Mińsk Mazowiecki chce pomóc gminie, ale do tanga trzeba dwojga.
Gmina Mińsk Mazowiecki, licząca kilkanaście tysięcy mieszkańców, otacza miasto powiatowe niczym obwarzanek. I stale się rozrasta. Niestety, dynamiczny rozwój nie idzie w parze z rozwiązaniem jednego z najpoważniejszych problemów - wykluczenia komunikacyjnego.
Burmistrz Mińska Mazowieckiego Marcin Jakubowski od dawna stara się o rozszerzenie bezpłatnej komunikacji miejskiej na teren gminy. Na swoim profilu społecznościowym zapytał ostatnio: „Kto z Was byłby zainteresowany rozszerzeniem bezpłatnego transportu publicznego na teren gminy? Kto byłby zainteresowany, gdyby udało się przekonać władze gminy - bo to ich autonomiczna decyzja. Ja od lat robię dużo, aby się udało”. Odpowiedź mieszkańców była jednoznaczna - prawie tysiąc komentarzy i ogromna liczba relacji pokazujących, jak palącym problemem jest brak transportu.
„Stojadła - w tamtą stronę to aż się prosi o komunikację miejską” - pisali mieszkańcy. Ze Starej Niedziałki płyną jeszcze bardziej wyraźne sygnały: „Przy ulicy Mazowieckiej są przystanki, ale ani jednego autobusu w soboty i niedziele. W dni powszednie są tylko kursy między 7 a 8 rano. Jak ktoś zaczyna pracę o 5 czy 6, pozostaje mu wędrówka nawet dwa kilometry na inny przystanek albo samochód”. W Nowych Osinach młodzież chodzi do szkół pieszo, a studenci, by dojechać do Warszawy, muszą dojść na przystanek przy Żandarmerii Wojskowej.
Samorządowcy z miasta podkreślają, że wspólna komunikacja z gminą to nie tylko korzyść, to konieczność. Przewodnicząca rady miasta Barbara Reda zaznacza, że rosnące korki i wykluczenie komunikacyjne nie mogą być dłużej ignorowane. Spójna siatka połączeń poprawiłaby komfort życia mieszkańców miasta i okolicznych miejscowości. Podobnego zdania jest radna powiatowa Alicja Cichoń, która podkreśla, że Mińsk Mazowiecki jest gotów zapewnić tabor i kierowców, a na gminie spoczęłyby jedynie koszty wozokilometrów. Pasażerowie jeździliby bezpłatnie.
Mimo to, do tej pory rada gminy nie wyraziła zgody na takie rozwiązanie. Dwa lata temu mieszkańcy oraz radni gminni: Maciej Gałązka, Jarosław Krupski i Aleksander Sikorski postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Założyli Inicjatywę Społeczną na rzecz Komunikacji Gminnej, która miała walczyć z wykluczeniem transportowym i doprowadzić do współpracy z miastem. Powstał poruszający film, w którym mieszkańcy dzielą się swoimi historiami: „Do rodzinnej miejscowości jadę pół dnia trzema autobusami, a to raptem 100 km”. „Chciałam pójść do szkoły sportowej, ale do przystanku miałam 7 km. Musiałam dojeżdżać z mamą 20 km”. „Wykluczenie komunikacyjne przyczyniło się do rozpadu mojego związku i rodziny”. „Podwiozłam panią w ciąży - szła 3 km na przystanek, żeby dojechać do szpitala na planowany poród”. Te świadectwa działały na wyobraźnię i pokazywały, że problem nie jest abstrakcyjny.
Społecznicy przeprowadzili badania potrzeb mieszkańców, odwiedzili gminy Siedlce, Kutno i Sochaczew, aby zebrać sprawdzone rozwiązania. Nawiązali też rozmowy z władzami miasta Mińsk Mazowiecki, które kilka lat temu z powodzeniem uruchomiło własną komunikację publiczną i deklarowało pełną gotowość do współpracy.
W Hucie Mińskiej odbyło się spotkanie poświęcone transportowi zbiorowemu, które przyciągnęło ponad stu mieszkańców oraz przedstawicieli samorządu miasta, gminy i powiatu. Eksperci - m.in. Antoni Mroczek, transportowiec z 25-letnim doświadczeniem w MZA Warszawa, oraz Rafał Czerechów, analizujący funkcjonowanie komunikacji w regionie - pokazali, że skuteczne rozwiązania są możliwe i dostępne.
Nie wszyscy jednak podzielali ten optymizm. Wójt Antoni Janusz Piechoski podchodził do propozycji z dużą rezerwą, sugerując, że społecznicy „robią sobie kampanię wyborczą”. Ostrzegał także przed potencjalnymi kosztami projektu i podkreślał, że decyzje dotyczące komunikacji należą wyłącznie do radnych gminy.
- Nikt z zewnątrz nie może za nas decydować - stwierdził.
Czy po tak mocnym i jednoznacznym odzewie mieszkańców oraz kolejnym zaproszeniu do współpracy ze strony miasta - o które od lat zabiega burmistrz Marcin Jakubowski - władze gminy zdecydują się w końcu zmienić swoje stanowisko? Czy wójt Antoni Janusz Piechoski da zielone światło rozwiązaniu, które jest gotowe do wdrożenia i sprawdziło się już w praktyce, realnie usprawniając codzienne życie mieszkańców Mińska Mazowieckiego?
Mieszkańcy gminy liczą, że tym razem odpowiedź nie zostanie odsunięta na bliżej nieokreśloną przyszłość - bo potrzeba jest zbyt pilna, a oczekiwanie trwa już zdecydowanie zbyt długo.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Mieszkańcy chcą komunikacji i jednocześnie Ci sami mieszkańcy wybrali wójta i radę, którzy tej komunikacji nie chcą. No, to takie polskie i logiczne. Zapewne nie patrzyli na to jak kandydaci patrzą na to czy na tamto, tylko obchodziło ich jaki znaczek jest umieszczony przy ich nazwisku.
Mieszkańcy chcą komunikacji i jednocześnie Ci sami mieszkańcy wybrali wójta i radę, którzy tej komunikacji nie chcą. No, to takie polskie i logiczne. Zapewne nie patrzyli na to jak kandydaci patrzą na to czy na tamto, tylko obchodziło ich jaki znaczek jest umieszczony przy ich nazwisku.