Reklama

Emocje są złym doradcą - Rozmowa z Grzegorzem Woźniakiem, posłem na Sejm RP

Planowałem porozmawiać z Panem o szansach na zmianę ustawy o kadencyjności burmistrzów i wójtów, ale życie nakreśliło inny scenariusz. O powiecie garwolińskim, a szczególnie o gminie Sobolew, głośno było w całym kraju z powodu tamtejszego schroniska Happy Dog. Na wójta wylała się fala krytyki, są apele o jego odwołanie. Były też inne głosy, ale w mniejszości. Mam wrażenie, że więcej w tym wszystkim jest emocji i subiektywizmu niż zimnej oceny. Czy, zdaniem Pana, Sobolew zasłużył na takie cięgi?

- Uważam, że nie. Nie mam nic przeciw zwierzętom. Sam je posiadam i się nimi opiekuję, ale zawsze na pierwszym miejscu stawiam potrzeby człowieka. Dopiero później zwierząt, a jeszcze później, jak ktoś chce, to także owadów. Przyrodę trzeba szanować. Jednak jakoś tak jest w ostatnich latach, że gdy mówię o priorytecie dla potrzeb człowieka, to podnoszą się zarzuty, że nie szanuję innych stworzeń. To nie jest prawdą..

Reklama

W przypadku schroniska w Sobolewie, przy zrównoważonym podejściu nie powinno być konfliktu interesów człowieka z prawami zwierząt. Chyba, że wygrała tam chęć uzyskania większej korzyści kosztem opieki nad psami i kotami.

- Przyznam, że nie znam sytuacji w schronisku Happy Dog ani w innych schroniskach. To było niejako poza obrębem mojej aktywności poselskiej. Wiem, że toczą się postępowania przed sądem, działają odpowiedzialne za to profesjonalne służby. Daleki jestem od ocen, bo patrząc z boku bardzo łatwo jest wylać na kogoś kubeł pomyj.

Reklama

W internecie oberwało się nie tylko właścicielowi schroniska i wójtowi, ale też mieszkańcom Sobolewa.

- Jak się zaczyna coś od agresji, to należy liczyć się z podobną reakcją. Wtedy brak jest przestrzeni na logiczną ocenę sytuacji. Agresja nie jest dobrą metodą. W dobie mediów społecznościowych łatwo jest rzucić oskarżenie, trudno się przed nim obronić. Patrząc na zdjęcia i filmiki osób wynoszących pieski ze schroniska nasuwa mi się pytanie, czy ktoś to wszystko rejestrował? Czy wiadomo, gdzie one trafiły? Przy adopcji zwierzęcia obowiązuje cała procedura. Tu nagle zapanował chaos i żywioł.

Reklama

Pojawiły się informacje, że niektórzy dość szybko odwieźli je z powrotem.

- Do mnie też docierały takie wieści, ale nie mogę tego potwierdzić ani zaprzeczyć. Uważam natomiast, że jeśli rzeczywiście w schronisku były fatalne warunki, to należało to w inny sposób zmienić. Celebrytka, która rozkręciła cały protest, nagle umyła ręce i oświadczyła, że swoje już zrobiła.

Protest wyniknął z tego, że cywilizowane metody okazały się nieskuteczne.

- Ciągle jednak żyjemy w państwie prawa. Przynajmniej werbalnie. Do czego to dojdzie, gdy subiektywnie będziemy oceniać wyroki sądowe, wyniki kontroli wyspecjalizowanych zespołów. Jeśli będziemy akceptować tylko te, które nam się podobają i kontestować te wydawane nie po naszej myśli, to prosta droga do anarchii.

Reklama

Pewnie jest w tym wszystkim drugie dno i walka o pieniądze. Gminy płacą za oddane zwierzęcia do schroniska, stowarzyszenia i fundację ogłaszają zbiorki na opiekę nad zwierzętami... Dotychczas odbywało to się na marginesie społecznej aktywności. Może już czas skrupulatnie sprawdzić całe to środowisko i proceder związany z ochroną zwierząt.

- Z pewnością jest tam wiele osób kierujących się wielką empatią dla zwierząt, ale, jak wszędzie, są też cwaniacy na tym żerujący. Zamknięcie schroniska w Sobolewie utrudni życie gminom z powiatu garwolińskiego i nie tylko z garwolińskiego. Schronisk wcale nie ma tak dużo. Wolałbym, żeby procedurami prawnymi zmusić właściciela do zapewnienia zwierzętom godziwych warunków, jeśli były w tej materii uchybienia, niż zamykać placówkę. Jak zresztą ocenić decyzję władz weterynaryjnych, gdy przy pierwszej kontroli mówi się, że jest nieźle, a tylko niektóre elementy należy poprawić. Druga kontrola przynosi podobne wnioski, a po relatywnie krótkim czasie zapada radykalna decyzja o zamknięciu schroniska. Trudno oprzeć się wrażeniu, że zostało to wymuszone.

Reklama

Przez protestujących?

- Pośrednio tak. Bezpośredni i decydujący musiał być nacisk przełożonych organu podejmującego decyzję o zamknięciu.

Może nadszedł czas na podjęcie decyzji, żeby ochroną zwierząt zajęły się placówki państwowe, a nie prywatne schroniska i fundacje?

- Trzeba to rozważyć, ale daleki jestem od potępiania w czambuł wszystkich właścicieli prywatnych schronisk i fundacji. To tak jak z młodzieżą. Ktoś zrobi jakiś wybryk i już słychać opinie: ach ta dzisiejsza młodzież. Tymczasem jest to margines zachowań. Nie można uogólniać.

Reklama

Nie upieram się przy swoich racjach, ale uważam, że państwowe placówki byłyby bardziej transparentne. Zarówno pod względem kontroli warunków bytowania zwierząt, jak i finansowania ich pobytu. Dziękuję za rozmowę i mam nadzieję, że niebawem porozmawiamy też o szansach na zmianę ustawy o kadencyjności wójtów i burmistrzów.

Rozmawiał Mirosław Buczek

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    CANAU - niezalogowany 2026-02-18 10:01:08

    Według "badań i statystyk" ludzie którzy idą w "politykierkę" mają zaniżone ego, brak emocjonalnego poczucia wartości, zaburzenie osobowości, potrzeba atencji itd. "Pieski", "Chore dzieci", "Aborcja" itp. - temat kluczowy dla p0laków... Temat wykluczony z narracji medialnej to ENERGNETYKA i DEMOGRAFIA. Amen! - (czyt. 20 gospodarka świata)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości