowie jest Pomnik poległego Piłsudczyka, który jest wpisany do rejestru zabytków, ale niszczeje i jest prawie w likwidacji...”. Władze gminy podjęły w tej sprawie działania. Naprawiono cokół, sklejono popękane kamienie, oczyszczono i odnowiono napisy. W samorządzie nie znają jednak historii tego miejsca. Nie odbywają się tu żadne uroczystości. Ponoć nie było ich także w poprzednich latach. - Właściciel posesji nie pozwolił na wygrodzenie z jego działki miejsca, gdzie stoi pomnik – mówi wójt gminy Przesmyki, Andrzej Skolimowski. – Nie możemy więc zrobić nawet chodniczka prowadzącego do mogiły. Na organizowanie uroczystości też nie ma tu warunków, bo pomnik jest niemal na skrzyżowaniu dróg. (Z.J.) 

 

Reklama

Władysław Kamiński
Historia Władysława Kamińskiejo opisana jest w publikacji „Żółkiewszczacy” Janusza Wilczyńskiego, wydanej w 2001 r. przez LO im. Hetmana Stanisława Żółkiewskiego. Władysław Kamiński urodził się w Siedlcach w 1897 roku. Był synem Aleksandra (dorożkarza) i Marianny z Czerwińskich (z rodziny chłopskiej). Już jako piętnastolatek udzielał się w organizacji niepodległościowej „Przyszłość” i w Związku Harcerstwa Polskiego, później w Organizacji Młodzieży Narodowej. W 1915 roku zdał maturę. W latach 1915-18 należal w Siedlcach do POW. Za bohaterstwo w wojnie 1918 -21 (wstąpił do 22 p.p.) został odznaczony orderem Virtuti Militari V klasy i czterokrotnie Krzyżem Walecznych. W latach 30. otrzymał Krzyż Niepodległości z Mieczami. Służbę w 22 p.p. skończył w stopniu kapitana, obejmując stanowisko sekretarza Wojewódzkiej Rady Centralnego Zarządu Osadników Wojskowych w Wilnie. Tam ukończył prawo w 1924 roku. W latach 1928-38 był posłem na Sejm RP z województwa wileńskiego i nowogrodzkiego. W latach 30. był prezesem Związku Kółek Rolniczych i Związku Młodzieży Wiejskiej w Wilnie. Od 1938 roku był senatorem RP, pełniąc też funkcję wojewody wileńskiego do 1939 roku. We wrześniu 1939 stworzył w Wilnie konspiracyjną grupę piłsudczyków, która uratowała dużo broni i sprzętu wojskowego z wrześniowej kampanii. W kwietniu 1941 aresztowało go NKWD w Wilnie. Torturowany, został następnie przewieziony do więzienia na Łubiance w Moskwie. Skazany na śmierć, a potem zwolniony, wstąpił do armii generała Andersa. Zginął pod Monte Cassino w ataku na czele 134. batalionu „Rysiów” 5. Kresowej Dywizji Piechoty na wzgórze St. Angelo. Był rok 1944. Pośmiertnie odznaczony orderem Virtuti Militari IV klasy. Tablica upamiętniająca postać Władysława Kamińskiego znajduje się w siedleckim kościele garnizonowym. Jest on również patronem jednej z siedleckich ulic. (MZ) 

Kazimierz Wyrozębski 
O Kazimierzu Wyrozębskim „Sokoliku” wiemy dużo. Był szczupłym mężczyzną o pociągłej twarzy. Miał blond włosy i niebieskie oczy. Podczas działań wojennych, nosił zwykle zielony mundur, granatowy beret i oficerki. W charakterystyce sokołowskich AK-owców sporządzonej w 1948 roku przez PUBP czytamy: „Trochę kuleje. Rozmowa jego miastowa – cienka”. Kim był ten pozornie zwyczajny człowiek, że zasłużył sobie na miano symbolu żołnierza Armii Krajowej w Sokołowie Podlaskim? Urodził się w 1919 roku w Niemirkach (gm. Jabłonna Lacka). Już od początku powstania struktur AK w gminie Jabłonna Lacka należał do tej organizacji. Brał udział w wielu akcjach, między innymi w potyczce podczas przerzutu powielacza za Bug w maju 1944 roku, likwidacji dwóch Grenzschutzów w tym samym roku w Śledzionowie. W czasie akcji „Burza” brał udział w walkach w lesie, w okolicy Stredyni. Od sierpnia 1944 roku przez dwanaście miesięcy służył w Obwodowym Patrolu Żandarmerii pod dowództwem podchorążego Adama Tutaka „Znicza”. Uczestniczył we wszystkich akcjach OPŻ: w nieudanym ataku na więzienie w Sokołowie, kilkakrotnym rozbrojeniu posterunków MO w Sterdyni i Kosowie Lackim. Po zakończeniu wojny mógł wyjechać z kraju, miał rodzinę w USA. Nie zrobił tego, został w AK. Kiedy Komenda poakowskiego obwodu Sokołów Podlaski powołała nowy oddział – Drużynę Lotną, on walczył dalej. Został jej szefem. W tym okresie zasłynął poprzez: opanowanie Kosowa Lackiego i likwidacji dwóch funkcjonariuszy UB w Korczewie (oba zdarzenia miały miejsce w listopadzie 1946 r.) Został posądzony przez władze komunistyczne o udział w zabiciu grupy tzw. robotników z Chodakowa. Jak później wykazali historycy, nie brał udziału w tej akcji. Mimo to, w odwecie UB aresztowało jego rodzinę, a brata Mieczysława rozstrzelano. „Sokolik” nie ujawnił się podczas amnestii w 1947 roku. Działał w podziemiu aż do 5 lipca 1948 roku - tego dnia zginął w starciu z patrolem MO w lesie koło Chądzynia. (jp)

Jan Mizikowski
Jan Mizikowski urodził się w Stanisławowie, ale zapisał się w pamięci wielu mieszkańców Węgrowa, Siedlec, Mrozów. Już w latach 60, jako prezes PTTK prowadził w szkołach powiatów węgrowskiego i siedleckiego pogadanki historyczne. W drugiej połowie lat 70. współpracował z Ruchem Obrony Praw Człowieka i Obywatela. W 1976 r. rozpoczął współpracę z KOR i ROPCiO organizując wykłady i kolportując wydawnictwa (m.in. pismo „Robotnik”). Rok później był już współzałożycielem Siedlecko-Podlaskiej Grupy Ludowo-Narodowej, która w swojej akcji informacyjnej kolportowała i dostarczała ludziom ulotki wzywające do bojkotu wyborów do rad narodowych. Rozpowszechniał także wydawnictwa Konfederacji Polski Niepodległej. Pod koniec lat 70. założył Podlaski Komitet Samoobrony Ludzi Wierzących. Lata osiemdziesiąte dla Mizikowskiego zaczęły się aktywną współpracą z redakcją „Wiadomości Podlaskich”, gdzie publikował swoje teksty. Przez cały czas nie zapominał o prelekcjach i ciągle prowadził pogadanki, tak w niezależnym harcerstwie, jak i podziemnej „Solidarności”. Pod koniec maja 1981 r. w Węgrowie w Cechu Rzemiosł Różnych odbyło się zebranie założycielskie NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”, którego radcą prawnym był mecenas Jan Mizikowski. Był on również bardzo aktywny przy zakładaniu NSZZ RI w Węgrowie. Miejskie koło NSZZ RI „Solidarność” w Węgrowie szybko rozrosło się i liczyło 54, a w powiecie węgrowskim ponad 350 członków. Ten rolniczy związek nie posiadał swojej odrębnej siedziby, więc korzystał z pomieszczeń i sprzętu oddziału NSZZ „Solidarność” Węgrów. Założył łącznie 53 koła „Solidarności” Rolników Indywidualnych na terenie Siedlec i Białej Podlaskiej oraz był ich doradcą prawnym. Kiedy więc ogłoszono stan wojenny, już od 13 grudnia 1981 do 7 października 1982 r. był internowany. Po zniesieniu stanu wojennego był przewodniczącym KPN woj. siedleckiego i bialskopodlaskiego oraz członkiem zarządu głównego krajowego KPN. Do Sejmu mandat posła uzyskał startując w wyborach 1991 r. z list KPN. W 1992 roku przeszedł do Ruchu dla Rzeczpospolitej. 3 lutego 1993 roku podczas obrad Sejmu w swoim wystąpieniu odniósł się do projektu ustawy o ściganiu zbrodni stalinowskich, a także innych przestępstw przeciwko życiu, zdrowiu i wolności człowieka oraz wymiarowi sprawiedliwości nie ściganych z przyczyn politycznych w latach 1944­ -1989: - Dokonano mordu, ci ludzie są na wolności, ci ludzie korzystają z wielkich przywilejów. Mam nadzieję, że Sejm uchwali tę ustawę w takim kształcie, żeby móc pociągnąć do odpowiedzialności karnej wszystkich zbrodniarzy, którzy dopuścili się aktu ludobójstwa na narodzie polskim - stwierdził. Po rozwiązaniu Sejmu przewodniczył ROP w woj. siedleckim i bialskopodlaskim. Był również członkiem zarządu głównego Związku Piłsudczyków w Warszawie. Zmarł 26 maja 1999 roku. Jego mogiła znajduje się na cmentarzu w Długiej Kościelnej. W sierpniu br. planowana jest uroczystość odsłonięcia tablicy pamiątkowej w kościele w Mrozach, poświęconej Janowi Mizikowskiemu. (BoNo)

Stanisław Wycech
Los dał mu piękne, długie życie, pełne heroizmu i wielkich zasług dla ojczyzny, nie pozbawione jednak także dramatycznych chwil. Te jednak nie zdołały w nim stłumić wspaniałego poczucia humoru, życzliwości i optymizmu. Stanisław Wycech, urodzony w Sadolesiu w powiecie węgrowskim, zmarł 12 stycznia tego roku w wieku 96 lat. Już jako 15-latek z bronią w ręku zaczął służyć ojczyźnie. W 1917 roku wstąpił do Polskiej Organizacji Wojskowej. Wkrótce potem stał się żołnierzem 15 Pułku Piechoty w Siedlcach. W 1920 roku walczył z nawałą bolszewicką. Kiedy wybuchła II wojna światowa, znalazł się wśród tych, którzy opierali się okupantowi. Stanisław Wycech działał w podziemiu. Dostarczał broń do placówek Armii Krajowej, kolportował podziemne wydawnictwa. Z bronią w ręku walczył w powstaniu warszawskim. Był tam, gdzie toczyły się najkrwawsze walki – na Mokotowie i Czerniakowie. powierzono mu tam funkcję komendanta obrony cywilnej. Po upadku powstania był więźniem obozu w Pruszkowie. Po wojnie włączył się w tworzenie mikołajczykowskiego Polskiego Stronnictwa Ludowego w Warszawie. W 1946 roku Stronnictwo wystawiło jego kandydaturę do Sejmu. I stało się to powodem jego kłopotów. Zaraz po wyborach trafił do więzienia. Zwolniono go dzięki staraniom marszałka Sejmu i ministra oświaty, Czesława Wycecha. Jako major rezerwy przez cale lata aktywnie działał w środowisku kombatanckim. Wśród jego licznych odznaczeń znalazł się Krzyż Niepodległości z mieczami i Krzyż za Udział w Wojnie 1918-1921. W 2007 roku prezydent Lech Kaczyński uhonorował go Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Jako najwspanialsze chwile w swoim życiu Stanisław Wycech wspominał spotkanie z papieżem Janem Pawłem II, które miało miejsce 13 czerwca 1999 roku na Cmentarzu Radzymińskim. Stanisław Wycech, syn Ziemi Węgrowskiej, otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Radzymina. (Z.J.) 

Marian Jaworski
Marian Jaworski – to imię i nazwisko mówi coś tylko tym mieszkańcom Garwolina, którzy kilkadziesiąt lat temu znaleźli się pod skrzydłami tego nauczyciela. Pozostali zastanawiają się, o kogo pytamy. A pamiętać na pewno powinno więcej osób, bo M. Jaworski jest Honorowym Obywatelem Miasta Garwolin. Otrzymał ten tytuł w 1998 roku. Trzy lata później zmarł. Marian Jaworski urodził się w 1905 roku w powiecie lipnowskim, a od 1932 roku mieszkał w Garwolinie. Czym zasłynął? Swoją nauczycielską pracą, działalnością podczas wojny i walką o wolność gospodarczą. Nie wszyscy również wiedzą, że w latach 1957-61 był również posłem na Sejm PRL. Od pierwszych dni swojego pobytu w Garwolinie M. Jaworski aktywnie działał w Związku Harcerstwa Polskiego. Ta praca była jego pasją, bo wątek harcerstwa przewijał się przez całe życie M. Jaworskiego. Komendą Garwolińską kierował również w konspiracji aż do 1942 roku, odkąd musiał się ukrywać, bo za tajną działalność groziło mu aresztowanie. Od jesieni 1939 roku działał też w konspiracji niepodległościowej. Od 1940 roku kierował referatem organizacyjno-personalnym, a później administracji zastępczej przygotowywanej do przejęcia władzy w chwili załamania się okupacji niemieckiej. Był również przewodniczącym Tajnej Organizacji Nauczycielskiej w powiecie garwolińskim i kurierem w Departamencie Oświaty Delegatury Rządu na Kraj. Od 1948 roku pracował jako kierownik szkoły nr 2 w Garwolinie. Jego wychowankiem jest m.in. burmistrz Garwolina Tadeusz Mikulski. W szkole, którą kierował M. Jaworski, nie ma jednak żadnej tablicy upamiętniającej jego działalność. – I być może należałoby ją zrobić – zastanawia się burmistrz. – W końcu postawa i praca pana Mariana Jaworskiego przyczyniły się do wychowania wielu pokoleń garwolińskiej młodzieży. Burmistrz pamięta również, że M. Jaworski był zwolennikiem wolności gospodarczej. W Garwolinie jeszcze kilkadziesiąt lat temu swoje warsztaty miało wielu kuśnierzy. Gdy władza ludowa próbowała zamykać te zakłady, M. Jaworski bronił interesów ówczesnych przedsiębiorców. (jj)

Franciszek Wilczyński
Ziemia Łukowska obfituje w bohaterów, którzy wsławili się w okresie powstania styczniowego. Takim jest Franciszek Wilczyński. Jego imieniem nazwano jedną z ulic w Łukowie, lecz mieszkający przy niej ludzie nie potrafią o patronie powiedzieć więcej ponad to, że był adiutantem ks. generała Stanisława Brzóski, wikarego z łukowskiej parafii Przemienienia Pańskiego. Losów F. Wilczyńskiego nie zna nikt. Wiadomo, że był dwudziestokilkuletnim mężczyzną, gdy przyłączył się do powstańców. Był synem łukowskiego kowala. – Próbowałem się czegokolwiek dowiedzieć o tym człowieku. W powiecie żyje sporo osób noszących nazwisko „Wilczyński”. Dotarłem do starszej kobiety, która twierdziła, że adiutant ks. Brzóski był kuzynem jej męża. Nie potrafiła jednak powiedzieć niczego więcej – wyjaśnia Longin Kowalczyk, dyrektor Muzeum Regionalnego w Łukowie. – Nie zlokalizowałem nawet miejsca, w którym stała jedna z działających w mieście kuźni, należąca do ojca naszego bohatera. Ta sytuacja przypomina o stosunkach do kwestii niepodległości wśród prostych ludzi na Podlasiu w latach 1861-1865. Wiele rodzin wiedziało, iż ich bliski „poszedł na wojnę”, ale z kim, po co i dlaczego - na te pytania odpowiedzi nie było. Nie pielęgnowano pamięci o oddających życie za Rzeczpospolitą. Tak samo było z F. Wilczyńskim. O synu kowala pojawiły się wiadomości, gdy przystał do partii utworzonej w 1863 roku. Okoliczności tego zdarzenia opisują ponoć kroniki parafialne wsi Kępki w gminie Ulan. Tam we dworze dziedzica Piotra Levittoux (ojca znanego Karola) leczył się z tyfusu ks. gen S. Brzóska. Odnalazł go przypadkiem F. Wilczyński, który przyjechał odwiedzić mieszkającego w tej wsi swego brata. Ks. S. Brzóska formował oddział i F. Wilczyński przyłączył się. Powstańcy wkrótce przenieśli się do leśniczówki w pobliżu Brzozowicy i Kąkolewnicy. Zimą 1864 r. ks. gen. Brzóska mianował Wilczyńskiego swym adiutantem. Był to już czas schyłku działań powstańczych. Oddziały kryły się po lasach, tak jak ten dowodzony przez Brzóskę. Wiosną 1865 roku przy księdzu zostali tylko najbardziej wytrwali. Wśród nich F. Wilczyński. Ukrywano się w chałupie Franciszka Bielińskiego, sołtysa wsi Krasnodęby-Sypytki w pow. sokołowskim oraz w pobliskim lesie. 29 kwietnia 1865 roku ks. gen. Brzóska z adiutantem wracali z leśnej kwatery do chałupy F. Bielińskiego. W pewnym momencie wpadli w zasadzkę. Adiutantowi udało się uciec, ale Brzóska po postrzale w nogę podczas jednej z bitew nie mógł biegać. Został aresztowany. F. Wilczyński obserwował wszystko. Mógł uratować życie, ale postanowił być z dowódcą do końca. Wrócił i poddał się. Zginął razem z ks. S. Brzóską powieszony w Sokołowie Podlaskim 23 maja 1865 roku. Ciała bohaterów wywieziono na wschód. Ks. gen. S. Brzóskę pochowano na cmentarzu w obrębie murów Twierdzy Brzeskiej. Później ciało ekshumowano i skremowano, a prochy wsypano do fosy otaczającej twierdzę. Czy był tam też grób adiutanta i czy postąpiono z jego szczątkami podobnie - nie wiadomo. (pgl)


 

Reklama

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama