Nie mogliśmy pójść na odwyk, bo nie byliśmy ubezpieczeni. Nie mogliśmy zarejestrować się jako bezrobotni, bo mieliśmy za dużo ziemi.
W czerwcu 2013 roku Dorocie i Mariuszowi Grabowskim z Rudnika pod Łosicami zabrano sześcioro dzieci. – Robiliśmy akurat grilla dla dzieci. Wypiłem piwo, a żona kilka kieliszków wódki. Ktoś powiadomił policję, że jesteśmy pijani, no i zabrali nam dzieci. Zawieziono je do mojej matki – opowiada Mariusz Grabowski.
To jednak było tylko doraźne rozwiązanie problemu. – Babcia tych dzieci skarżyła się, że nie da sobie z nimi rady. Mówiła, że niszczą jej mieszkanie. Powiedziała nam, że może wziąć tylko dwójkę. Nie chcieliśmy rozdzielać dzieci. Dlatego sześcioro dzieci, które wtedy miały od 4 do 14 lat, trafiło najpierw do domu dziecka, a potem do rodziny zastępczej, do państwa Iwanowskich w Starej Kornicy – mówi Czesław Giziński, starosta łosicki.
Podczas sprawy decydującej o ograniczeniu praw rodzicielskich państwu Grabowskim postawiono warunek: jeśli nie zaczną terapii antyalkoholowej, nigdy nie odzyskają dzieci. Polecono im również poprawić warunki w domu i podjąć pracę.
– Nie mogliśmy pójść na odwyk, bo nie byliśmy ubezpieczeni, nie płaciliśmy rolniczego ubezpieczenia. Nie mogliśmy zarejestrować się jako bezrobotni, bo mieliśmy za dużo ziemi. W końcu sprzedaliśmy pole, by móc wyremontować dom i zarejestrować się w pośredniaku. Żona właśnie jest na odwyku, ja jadę za kilka dni. Z pieniędzy za sprzedaną działkę zrobiłem w domu z centralne ogrzewanie – opowiada M. Grabowski. – Ponieważ zabrano nam dzieci, nie mamy dobrej opinii. Nikt nie chce nas zatrudnić. A my naprawdę się zmieniliśmy i chcemy odzyskać nasze dzieci. (...)
Więcej w papierowym i e-wydaniu "TS" (nr 47)
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!